pikniki z klasyką

Niektórym bohaterom nie można pomóc albo o „Bostończykach” H. Jamesa

  Kilka pierwszych myśli po lekturze? Henry James mógłby sobie podać ręce z Bolesławem Prusem. Dlaczego to się właściwie tak kończy. O co chodziło bohaterom. Bo widzicie, splątane motywacje to jest dla mnie jedna z cech charakterystycznych tej powieści. Przyznaję się, spojleruję umiarkowanie, ale z drugiej strony powieść ma swoje lata, więc pewnie ani ze …

Wesoła kompania albo o „Ivanhoe” W. Scotta (Pikniki z Klasyką #33)

Sięganie w grudniu po powieści Waltera Scotta było moim zwyczajem w latach szkolnych, na różnych szczeblach edukacji, i tak sobie powoli przez twórczość autora podróżowałam. Ale od wielu lat zaniechałam tego zwyczaju – a niesłusznie, jak pokazuje przykład grudniowej lektury „Ivanhoe”. Jeśli macie ochotę na podróż sentymentalną po „starej Anglii”, gdzie pamięć o normandzkim podboju …

A potem się jej znudziło albo o „Dzienniku Franciszki Krasińskiej” K. Hoffmannowej (Pikniki z Klasyką #32)

Chociaż akurat tak wyszło, że w tym roku czytamy w ramach „Pikników z Klasyką” sporo powieści z XVIII i początków XIX wieku, muszę przyznać, że dzisiejsza lektura była chyba najdziwniejszym przypadkiem, z jakim się do tej pory zetknęłam. Widzicie, zastanawiam się cały czas, czy specyfika tych powieści wynika z tego, że to dopiero początki gatunku …

Jesień składa się z dwóch części albo o „Pożegnaniach” S. Dygata (Pikniki z Klasyką #31)

To było moje drugie – po „Jeziorze Bodeńskim” – spotkanie z twórczością Stanisława Dygata. Jak wypadło, zapytacie? Może na początek krótko, o czym rzecz. Nasz bezimienny pierwszoosobowy narrator to chłopak z dobrego warszawskiego domu, problem polega na tym, że jest koniec lat trzydziestych i świat jest ogólnie podły. Poznajemy narratora, kiedy ratuje bitego Żyda (na …

Z mgieł albo o opowiadaniach K. Mansfield (Pikniki z Klasyką #30)

Najpierw jest mgła, potem z mgły wynurza się krajobraz, detale stają się coraz wyraźniejsze, aż w końcu dostrzegamy najdrobniejsze szczególiki: kroplę wody spływającą z liścia, wilgoć na owczej wełnie, niby-płatki kwitnącego raz na tysiąc lat aloesu. Jest w opowiadaniach Mansfield coś filmowego, a to przechodzenie od szerokich planów do wąskich pojawia się nie tylko w …