Gdyby Rej pisał „Folwark zwierzęcy”… albo co by było gdyby

Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie,
ale napisałam kiedyś dla zabawy wpis o tym, jak wyglądałyby znane książki, gdyby napisał je inny pisarz.
I obiecałam przy okazji, że jeśli się Wam taka zabawa spodoba, to
może jeszcze coś podobnego napiszę. A że poniedziałki to takie
dni, kiedy trzeba sobie czymś poprawić humor, to siadłam i
napisałam.

Częściowo starałam się też
zrealizować Wasze pomysły z komentarzy, ale niektóre lekko zmodyfikowałam,
żeby literacko nie stały zbyt blisko siebie w stylu i epoce. Tym
razem też zmieniłam nieco formułę, pokazując tylko jedną
możliwość, a nie dwie. Za to z cytatem. A teraz, nie przedłużając, na wyprawę!

Co by było, gdyby „Alicję w
Krainie Czarów” napisał Jan Brzechwa?
Alek,
niewinne chłopię lat około dwunastu, na spacerze z rodzicami po
parku zauważa podskakującego podejrzanie białego kruka. Pyta
rodziców o pozwolenie, żeby podejść bliżej, a kiedy je uzyskuje,
rusza za ptakiem. Kruk jednak zamiast krakać mamrocze coś o tym, że
już jest spóźniony i rusza w krzaki. Alek – za nim. Kiedy
przełazi w końcu przez gęste zarośla natyka się na mur; wszystko
wskazuje na to, że kruk jakimś sposobem się przez niego
przedostał. Alek ma na sobie niedzielne spodnie, ale postanawia
zaryzykować – przechodzi przez mur i tak znajduje się w magicznej
krainie, gdzie spotyka kolejne dziwne osoby. Jest jednak grzecznym
chłopcem, więc pije lemoniadę wraz z królem wilków i stara się
jak może kulturalnie grać w palanta z królem szachowym. Wkrótce
jednak okazuje się, że król to tak naprawdę robot i Alek musi
wykazać się nie lada sprytem, żeby go przechytrzyć i nie zostać
ogolonym na zero w ramach przegranej.

A co, gdyby „Sen nocy letniej”
wyszedł spod pióra Samuela Becketta?
Dwóch
ubogich rzemieślników czeka na trzeciego, bo razem mają wystawić
sztukę na życzenie władcy. Niestety, z rozmowy rzemieślników
wynika, że ten trzeci, który ma zagrać istotną rolę Osła, jakoś
nie nadchodzi. Tymczasem w drugim akcie wszystko się zmienia,
widzimy królową wróżek, siedzącą w kopcu (w końcu to
reprezentantka Aen Sidhe, ludu wzgórz), wygłaszającą długie
tyrady o swoim nieobecnym mężu. Domyślamy się, że kobieta może
tylko nas nabierać odnośnie swojego pochodzenia, a król nie
istnieje. W długim monologu prezentuje nam mniemana królowa elfów
dzieje swojego nieszczęśliwego małżeństwa, z których wynika
jednak płonna nadzieja na jakąś poprawę. Mówi nieustająco o
powrocie męża, który jednak – podobnie jak rzemieślnik z aktu
pierwszego – nie nadchodzi. W akcie trzecim na scenie pojawiają
się rzemieślnicy, idący nieopodal kopca królowej. Wysłuchują
jej monologu, nie są jednak w stanie rozróżnić wszystkich słów.
Królowa, bełkocąc, milknie, rzemieślnicy przysiadają przy kopcu
i wpatrując się w widownię, milkną również. Kurtyna.

Sprawdźmy, co by było z
Sherlockiem Holmesem, gdyby zabrał się za niego Dan Brown?
Do
gabinetu Sherlocka Holmesa, znanego tropiciela zagadek, przychodzi
tajemnicza młoda dama, mówiąc, że ma dla niego zlecenie. Ktoś
zamordował jej dziadka i chce odkryć, kto taki. Holmes, zauroczony
kobietą, przyjmuje zlecenie. Działa sam, posiłkując się jedynie
własnym, obszernym księgozbiorem noszonym na czytniku e-booków ze
sobą. Wkrótce okazuje się, że w sprawę zamieszani są masoni,
Bank of England, producenci kolekcjonerskich wydań Encyclopedia
Brittanica i dziwna parachrześcijańska sekta. Holmes zostaje
zamknięty w grobowcu faraonów w British Museum, na szczęście
udaje mu się na drodze dedukcji odnaleźć najsłabsze miejsce w
pokrywie grobowca i wydostać na zewnątrz. W międzyczasie odkrywa,
że jego zleceniodawczyni to potomkini Wikingów, którzy jako
pierwsi odkryli Amerykę. Na szczęście udaje mu się przewidzieć
kolejne ruchy przeciwnika, przebiera się więc za profesora
uniwersyteckiego i na auli pełnej zdumionych studentów wyjaśnia
klarownie całą intrygę. Na koniec widzimy go w hotelu, jak wita
się ze swoją byłą zleceniodawczynią.

