10 sposobów na dodatkowe 24 h z książką albo przestępny luty

Taki dzień jak
dzisiaj, kalendarzowo, zdarza się raz na cztery lata. Poza tym nie
ma w nim nic niezwykłego. Tym razem to poniedziałek, więc jak co
poniedziałek trzeba wstać rano, zjeść śniadanie i ruszyć tam,
gdzie ruszacie: do szkoły, do pracy, na zajęcia, na zakupy. A może
macie wolne i możecie spędzić dzień na sposób z góry upatrzony
wcześniej. W każdym razie: dzień jak co dzień, choć
co-cztero-letni. Ale rzadkość daty powoduje, że można się
zastanowić nad rzeczami, które robimy rzadko, chociaż obiecujemy
sobie, że będziemy robić częściej.

Rzeczy będą,
oczywiście, książkowe. Nie mówcie, że się nie spodziewaliście. 
 
 
 
 Grafika do częstowania się, a tekst poniżej.


Wrócić do
książki z dzieciństwa.
Na
pewno co jakiś czas łapiecie się na myśli, że przeczytalibyście
coś, co umilało Wam dnie lat temu wiele, ale jakoś się nie
składa. Bo akurat czytacie coś innego, bo nie macie tej książki
pod ręką, bo trochę Wam głupio, że tyle literatury przed Wami
albo że to przecież dla dzieci. Niesłusznie! Literatura starze się
w zupełnie inny sposób niż człowiek, a jak wiecie pogląd, że
należy się wstydzić czegoś, co się czyta, jest jednym z
najbardziej mi odległych. Może zatem najprostszą receptą jest
tutaj nie obiecywanie sobie, ale wzięcie książki i podczytanie,
chociaż kawałka? Dalej na pewno pójdzie już samo.

Przeczytać Tego
Wielkiego Klasyka.
Przypuśćmy
że, z jakiegoś powodu, strasznie chcecie przeczytać „Moby
Dicka”. Od podstawówki rozmyślacie o dniu, w którym weźmiecie
do ręki tomiszcza pióra Melville’a i zatopicie się w lekturze. W
liceum nauczyciel angielskiego powiedział Wam, że to idealna
lektura dla Was – ale nie mieli w bibliotece, więc jakoś tak
zeszło. Znaleźliście w końcu (albo i nie) egzemplarz: jest
porozpadany, krzywo poklejony, a druk wita się z mrówką nie musząc
się schylać. Jaka na to rada? Właściwie żadna. Może spróbujcie
zacząć i się przekonać?

Zacząć czytać
Pisarza X w oryginale.
To nie
tak, że nie znacie tego języka – znacie, po prostu boicie się,
że jednak oryginał Was przerośnie. Przeczytaliście kiedyś
pierwszą stronę i do dzisiaj drżycie ze strachu albo
markotniejecie na myśl, że trzeba będzie oprócz książki nosić
ze sobą Wielki Słownik Języka Xowego. Mimo
wszystko, skoro dostajemy dodatkowy dzień roku, warto spróbować?
Nie zatrzymywać się na pierwszym słowie nam nieznanym, ale czytać
dalej – może da się je wywnioskować z kontekstu? Może
zaczynacie już wczuwać się w melodię języka, rozumieć sensy,
które przekazuje autor? Czytajcie dalej!

Odkopać wreszcie
Książkę-Znajdującą-Się-Na-Spodzie.
Na
pewno macie taki artefakt. Niezależnie od tego, czy to faktycznie
książka na samym spodzie kopczyka innych książek, czy taka dodana
do schowka w Biblionetce/GoodReads/Lubimy Czytać dekadę temu, czy
taka stojąca w drugim rzędzie, bo budzi Wasze wyrzuty sumienia.
Może akurat nie macie na nią od wielu lat ochoty, może zmienił
się Wam gust czytelniczy, może kojarzy się Wam źle albo całą
już znacie, bo przyjaciel opowiedział Wam akcję od A do Z – ale
może warto ją wyciągnąć i sprawdzić? W końcu w trakcie własnej
lektury można dojść do zaskakujących, nawet nas samych, wniosków.
Takie +100 do odbioru.

Przeczytać znowu
swoją ulubioną książkę.
Wiecie,
jak to jest – czasami jesteście już o krok, ale potem
przypominacie sobie, że czeka na Was książka pożyczona od
znajomej, termin w bibliotece się kończy, a do tego na
cito obiecaliście przeczytać coś jeszcze, rozmrozić lodówkę i
pójść pobiegać. I znowu okazja minęła. A przecież ukochane
książki po to są, żeby do nich wracać, odkrywać w nich rzeczy
nowe albo zachwycać się starymi i zalewać łzami radości, że oto
znowu spotykamy Bohatera i śledzimy jego Perypetie. Więc dlaczego
by nie usiąść sobie z nią dzisiaj?

