Brodata Jane Austen o morderczych skłonnościach albo o „Ojcach i dzieciach” Iwana Turgieniewa – Nabokoviada 2

„W epilogu (…) wszyscy się pobierają, pary kojarzy autor według symetrycznego schematu”, pisze Nabokov i odrobinę dlatego dałam ten, a nie inny tytuł temu wpisowi, a odrobinę dlatego, że „Ojcowie i dzieci” są jakimś refleksem „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen, przy zachowaniu wszystkich proporcji i świadomości, że o ile dla Austen to była pierwsza powieść i początek rozwoju, o tyle dla Turgieniewa to opus magnum i szczyt kariery. No, ale zobaczmy dalej, jakże się ta narracja będzie układała.

Z zemsty za gatunki

Powiedzmy sobie szczerze, Nabokov niby Turgieniewa ceni, ale kłuje go co i rusz jakąś szpileczką. Najwyraźniej wtedy, kiedy komentuje – co pewnie Autora ubodłoby do żywego – że opisy łowów w jego wykonaniu są słabe, a poza tym to całe osławione polowanie na żuki to też takie sobie, bo Turgieniew popełnia błędy w klasyfikacji. Powie nam więc Nabokov, że „Turgieniew nie jest wielkim pisarzem, choć czyta się go z przyjemnością”, ale równocześnie  zaznaczy, że „Ojcowie i dzieci” to „nie tylko najlepsza powieść Turgieniewa, ale także jedna z najlepszych powieści XIX wieku”. Z samego wykładu, poświęconego głównie konstrukcji powieści, przetykanego tymi szpileczkami – a to, że się Turgieniew powtarza, a to, że stosuje oklepane schematy – dość trudno się tej wielkości domyślić. Uważajcie też, bo w wykładzie Nabokov zaspojleruje Wam inne dzieła Turgieniewa, także jeśli macie w planach takiego na przykład „Rudina”, trąbię ostrzegawczo.

Zdecydowanie zgadzam się z cudnie przez Nabokova wymalowanym porównaniem, w której Turgieniew jest autorem „raczej delikatnych akwareli niż efektownych flamandzkich portretów”. To taki mistrz obrazków – miałam okazję wiosną czytać niepozornego Koliberka z wyborem opowiadań Turgieniewa i to są właśnie takie obrazki, w których coś przykuwa naszą uwagę na chwilę, coś się zapamięta, ale żeby cytować jakieś wielkie pasaże z pamięci i doznawać katharsis, to już niekoniecznie. „Jego powieści i opowiadania składają się głównie z rozmów prowadzonych w różnych malowniczych sceneriach”, pisze Nabokov i oj, tak! Ale co to za rozmowy i co to za scenerie! No to jak jest w „Ojcach i dzieciach”?

Ilustracje do wpisu to krajobrazy Archipa Kunidży. Dwa lata temu w Moskwie przypadkiem trafiliśmy na jego wystawę i… Hipnotyczne są, zupełnie. Od razu skojarzyłam je z opisami Turgieniewa, a Nabokov jeszcze mnie upewnił, że warto iść w tym kierunku. Źródło

Ano, pakuje nas Turgieniew do karety i jedziemy. Aż dziwne, że Nabokov nie zwraca na to uwagi – wszak od karety zaczynają się i „Martwe dusze” Gogola, które czytaliśmy wspólnie poprzednio. Tutaj Autor każe nam wyglądać powozu z powracającym ze studiów Arkadiuszem, powracającym dokąd? Do rodzinnego majątku, Mariina. Niedaleko wyczekuje go ojciec, nie stary jeszcze, bo ledwo czterdziestoczteroletni Mikołaj Pietrowicz (ten wiek nie przeszkodzi Turgieniewowi kilka razy podkreślić leciwość tego starca). Karoca nadjeżdża, Arkadiusz faktycznie wrócił, ale nie sam. Wraz z nim do Mariina przybywa Eugeniusz Bazarow. Kto zacz? Ano, nihilista!

