Pikniki z Klasyką: „Cham” albo opowieść o wielkiej, toksycznej miłości

Zapraszamy Was dzisiaj na dyskusję o „Chamie” Elizy Orzeszkowej – powieści, która stoi gdzieś w cieniu czytanego w szkole „Nad Niemnem”, a przecież zasługuje na uwagę i dostarcza wielu czytelniczych wrażeń.

***

Pyza: Zapytam od razu na wstępie. O czym według Ciebie jest “Cham”? I nie czekając na odpowiedź – wybacz tę drobną nieuprzejmość na wstępie – powiem od razu, że dla mnie to jest przede wszystkim powieść o miłości. Wielkiej, toksycznej, przypadkowej… Taka powieść, którą śmiało można postawić obok “Pani Bovary”, a może nawet jeszcze śmielej, bo Eliza Orzeszkowa trochę rozrzedza ten obłok panów z epoki, piszących na zbliżony temat.

Tarnina: To jest pytanie, które sama sobie zadawałam, czytając książkę, i nie jest ono łatwe. Co więcej, nie jestem nawet pewna, kto jest głównym bohaterem tej powieści. Mamy tu historię związku Pawła, wiejskiego rybaka i Franki, pochodzącej z miasta służącej. Bohaterowie doświadczają silnych emocji, ale nie powiedziałabym, że „Cham” to „powieść o miłości”, a jeżeli już, to o pewnym szczególnym jej rodzaju, czyli chrześcijańskiej miłości bliźniego, ponieważ nie wydaje mi się, żeby bohaterów łączyło to, co ja nazwałabym miłością. Do tego tematu na pewno jeszcze w szczegółach wrócimy, a tymczasem nie będę dłużej uciekać od odpowiedzi  na Twoje pytanie. Według mnie „Cham” to przede wszystkim powieść o determinizmie losu ludzkiego.

Pyza: Rozwiniesz? Czy chodzi o to, że bohaterowie są na siebie skazani i ta jedna wycieczka, którą Paweł robi po rzece i w czasie której spotyka Frankę, wyznacza jego i jej przyszły los?

Tarnina: Czytając powieść, głównym pytaniem, które kołatało mi się po głowie było: czy jest w ogóle możliwe, żeby Franka zawróciła (lub żeby ktoś ją zawrócił) z drogi do samozagłady? Miała trudny start w życiu – nie tylko jeśli chodzi o warunki ekonomiczne, ale przede wszystkim w kwestii zaspokojenia potrzeb emocjonalnych dziecka – który w dużym stopniu wyjaśnia, dlaczego jest, jaka jest w momencie, w którym spotyka Pawła. Tego rodzaju determinizm (społeczny) mam na myśli. A wracając do tematu miłości…

Pyza: Orzeszkowa trochę może w zawoalowany sposób, ale jednak pokazuje, że Pawła i Frankę łączyło coś więcej niż jego pociąg do “ratowania jej duszy”. Nie bez kozery są tam przecież ciągłe wzmianki o tym, że w Pawle ku zdziwieniu wszystkich (i jego samego zresztą też) budzi się dość nieoczekiwanie namiętność. Zaczyna się wszystko faktycznie niewinnie, od pocałunków w czoło czy włosy, ale jednak już w scenie na porośniętej goździkami wysepce okazuje się – wtedy jeszcze ku oburzeniu Franki – że Paweł czuje do niej zdecydowany pociąg fizyczny. Mnie się to kłóci z takim dość wyidealizowanym uczuciem miłości bliźniego – nie sądzę, że Paweł zrobiłby wszystko, co zrobił, tylko z chrześcijańskiego miłosierdzia?

Tarnina: O tak, Orzeszkowa wyraźnie daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z fascynacją erotyczną, obustronną zresztą. Gdyby chcieć przepisać książkę współcześnie na nowo, to wyraźnie widać miejsca, w których mogłyby się znaleźć sceny erotyczne. I wydaje mi się, że jeśli chodzi o motywację Franki do związania się z Pawłem, to na tym ona się kończy. Z jego strony jest jeszcze ten drugi komponent, właśnie miłosierdzia czy miłości bliźniego. Ale te dwa składniki to jeszcze nie miłość. Miłość wymaga zrozumienia i akceptacji drugiej strony, tymczasem mamy do czynienia z dwojgiem ludzi, którzy o sobie nawzajem wiedzą bardzo niewiele, nie rozumieją się, nie znają swoich potrzeb i właściwie oboje liczą na to, że w nowym, wspólnym życiu to ta druga strona się dostosuje.