Dokończyć
lekturę porzuconą w połowie.
Nie,
nie, bynajmniej nie chodzi mi o to, żebyście ten dodatkowy dzień
poświęcali na kończenie książki, którą
rozsmarowaliście na ścianie albo połknęliście w trakcie ziewania
nad nią. Ale może macie taką książkę, którą odłożyliście
„na lepsze czasy”, aż będzie więcej wolnego, pogoda ładniejsza
tudzież cokolwiek, że tak to lakonicznie ujmę? Jeśli gdzieś Wam
taka się ostała, może właśnie dzisiaj ją dokończyć – albo
chociaż zacząć dokańczać?

Poczytać
gatunek, którego zwykle nie czytujemy.
Na
widok słów science
fiction
włosy
stają Wam dęba, widząc romans na wystawie księgarni spluwacie
przez lewe ramię? To może wykorzystać te 24 godziny, żeby się
przekonać, czy naprawdę tak Wam się jakiś gatunek nie podoba?
Oczywiście nie bierzcie wtedy pierwszej lepszej książki, tylko
wybierzcie coś, co wygląda na interesujące, a do tego ludzie o
zbliżonym do Waszego guście chwalą. Bo czemu by nie spróbować,
skoro dostajemy kapkę więcej czasu?

Wrócić do
lektury szkolnej, która nie daje nam spać.
Bo
może macie takie przeczucie, że gdybyście przeczytali
„Przedwiośnie” dzisiaj, dużo więcej byście z niego
wyciągnęli? Albo że strasznie nudzący Was w szkole „Krzyżacy”
mogą okazać się książką Waszego życia? Nawet jeśli okaże
się, że ta książka jednak jest dokładnie taka, jak
zapamiętaliście, dostarczy Wam to materiału do refleksji i
narzekania na kanon szkolny, a stąd mogą narodzić się ciekawe
wybory czytelnicze i wiele fascynujących rozmów. No i będziecie
już mogli spać.

Wypożyczyć/kupić
książkę, o której wszyscy mówią.
Może
jesteście z tych, którzy wszystkie nowości mają świetnie
poznane, ale może jesteście z nimi na bakier – ba, świadomie
sięgacie po nowości dopiero wtedy, kiedy zmieniają się w
starości? Dlatego można spróbować dać im szansę nieco
wcześniej, jak dzisiaj, i zobaczyć, co też to takiego jest, o czym
wszyscy mówią (dobrze bądź źle). Wykorzystać czas, żeby być
na czasie? Nic w tym złego. A nawet jeśli Wasza opinia się
potwierdzi po przeczytaniu, to będziecie wiedzieć, że mieliście
rację – więc właściwie nic nie tracicie, tylko podniesie się
Wam samoocena.

Przejrzeć
czasopismo literackie.
Wybór
jest tutaj mimo wszystko duży: „Literatura na świecie”,
„Twórczość”, „Dialog”, „Magazyn Książki”, „Odra”,
„Bliza” – szaleństwo, można wybierać i przebierać, a jeśli
na co dzień nie macie okazji, to może dać im szansę od święta?
Jakiś fragment może Was zauroczyć, esej dać do myślenia, a
wiersz skusić na cały tomik. Może się też okazać, że się
wynudzicie, jasne, ale ryzyko jest zawsze, dlatego skoro czasu jest
więcej, można je bez szkody podjąć.

Już
wybrałam sobie książkę na ten dzień – mieszankę kategorii
czwartej, szóstej i odrobinkę dziewiątej. A Wy, jakie macie plany?

Comments

  1. Ann RK

    Ja te dodatkowe 24 h najchętniej bym przespała. Zarwane noce bolą, nawet jeśli zarywa się je z miłości do Leo. 😉
    Ale pomysł świetny!

    1. Post
      Author
      admin

      Och, tak, tak :). Chociaż muszę powiedzieć, że w tym roku rozsądek wziął górę i ostatecznie zadowoliłam się śledzeniem wszystkiego rankiem, "po ptokach" ;).

      Dziękuję :).