Jak wyglądałby „Folwark
zwierzęcy” Mikołaja Reja
„Folwark
zwierzęcy, czyli niekrótka rozmowa między świną, koniem i
słoniem” to jeden z najdawniejszych zabytków polszczyzny. Rej
wyłożył w nim swoją krytykę początków systemu
folwarczno-pańszczyźnianego, ubierając w zwierzęce szaty znanych
sobie ludzi (zwierzęta są w utworze alegorią ludzi, do czego dużo
później nawiąże w swoich bajkach Krasicki). Krytycy są dzisiaj
zgodni, że świnie, deklarujące się jako równiejsze od innych
zwierząt, to początkujący szlachcice, chcący wypróbować, jak
daleko mogą się posunąć w w podwyższaniu pańszczyzny i
rozbieraniu królewszczyzn, czemu Rej jako rojalista ostro się
sprzeciwiał. Koniem jest chłop pańszczyźniany, coraz mocniej
uwiązywany do ziemi wskutek rosnących przywilejów szlachty. Rej
wprowadził do swojego utworu także słonia, który jest na poły
zabawnym, na poły zaś poważnym portretem cudzoziemca, który
przygląda się panującym w Polsce obyczajom, dziwiąc się i
chwaląc je w prowadzonej z innymi zwierzętami rozmowie. Osią
utworu stają się próby przeciągnięcia słonia na swoją stronę,
dokonywane przez konie lub świnie, co ostatecznie nie udaje się
nikomu, bo słoń buntuje się i krzycząc, że wolałby o wszystkim
zapomnieć, ale nie może, bo ma doskonałą pamięć, uchodzi z
folwarku.

To spróbujmy jeszcze z „Panem
Tadeuszem” Juliusza Słowackiego

Epopeja
narodowa „Ksiądz Tadeusz”, pokazująca związki polskości z
religią, to jedno z najwybitniejszych dzieł wieszcza. Oto ksiądz
Tadeusz, karmelita bosy, po spaleniu jego klasztoru przez wojska
napoleońskie, wraca do rodzinnego dworu nieopodal Krzemieńca, żeby
szukać spokoju i środków na odbudowę zakonnej siedziby. Rankiem
pierwszego dnia zjawia mu się w oknie młoda dziewczyna w targanym
wiatrem odzieniu, przypominającym porwany sztandar z insurekcji
kościuszkowskiej. Tadeusz nie wie, z kim ma do czynienia, podejrzewa
jednak, że oto zjawiła mu się sama Polonia. Rusza za widziadłem,
ale ląduje w lesie, gdzie jest kuszony przez wiedźmę Telimenę,
warzącą w kotle przywódców nowego powstania, stawianego w
opozycji do napoleonidów, jako bezbożnych i sunących na pasku
Cesarza. Tadeusz nie wie, co ma robić, zaczyna się zastanawiać,
czy to nie Telimena zjawiła mu się nad ranem, ale jego rozważania
przerywa pojawienie się niedźwiedzia. Młodzian mdleje, by ocknąć
się później na szczycie Pikuju, skąd obserwuje ruchy wojsk
obecnych i przyszłych, i wygłasza słynny monolog o potrzebie
cierpliwego czekania, aż los się poprawi. Polonia nie zjawia mu się
więcej.

A jeśli chcecie sprawdzić, jak
wyglądałyby „Dziady” Dickensa albo „Chłopi” w wykonaniu
Stefana Żeromskiego, odsyłam Was ponownie tutaj. Mam nadzieję, że taka wyprawa w krainę literatury hipotetycznej
(brzmi jak niezły pomysł na nową gałąź literaturoznawstwa,
prawda?) była dla Was przeżyciem raczej sympatycznym!
Przy okazji cytatów z wielkich dzieł literatury hipotetycznej wykorzystałam jako tła zdjęcia na wolnej licencji z pozwoleniem na wprowadzanie zmian. A zdjęcie Londynu, gdybyście byli ciekawi, pochodzi stąd.
_________________________

A jutro – Lemat-o!