Pyza: Jeśli chodzi o dostosowanie – zastanawiam się nad tym również, a symbolem tego niech będą ubrania Franki: wszak ona nawet w swoich najlepszych chwilach zostawia sobie to “miejskie” ubranie i Paweł nie ma nic przeciwko, żeby nie tylko je miała. Ona w nim jeździ co tydzień do kościoła. Z kolei u niego wyraźną zmianą są lekcje czytania… Wracając do motywacji Franki – jest w jej charakterze coś jeszcze, związane z tymi brakami emocjonalnymi, o których pisałaś. Ta jej bezinteresowność, chęć obdarowania ludzi, których w danym momencie lubi i szanuje. Pamiętasz, jak mówi, że nigdy nie kłamie i nie kradnie? I faktycznie przez całą powieść taką ją widzimy: kłamie tylko raz, kiedy strach jest w niej silniejszy od tej cechy charakteru, którą w sobie szanuje.

Tarnina: Franka jest złożoną i ciekawą postacią i to właśnie ją, wbrew tytułowi, który sugeruje co innego, uznałabym za główną bohaterkę powieści. Na szczęście Orzeszkowa nie ograniczyła się do pokazania jej jako stereotypu „złej kobiety”, dzięki której bohater będzie miał okazję do praktykowania cnót chrześcijańskich. Przy całym swoim egoizmie, megalomanii, pogardzie dla ludzi, z którymi przyszło jej żyć (nie wydaje mi się, żeby Franka kogokolwiek szanowała), jest też w niej, jak zauważyłaś, hojność i bezinteresowność (w żadnym momencie jej postępowanie nie jest motywowane względami materialnymi, ale co ciekawe, to też jest jedna z jej cech autodestruktywnych) i szczerość. Jednak od początku widać, że jest to postać bardzo ułomna, która nie jest sobie w stanie sama pomóc, ale też nie da się jej pomóc takimi środkami, jakimi dysponuje Paweł.

Nie mogłam przy lekturze wyrzucić z głowy kadrów z czechosłowacko-amerykańskiej koprodukcji „Pożądanie zwane Anada” (reż. E. Klos i J. Kádar). Sami zobaczcie, czy to nie Paweł i Franka jak żywi? Źródło.

Pyza: Czyli uważasz, że Franka jednak dąży do samozagłady i starania Pawła nie mogłyby odnieść żadnego skutku? Z jednej strony – przytaknęłabym. W końcu wszystko zmierza do katastrofy, ale… Orzeszkowa napisała “Chama” w taki dość specyficzny sposób, jakby to była sinusoida. Góra – dobrze, jest szansa, jest nadzieja, może coś z tego będzie. Dół – a jednak nie, chyba wszystko już przepadło. Góra – o, a jednak może coś z tego będzie? Dół – i tak dalej. Nie wiem, czy to nie sugerowałoby jednak, że nie od początku powinnyśmy jako czytelniczki spodziewać się najgorszego?

Tarnina: Trajektoria tego związku jest przewidywalna, bo wynika wprost z osobowości obojga bohaterów: zaufanie-zdrada-przebaczenie-zdrada-przebaczenie-tragedia. To się nie mogło dobrze skończyć. Franka właściwie odtwarza życie swojej matki (znowu determinizm), z tą różnicą oczywiście, że matka  miała męża pijaka, a Franka oddanego i troskliwego. W tym kontekście znaczący wydaje mi się fakt, że dziecko Franki to chłopiec – czy gdyby było dziewczynką, byłoby skazane na powtórzenie życia matki i babki? To z kolei prowadzi mnie do pytania, czy można „Chama” interpretować jako powieść o „patriarchalnym zniewoleniu”?

Pyza: To bardzo ciekawa uwaga, nie pomyślałam, żeby zinterpretować pojawienie się Oktawiana w tym kontekście! Tu szybko tylko nadmienię, że bardzo mi się podobało, jak Orzeszkowa to dziecko napisała. Bez patosu, bez upupiania, bardzo realistycznie. Chociaż tym imieniem wbija chyba szpilę swojej bohaterce, nie sądzisz?