Marianna z popędem śmierci

Słowo „nihilista” może sponsorować tę powieść, Bazarow to zresztą taka ikoniczna postać nihilisty w literaturze rosyjskiej – Nabokov się nad tym nie rozwodzi i ja właściwie też nie zamierzam, bo co o tym miało zostać powiedziane, powiedziane zostało. Dużo ciekawszy wydaje mi się Bazarow jako odbicie Austenowskiej Marianny. Pamiętacie „romantyczną” z „Rozważnej i romantycznej” Austen? Bazarow, choć to typ na pozór zimny i pewnie strzelalibyście raczej w porównanie z Eleonorą, to jest taka Turgieniewowska Marianna.

O ile jednak Austen pomału rysuje narastające konflikty miłosno-ekonomiczne, o tyle Turgieniew jest dużo bardziej bezlitosny. I owszem, nasz sielski malarz powiatowych obrazków będzie snuł swoją – przerywaną, jak złośliwie zauważa Nabokov, ciągłymi dygresjami w postaci lakonicznych biografii postaci – historię do samego końca, parując bohaterów i dając nam częściowy happy end, ale… No właśnie. Ale nasza Marianna tutaj, kiedy zaziębi się w przypływie rozpaczy – czyli, innymi słowy, złapie tyfus w trakcie niespecjalnie dobrze przeprowadzonej sekcji zwłok po tym, jak przeżyje miłosne rozczarowanie – nie wyzdrowieje. Kryzys przyjdzie, ale żadnego cudownego wstania z łoża boleści nie będzie.

Źródło

Zerknijmy na drugą stronę tego uczuciowego duetu, czyli na, hm, Willoughby’ego tego zestawienia. A właściwie nie, jestem trochę wobec Anny Odincowej niesprawiedliwa, bo to postać bardziej złożona niż połączenie Willoughby’ego z pułkownikiem Brandonem. Nabokov o niej wspomina w swoim wykładzie marginalnie, a tymczasem przypomnijcie sobie scenę, kiedy ona już wie, że Barazow ją kocha i kładzie się do łóżka, i wzdycha, że tak cudownie, cudownie chłodna jest pościel, tak wspaniale puste łóżko i tak dobrze mieć święty spokój. To jest arcyciekawa scena: bo można ją skwitować, że ot, rysuje nam tu Turgieniew kobietę „oziębłą”. Ale jest w tym coś więcej, jakaś seksualna awersja, zniechęcenie do namiętności – pamiętajmy, że Odincowa ma za sobą małżeństwo z niekochanym, ale majętnym mężczyzną, które zapewniło jej i jej siostrze (snuć tu kolejne analogie z Austen byłoby jakże na miejscu) komfort życia. Fakt, Turgieniew na koniec odwróci się od tak odważnie zarysowanej bohaterki i ukaże ją kolejnym „rozsądnym” związkiem, już po śmierci Bazarowa, a jednak tej sceny w pościeli nikt nam, jako czytelnikom, już nie odbierze.

Zresztą, jak powie nam Nabokov, epilogi Turgieniewa są wysilone, bo Autor stara się zaspokoić ciekawość czytelnika. Czasami może faktycznie mógłby zachować co nieco w tajemnicy, ale czegóż spodziewać się po „kimś w rodzaju obmierzłego monstrum”, jak po publikacji „Ojców i dzieci” widziało Autora postępowe środowisko rosyjskiej młodej krytyki? Tak, tak, żartuję. Ale Odincowa nie staje się jedną z tych Turgieniewowskich kobiet, jakimi się zachwycano, a szkoda.

Więcej światła, znaczy się, więcej luster!

Nabokov obiecuje nam więcej na temat tego, jak bardzo różnią się Mikołaj i Paweł Pietrowiczowie albo Arkadiusz Mikołajewicz i Bazarow. Ale to, co dla mnie było wyjątkowo ciekawe w tej powieści, to raczej analogie. To, jak świetnie Bazarow odbija się w Pawle Pietrowiczu – miłość do zainteresowanej zupełnie czymś innym arystokratki wysuwa się tu na plan pierwszy, ale też i to krycie się za pozornym brakiem emocji jest równie ciekawe. Paweł kryje się w „angielskości”, zgrywa chłodnego, flegmatycznego dżentelmena. Bazarow ukrywa się za nihilizmem, który jest dla niego łatką, jaką sam sobie przypina.