Comments

    1. Post
      Author
  1. Moreni

    Hm, moim zdaniem podpunkt z "Alicją" Brzechwy trochę nie ma sensu, bo "Akademia Pana Kleksa" to własnie taka polska "Alicja" (może nawet któreś kolejne części cyklu bardziej by tu pasowały, nie wiem, nie znam).;)

    Ale Scherlock Dana Browna mnie rozpylił na atomy.;D

    W ogóle tak sobie myślę, ze to mógłby być fajny pomysł na antologię – poprosić autorów, żeby napisali w swoim stylu utwór innego autora (skrócony do formy opowiadania, bo miejsce ograniczone).

    1. Post
      Author
      admin

      "Alicja…" Brzechwy — będę broniła tego pomysłu z komentarzy bo spodobało mi się, że da się tutaj pokazać kilka znaczących różnic, które rzucają mi się dzisiaj w oczy, jak czytam "Akademię…": to znaczy na przykład to, że magii pana Kleksa mogą się uczyć tylko chłopcy na przykład. A z rzeczy bardziej przyziemnych też to, że ostatecznie wszystko ma jakąś racjonalną nutę (roboty!). Swoją drogą napiszę chyba jesienią o trylogii panokleksowej, bo to jest świetny temat ;). A w ogóle, jeszcze tak sobie uświadomiłam — Brzechwę się przywołuje w różnych kontekstach tego typu, to znaczy jako twórcę "polskiej Alicji", ale przecież i "polskiego Pottera" ;).

      Tak teraz jak o tym napisałaś, to myślę sobie, że chyba jest coś takiego? A jeśli nie ma, koniecznie być powinno ;)! Zastanawiam się, gdzie mogłam o tym słyszeć, ale nic mi nie przychodzi na myśl. Z tym że mam wrażenie, że coś takiego powinno istnieć ;).

  2. aHa

    Sherlock Holmes w wykonaniu Dana Browna – ach to by było takie złe, takie złe… ale po Twoim "streszczeniu" to nawet bym czytała 😉 Wyobraziłam sobie, jak co rozdział Sherlock mówi, że już za chwileczkę, już za momencik przedstawi rozwiązanie zagadki, i nagle dzwoni do niego NASA/CIA/Stowarzyszenie Potomków Wikingów Odkrywców Ameryki Boston, Massachusets i nagle rozdział się kończy, bo Sherlock musi iść na stronę a piętnasty z rzędu cliffhanger musi być, choćby był bez sensu 😉 Oczywiście na stronie do Sherlocka strzelają, Sherlock ucieka i tak dalej… ech 😉

    1. Post
      Author
  3. Wojciech Koladyński

    Już pierwsza część mnie zachwyciła i wracałem do niej kilkakrotnie – dlatego cieszę się bardzo z drugiej i po cichu liczę na trzecią! Z racji na "branżę" (ale też z miłości do "Pana Tadeusza") porwał mnie najmocniej "Ksiądz Tadeusz" – bardzo pobudza wyobraźnię! "Alka w magicznej krainie" też bym bronił 🙂 A słoń u Reja – miód na serce i uśmiech na twarzy!

    Świetny pomysł z ilustracjo-cytatami!

    1. Post
      Author
  4. ann-wlkp

    Rany, wiedziałam, że Słowacki nawet opowieść, jak to Polacy "piją, jedzą, grzyby zbierają i czekają, aż Francuzi przyjdą zrobić im ojczyznę", przerobiłby na wieloznaczny dramat, w którym dziewczę w dezabilu jest metaforą Czegoś Więcej. I trup świeci już na wstępie; strach pomyśleć, co działoby się w epilogu. BTW, pamiętam, jak Wajda zabierał się za kręcenie "Pana Tadeusza" i w jakimś wywiadzie poszło w świat, że adaptacja przesuwa akcenty i jeden z bohaterów nabiera mrocznych odcieni, a jego cień kładzie się szerokim kręgiem na fabule. Po premierze wyszło, że o Gerwazego to chodziło. Ale napisane to było tak zagadkowo, że zanim dzieło weszło na ekrany, tliła się we mnie nieśmiała nadzieja, że Wajda zrobił prawdziwy retelling epopei narodowej i na czarny charakter wyszedł ksiądz Robak. Jakby było to umiejętnie zrobione, to bym padła na kolana z radości. Ale, niestety, potem okazało się, że księdza Robaka gra Linda i wtedy już wiedziałam, że to film nie dla mnie. W czymkolwiek nie grałby Linda, mnie się oczy zamykają i żuchwa opada.

    A gdyby Rej już napisał ten "Folwark zwierzęcy", to o ileż realniej wybrzmiałaby anegdota o rozprawie "Słoń a sprawa polska". I tytuł "Tajemnica Spisku" jak ulał pasuje na listę bestsellerów (a Hollywood zabijałby się o ekranizację).