  2. Anonimowy

    Zabrałam się za Tego Wielkiego Klasyka, czyli "Ulissesa" 😉
    Idzie mi nawet-nawet, choć bardzo często nie wiem, o czym czytam XD

    Karmena

    1. Post
      Author
  3. Wietrzyk

    Właśnie wróciłam z biblioteki i przytargałam 900-stronicowe tomiszcze. Jeżeli uda mi się dzisiaj zacząć, to już będzie sukces 🙂

    1. Post
      Author
  4. Luka Rhei

    Ten dzisiejszy dzień mógłby być nam dodatkowo… dany na własność – taki zupełnie wyrwany z codzienności (czyli dosłownie mówiąc: wolne w pracy ;)).

    Czytam z zapałem, bo takie to wszystko bliskie sercu 😉 Chociaż może bez tej lektury szkolnej. Wybieram dokończenie książki przeczytanej w połowie i idę spędzać ostatnie godziny (z tych szczególnych 24-ech) nad czymś…niedoczytanym (za duży wybór).

    1. Post
      Author
      admin

      Nie powiem, podoba mi się ta myśl bardzo. Że skoro już tak rzadko się zdarza, to czemu nie ;). W sumie to taki kalendarzowy odpowiednik tej jednej godziny, którą mamy więcej, kiedy przestawiamy się na czas zimowy :).

      Nieodczytane zawsze się gdzieś znajdą, więc to bardzo dobry plan :). Mnie tak ku tym lekturom często ciągnie, jakieś takie mam właśnie ciągoty w stronę "a może to jednak było inne, czy ja wiem?" ;).

  5. asaszan

    Przytargałam z biblioteki książkę bardzo polecaną na innym blogu. Niestety, mimo że bloga lubię i cenię, gust z jego autorką muszę mieć kompletnie inny, bo jeszcze żadna z polecanych przez nią książek, za które się wzięłam, mnie nie uwiodła. W najlepszym razie uznałam, że może być. Więc w ramach dodatkowego dnia podjęłam kolejne ryzyko, może to będzie Ta Pierwsza. Ale czytać zacznę, jak skończę "Miasteczko Middlemarch", co przy odrobinie uporu może mi się dzisiaj udać. Czyli w zasadzie zaliczam punkt o przeczytaniu klasyka oraz ten o czekającej od lat książce. Wracam do lektury, zostało mi jeszcze niecałe 4,5 godziny z tych dodatkowych 24. I 160 stron książki.

    1. Post
      Author
      admin

      Warto spróbować, jeśli taka ochota :). W sumie nigdy nie wiadomo. No, no, a ja "Middlemarch" dopiero zaczęłam i nikłe są moje postępy, ale to dlatego, że się trochę rozpraszam czytelniczo — właśnie przez planowanie sobie lektury na 29. lutego. Ale solennie zabiorę się za nie od jutra pewnie :).

    1. Post
      Author
  6. leżę-i-czytam

    Nic wczoraj nie czytałam, dzień przestępny spożytkowałam na inne zabawy z literkami, czyli pisanie opinii o książce 😉 A jeśli codzienność pochłania tak bardzo, że czasu na czytanie brak, wtedy zawsze noszę ze sobą książkę. I czytam wtedy, gdzie inaczej czas i tak przecieka przez palce – w poczekalni, w komunikacji miejskiej… Ameryki nie wynalazłam, ale to naprawdę świetny sposób-nawet w najbardziej napiętym grafiku daje się znaleźć kilka "pustych" chwil, dla których warto mieć książkę pod ręką, w pogotowiu.

    1. Post
      Author
      admin

      Oczywiście, masz rację, to może być taki przepis na każdy dzień roku, kiedy mamy ochotę :). I tak, też czytam tam, gdzie muszę na coś czekać, bardzo umila oczekiwanie i sprawia, że aż tak samo czekanie człowieka nie frustruje. Chyba, że za bardzo się denerwuję tym, na co czekam — wtedy mi nie idzie ;).

    1. Post
      Author
  7. włóczykijka

    mnie właśnie niestety lektury nie dają spać…musiałam więc,tego wyjątkowego dnia,najzwyczajniej je pomęczyć…
    i tak oto czytałam ,,Proces" Franza Kafki…popijając to kubkiem herbatki!
    więc zbytnią kreatywnością się nie wykazałam… 😁

    marcepanowerecenzje.blogspot.com

    1. Post
      Author
      admin

      Ale "Proces" to jest świetna rzecz :). To znaczy może inaczej: lubię tę książkę, o, więc uważam, że to całkiem miły plan na popołudnie w taki dodatkowy dzień roku ;). A już z herbatką to w ogóle ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.