Tarnina: Owszem, zwłaszcza, że chłopczyk będzie znany w swoim (wiejskim) otoczeniu jako Chtawjan.

Pyza: A wracając do Twojego pytania. Hm. Tak, myślę, że na pewnym poziomie możemy tak „Chama” czytać. W końcu sama Franka wciąż powtarza, że jest zniewolona tym, że przyszła mieszkać na wsi – kiedy opada z niej pierwszy entuzjazm, jaki z niej w końcu zawsze opada – no i trudno zapomnieć o ostatecznej radzie skądinąd sympatycznej wioskowej znachorki. Chodzi mi oczywiście o to, by Paweł Frankę zaczął bić. Wstrząsnęła mną ta scena, przyznaję uczciwie.

Tarnina: W kontekście epoki to niestety dosyć oczywista porada, ale ciekawe, że pada z ust kobiety. Zresztą to właśnie kobiety są w powieści „strażniczkami patriarchatu”, to one przede wszystkim są oburzone nieprzystawaniem Franki do wzorca wiejskiej gospodyni. Paweł jest natomiast człowiekiem obdarzonym nieprzeciętną łagodnością i delikatnością i bardzo długo odrzuca jakąkolwiek myśl o przemocy fizycznej, uciekając się do niej dopiero, gdy inne środki zawiodły. Początkowo stara się zmienić Frankę, dając jej swobodę i dobry przykład, potem narzucając jej reżim pracy i modlitwy, ale jednak od początku stawia się w roli Pigmaliona i ten motyw wpisuje się, w pewnym sensie, w patriarchalną przemoc.

Pyza: W tej społeczności oceniającej Frankę jednak przewija się kilku mężczyzn, choćby jeden z bogatszych włościan, który zazdrości Pawłowi, że nauczył się czytać. Ale tak, jako “masa” przeważają tutaj kobiety. A skoro już przy tym jesteśmy: co sądzisz o postaci żebraczki? Nie wydaje mi się, że to zwykłe lustrzane odbicie czy przestroga dla Franki?

Tarnina: Żebraczka odegrała w całej historii rolę złego ducha, kusicielki, która wyzwala we France złe skłonności. Ale tak, wydaje mi się, że ona ma pokazywać , jaki los czeka Frankę. Jest też przeciwwagą dla wspomnianej wcześniej znachorki, która jest stronniczką Pawła i wydaje się, że ona z kolei jest wpływem pozytywnym. Ale w gruncie rzeczy obie są raczej siłą niszczącą wobec małżeństwa bohaterów.

Pyza: Muszę Ci powiedzieć, że zafascynowało mnie, że Orzeszkowa gra tą postacią na dwa fronty trochę. Z jednej strony to jest aż za wyraźne ostrzeżenie (czytamy jednak powieść tendencyjną, więc nie ma co tego ukrywać) przed tym, jaki los może Frankę czekać. Z drugiej jednak to jest taka bohaterka, która patrzy na siebie i swój interes – bardziej dlatego schlebia France niż dlatego, że faktycznie tak myśli. I trzecia sprawa: ona jednak w finale odgrywa dużą rolę, bo jako jedyna wie, co zrobiła Franka. Jest taką nośniczką wiadomości, nie tylko złym duchem, ale i posłańcem ważnych nowin.

Tarnina: Wracając do Franki, jest w jej postaci jeszcze jeden rys, o którym do tej pory nie wspomniałyśmy: choroba psychiczna. Jak odbierasz podjęcie tego tematu przez Orzeszkową?

Pyza: Temat bardzo interesujący w kontekście, w którym stawia go Orzeszkowa. Wydaje mi się, że składa się on z kilku pięter. Umożliwia on czytanie postaci Franki jako osoby nieprzystającej do normy, bo mającej problem: ale jak już ustaliłyśmy, problemy Franki mają wiele źródeł i to byłoby spłaszczenie tej postaci. Nie sądzę też, że Orzeszkowa idzie w takie proste ustawienie optyki czytelnika, bo początkowe opisy choroby Franki są dość oględne – te szumy w głowie chociażby. Innym piętrem jest narastanie tych objawów właśnie: kiedy one się potęgują? Jeszcze innym, czy charakter Franki, raz wesołej i hojnej, raz wściekającej się o byle co i niebezpiecznej dla otoczenia, jest uzależniony od choroby właśnie?