    BTW pisarzy w stylu innych pisarzy: w "Brudnopisie" Łukjanienki bohater przychodzi ze swym problemem (stracił tożsamość, nikt go nie pamięta, nikt nie zna, meldunku niet itd.) do znanego pisarza. I ówże pisarz wymienia, jak ten wątek rozwinęliby w swoich powieściach inni pisarze sf, całkowicie realnie istniejący typu Strugaccy czy Diaczenko (czy my dalibyśmy łupnia Obcym, czy oni nam, czy byłby happy end i …a w ogóle wtedy bohaterką byłaby mała dziewczynka, a nie pan, Kiryle, i zakończenie byłoby bardzo smutne). Takie mruganie okiem do czytelnika, dość przyjemne.

    1. Post
      Author
      admin

      Ale czekaj, czekaj, mroczny ksiądz Robak? Taki, co jednak nie wdziewa pokutnego wora i wcale się nie wstydzi grzechów przeszłości? I jeszcze wciąga może Tadeusza w to wszystko? Oj, działoby się! Myślę, że w ogóle w "Panu Tadeuszu" byłoby sporo materiału do sążnistego retellingu, niechby nawet takiego na mroczno i straszno, dobrze zrobione czytałoby się pięknie!

      Piękna historia. Trochę taki Zelazny na opak, bo bohater zamiast siebie wymyślać, pozwala na to komu innemu ;).

  5. ann-wlkp

    A potem siedzą i chlają po karmczmach, a Zosia rozdarta między stryjo-wujem próbującym ją wydać za co najmniej Podkomorzego a ciotko-stryjenką widzącą wychowankę w roli damy modnej petersburskiej stwierdza, że niestraszne jej zaściankowe chaty i jednak wydaje się za Saka. Czyli „Nad Niemnem” by wyszło. 🙂
    A z drugiej strony, czy tak wiele trzeba mieszać? Pałęta się ten Robak najpierw w roli złotego młodzieńca, co się miał odrodzić przez miłość – a to już rola podejrzana per se. A potem co raz gorzej: niedoszłego teścia ubija, żeni się z Bogu ducha winną babką, dziecko robi na boku, żona do grobu, a tego już nie ma. Potem ewidentnie wychodzą braki w wykształceniu religijnym, bo zadośćuczynienie chyba nie polega na tym, żeby pałętać się po polach bitewnych całej Europy, nawet jeśli wliczyć w to postrzał pod Jeną. W międzyczasie, rzecz jasna, cały bałagan spoczywa na ramionach rodzinki, a Robak bryluje po karczmach z tabakierami. Żeby jeszcze chłop był uczciwy i uczciwie porzucił dawne życie. To, nie, ten się musi mieszać, listy słać, wreszcie sam się zwala niewinnym krewnym na głowę. I znowu braki w katechizmie wychodzą: wprawdzie grzechy ojca mają spadać na syna, a nikt nie twierdzi, że syn musi odkupić grzechy ojca, wstępując w związek małżeński z potomkinią ukochanej tatusia. I do tego, niczym wisienka na torcie, powstanie na powitanie Napoleona – jakby to miała być herbatka, którą Robak tryumfalnie zaserwuje cesarzowi przy drzwiach.
    Innymi słowy, widzę to piękny materiał do tego typu retlingu, w którym ten Dobry okazuje się być źródłem całego Zła. Zupełnie, jak w jednej powieści Akunina, gdzie reżyser klaruje zespołowi, że wystawią „Wiśniowy sad”, a negatywną bohaterką będzie Waria. Czyli wychodzi „Pan Tadeusz” w Regietheater, ale co tam, kto czytelnikowi zabroni. 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      No, ale chyba w koncepcji romantycznego, zaprawianego towianizmem zadośćuczynienia przyjmowanie postrzałów za ojczyznę, nawet w dalekiej (jak pod Jeną) perspektywie mieści się w stu dziesięciu procentach ;). Więc epokowo się Robak spełnił jak najbardziej — a że religijnie tak sobie, cóż, duch kędy chce tchnie. Przy czym tak, to powstanie i całość działań jest odkupicielska w sensie bardzo megalomańskim.

      Ale tak, jest w Robaku mroczny potencjał, zdecydowanie można by tę historię opowiedzieć na jego niekorzyść (z wrobieniem Tadeusza w małżeństwo z Zosią na czele). Tyle że traci się wtedy happyendowe wstawki, poutykane tu i ówdzie, z niedopowiedzeń, któe przyznam, że w "Panu Tadeuszu" lubię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.