I na koniec jeszcze jedna uwaga: czy ktoś z Was również płakał po Bazarowie? Widzicie, zgodzę się z Nabokovem, że wątek rodziny Bazarowów należy do najbardziej udanych. Właśnie dlatego, że podbija ten wątek śmierci bohatera. Choćbyśmy nie wiem jak go znielubili, to opisy ojca i matki Eugeniusza, ich reakcji na syna żyjącego i umierającego – są tak napisane, że przez wzgląd na współczucie dla nich to, co dzieje się z Bazarowem, nas, jako czytelników, zaczyna obchodzić. Ciekawa to bardzo strategia: że może i sam bohater nie zawsze bywa sympatyczny, ale jego najbliższe otoczenie jest tak napisane, że nas ku tej sympatii jakoś tam skłania.

***

Zajrzyjcie dzisiaj do Ani z Literackich Skarbów Świata Całego i do jej wpisu na ten temat.

A kolejną lekturą, którą proponujemy wspólnie czytać, są „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego – jak pisze Nabokov, wroga Turgieniewa, więc będzie się działo. O terminie będziemy informować!

Comments

  1. naia

    Ależ się uśmiałam, czytając drugi akapit Twojego tekstu – tak bardzo to zbieżne z moimi odczuciami! Nawet cytatów używamy tych samych. 🙂 Cały czas miałam wrażenie, jakby Nabokov czuł, że powinien Turgieniewa chwalić, ale robi to jakoś bez przekonania.

    Wątek Odincowej muszę chyba prześledzić jeszcze raz, bo zupełnie nie zapadła mi w pamięć ta scena ze wzdychaniem w pościeli. 😀 Dziwna kobieta, i w moim odczuciu raczej antypatyczna. Na tyle dziwna i antypatyczna, że aż bałam się, że stanie na drodze do szczęścia biednemu Arkadiuszowi i nie odda mu ręki siostry. 🙂 Jak właściwie interpretujesz fakt, że pod koniec nagle zaczęła się interesować Arkadiuszem? Doszła do wniosku, że lepiej okazać względy temu, którym łatwiej sterować? Poczciwemu i potulnemu? Może ta seksualna awersja też miała tu znaczenie?

    No i: tak, płakałam po Bazarowie. 🙂 I tak, bardziej ze względu na jego rodziców. Łamały serce te opisy ich rozpaczy, kiedy po trzech dniach wyjeżdżał, matka, która tak bardzo nie chciała mu przeszkadzać w jego zajęciach, że bała się go zapytać, jaką zupę chciałby na obiad. Trudno chyba to czytać bez wzruszenia.

    1. Post
      Author
      Pyza

      Tak, to przekonywanie czytelnika, że co to za doskonały pisarz, a pod spodem „ale to mu nie wychodzi, a tu coś sknocił, a w ogóle kto jeszcze używa motywu z podsłuchiwaniem?!” sprawia, że czyta się to naprawdę bez przekonania ;-).

      Też drżałam, co będzie z Katią – ale Odincowa wcale nie jest taka antypatyczna, moim zdaniem ona się ma wydawać antypatyczna i Turgieniew trochę siadł tu okrakiem na płocie. Bo ten motyw z Arkaszą właśnie jest taki „pso-ogrodniczy”, że nie kochając go, mogłaby z nim być, bo mogłaby się wręcz wampirycznie żywić jego młodością i zachwytem. Raczej w tę stronę bym szła, chociaż to co piszesz jest również przekonujące. Ale właśnie szukałabym tutaj na tym drugim poziomie, znaczenia Odincowej jako wariacji „Turgieniewowskiego dziewczęcia”, bo takiej wyraźnej postaci w „Ojcach i dzieciach” nie ma (Nabokov sam przyznaje, że Fieniczka jest zbyt bierna). Co o tym sądzisz?

      Prawda? Fanklub rodziców Bazarowa myślę, że miałby szanse powodzenia ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.