Zawsze przyjeżdża dziewiątka albo o „Teorii dziwności” Pavli Horakovej

Jutro ogłoszą, kto w tym roku poniesie do domu statuetkę Magnesia Litera (jeśli nie wiecie, co to takiego, pisałam o tym rok temu – klik, klik!), to już nie będę taka, napiszę Wam o nominowanej książce, którą w tym roku skrupulatnie wybrałam, zakupiłam i przeczytałam. Czy jej kibicuję? I tak, i nie. Czemu? O tym słów kilka we wpisie.

O czym to w ogóle jest, zapytacie?

Pavla Horaková przedstawia nam trochę dziwną, coby zadośćuczynić tytułowi, bohaterkę trochę dziwnej rzeczywistości. Ada Sabová jest naukowczynią, pracuje w dziwacznym i trochę nikomu niepotrzebnym Instytucie Międzydziedzinowego Badania nad Człowiekiem w Pradze. Ona sama bada teorię wzajemnej kompatybilności – jak to jest, że jak kogoś widzimy to albo go od razu lubimy, albo nie. Dziwnymi i mniej dziwnymi pomysłami sypie zresztą jak z rękawa, chętnie obdzielając nimi koleżanki i kolegów po fachu. Ci zresztą zajmują się tak pasjonującymi badaniami jak na przykład trzymanie osobno papug, uczenie ich czeskiego i sprawdzanie, czy jak się połączy grupę nauczoną z nienauczoną, ta ta nauczona nauczy tę nienauczoną (spojler: doświadczenie psuje zirytowana na papugi ukraińska sprzątaczka, która krzyczy na nie w ojczystej swej mowie, więc papugi miast w języku Máchy przemawiają do siebie w języku Szewczenki).

Adzie śnią się ponadto dziwne sny, z których jednak okazuje się, że da się żyć: wyśnione wynalazki wraz z byłym chłopakiem Ada po prostu patentuje. Praga, po której porusza się bohaterka, też poddana jest dziwnym prawidłowościom. Na pochyłych ulicach trzymają się jedynie lombardy i podejrzane salony gier, po wyjściu z metra trudno nie natknąć się na narkomanów i bezdomnych (koniecznie z gęstymi włosami – to jedna z dziwnych teorii Ady). Jest dość brzydko i przygnębiająco. A równocześnie Horaková pisze o tym wszystkim tak lekko i chciałoby się powiedzieć – przyjemnie, że nawet nie przeszkadza, kiedy po raz kolejny narratorka (powieść pisana jest w pierwszej osobie) coś powtarza.

I jeszcze raz, Ado!

Bo powtarza, oj, powtarza! Cała powieść oparta jest na nieustającym zapętlaniu, powtórzeniach, ocenach. Jak trafnie zauważył jeden z czeskich recenzentów, Josef Chuchma z tygodnika „Respekt” (właściwie tak bardzo zgadzam się z jego recenzją, że nie miałam zamiaru pisać własnej) – jest tego aż za dużo. Bohaterka klasyfikuje rzeczywistość z uporem godnym lepszej sprawy i poddaje tej klasyfikacji wszystko. Ulice, poranne wypróżnienia, psy, wiadomości z mediów, bezdomnych. Od wyboru do koloru. Do tego dołącza się też kolejny „dziwny” wątek, czyli zaginiony syn koleżanki Ady z pracy, o jakże wielomówiącym imieniu i nazwisku: Kaspar Hauser.

Krótka dygresja o niewielkiej spostrzegawczości Pyzy bądź wspaniałości czeszczyzny. Otóż, swoją drogą to jest wspaniałe w czeszczyźnie, że chociaż wiemy, że matka bohatera nazywa się Hauserová, a syn ma na imię Kaspar to dzięki obowiązkowemu přechylování nazwisk żeńskich (tak się ładnie nazywa to dodawanie końcówki -ová) dość późno może do czytelnika dotrzeć, że bohater nazywa się – no, przecież! – Kaspar Hauser. I wtedy jest takie przyjemne „bum”. Mnie się podobało. No dobrze, koniec dygresji.

W ramach przerywnika wizualnego jedzie tramwaj. Jedną z dziwnych obserwacji Ady – moją chyba ulubioną – jest, że w Pradze zawsze podjeżdża dziewiątka, niezależnie od tego, na jaki tramwaj czekamy i czy ta dziewiątka akurat ma trasę przy naszym przystanku. Wypróbowałam – zasadniczo działa.

Skoro zatem „Teoria dziwności” (tytuł oryginalny to „Teorie podivností”) nie sprawi, że przeżyjecie katharsis, nie jest bardzo oryginalna jeśli chodzi o fabułę, ba, jest skonstruowana na tyle „po Bożemu”, że w pewnym momencie już zwyczajnie wiemy, do czego to wszystko zmierza, nie jest to też żaden tam eksperyment, to co w takim razie? Po co, Pyzo, pisać o tym wszystkim? Czy Horaková zaniesie do domu Magnesię za prozę? W tym roku się nie rozpytywałam i powiem szczerze, nie wiem, co w trawie piszczy (trzeba miewać w życiu literackie niespodzianki!). Może odniesie, może przegra z sążnistym tomiszczem nowej powieści Radki Denemarkovej albo jakąś powieścią o smutnym mężczyźnie, żyjącym smutnym życiem, których sporo jest wśród nominowanych.

To w takim razie… po co?

Ale tę książkę się zwyczajnie tak dobrze czyta! Jest napisana bardzo przyjemnym językiem – trudno mi znaleźć lepsze określenie – i to zwyczajnie sympatyczna lektura. Przy okazji, nawet jak już się zorientujemy ku czemu autorka zmierza, i tak wciąga, więc można się nią posiłkować w tramwaju (niekoniecznie w dziewiątce: czy w Waszych miastach jeżdżą dziewiątki? Czy częściej niż cokolwiek innego? Można by zrobić międzynarodowe badania nad naturami dziewiątek, pod patronatem Ady Sabovej, oczywiście!), można w autobusie, metrze i dorożce. Przyjemnie się po nią sięga w kawiarni czy w poczekalni. Dobrze służy jako lektura na dobranoc albo Lektura-Mam-Tylko-10-Minut-Do-Zagospodarowania. Spostrzeżenia Ady bywają zabawne i ciekawe (ze dwa czy trzy lekko trącą kiczem i ocieraniem się o „proszę to zdanie zapisać i umieścić wśród złotych myśli”, ale wybaczam, no bo tylko dwa-trzy). Bohaterowie są zasadniczo sympatyczni. Czasami można chcieć więcej, a czasami można się zadowolić zasadniczą bezpretensjonalnością.

Także zdobędzie nagrodę czy nie – myślę, że kiedy pojawi się na polskim rynku (a podejrzewam, że się pojawi), rozejrzyjcie się za nią. Sympatyczna! A tymczasem zobaczmy jutro, kto dołączy do grona nagrodzonych Magnesią, postaram się to skomentować, zapewne na fanpage’u Pierogów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.