Tarnina: Przyznam się, że zastanawia mnie motyw choroby psychicznej Franki. Orzeszkowa jest dosyć oszczędna w pokazywaniu choroby. Mam wrażenie, że to czyni postać Franki bardzo niejednoznaczną. Jej zaburzenia ujawniają się dosyć wyraźnie pod koniec książki, ale kiedy spojrzymy wstecz, to wiele jej wcześniejszych zachowań, wzmianek o pobycie w szpitalu (jeszcze zanim poznała Pawła) też możemy interpretować w kontekście choroby psychicznej – i zdjąć z niej odpowiedzialność za to jak pokierowała swoim życiem (przy czym słowo „pokierowała” byłoby całkowicie nieadekwatne). Ale czy musimy? Nie mam pewności.

Pyza: Te początkowe opisy zwłaszcza mnie skłaniały bardziej ku takiej interpretacji, że Franka z pewnością jest chora, ale że to choroba ciała, nie duszy. Zobacz, ile razy Orzeszkowa powtarza, że bohaterce jest rano zimno, że ma niezdrową cerę i tak dalej.

Tarnina: Tak, ja też początkowo myślałam, że Franka jest chora somatycznie, a nie psychiczne (to zresztą nie są wzajemnie wykluczające się możliwości), ale późniejszy rozwój wydarzeń skłonił mnie do reinterpretacji. Choć przyznam, że nie do końca mnie ten wątek przekonuje. Bo jeśli przyjmiemy interpretację choroby psychicznej, to nie ma już sensu rozpatrywanie postępowania bohaterki i jej relacji z innymi ludźmi w kontekście etyczno-moralnym, co jest moim zdaniem ciekawsze. Choroba psychiczna wydaje mi się zbyt prostym wytłumaczeniem.

Pyza: A czy ja pewno te interpretacje się wykluczają? Bo wydaje mi się, że w przypadku Franki mamy do czynienia z epizodami, w których choroba się uwidacznia, ale nie jest też tak, że jest ona widoczna przez cały czas.

Tarnina: Ciekawe byłoby porównanie ówczesnego stanu wiedzy z dziedziny psychiatrii i psychologii z symptomami opisywanymi przez Orzeszkową. Myślę, że to pomogłoby ustalić rolę tego wątku w powieści, na ile pisarka rzeczywiście interesowała się tym tematem, i na ile chciała zainteresować nim czytelnika. Tak czy owak, jest w powieści dosyć wyraźna sugestia, że Franka w ostatnich scenach powieści była niepoczytalna (piszę oględnie, żeby – na wszelki wypadek – nie zdradzać wszystkiego).

Pyza: I w związku z tym ciekawa jest zarówno reakcja Pawła, jak i całej wsi na to, jak się zachowuje. Muszę przyznać, że moment, w którym Franka zostaje oddana urzędnikowi policyjnemu wywołał we mnie ciarki. Bo Orzeszkowa każe się nam przyglądać, jak Franka powoli się ubiera, wiedząc, co ją może czekać, wychodzi, a my wiemy, że nagle ten facet – już od dawna źle nastawiony do niej i do Pawła, co nam autorka pokazuje w jednej króciutkiej scenie – ma nad nią całkowitą władzę. I może zrobić cokolwiek, bo jest naraz sędzią, wykonawcą wyroku… potencjał przemocy w tej scenie jest ogromny.

Tarnina: Tak, ja też zwróciłam na tę scenę uwagę. Ale proponuję, żebyśmy w tym miejscu zawiesiły naszą dyskusję, i kontynuowały w komentarzach. Mam nadzieję, że również z udziałem innych czytelniczek i czytelników.

***

Zgodnie z naszą małą tradycją i umiłowaniem porządku, tym razem dyskusja na blogu Tarniny, więc żeby nie dublować miejsc, tutaj wyłączam komentarze. Mam nadzieję, że zobaczymy się, żeby przegadać wrażenia z lektury!