wcale-nie-recenzja

Sentymentalna podróż przez Cienie albo o „Dziewięciu książętach Amberu” R. Zelaznego

W sumie powtarzałam to już kilka razy, więc pewnie się zorientowaliście, ale jeszcze raz powtórzę, żeby dać rzeczy początek: otóż nie jestem w stanie słuchać audiobooków. Denerwuje mnie, kiedy ktoś mi czyta wolniej niż ja sama bym umiała (co innego w obcym języku), w dodatku nie zawsze interpretacja mi pasuje. W czasie ostatniego weekendu miałam …

Żółtko w każdej zupie! Albo o „Jarskiej Kuchni zawierającej wypróbowane przepisy przyrządzania smacznych a zdrowych potraw roślinnych, oraz naukowe uzasadnienie jarstwa” M. Czarnowskiej

W sobotę sugerowałam Wam, że warto odwiedzać stronę Polony. Nie tylko dlatego, że jest to biblioteka cyfrowa, która prowadzi własny blog, ale przede wszystkim z tego powodu, że nowości na stronie samej biblioteki lądują w formie kolekcji tematycznych. Jedna z ostatnich skusiła mnie tytułem: „Precz z mięsożerstwem” przeczytałam i natychmiast powędrowałam zobaczyć, co też pod …

Doktor i kobiety albo o „Doktorze Żywago” B. Pasternaka

  Po świetnie rozpoczętym lekturowo kwietniu spodziewałam się dalszych literackich podbojów. Ponieważ „Grona gniewu”, pomimo różnych zastrzeżeń, przeczytałam sprawnie i stosunkowo szybko, z radością na jedną z kolejnych lektur wybrałam światowe arcydzieło i innego noblistę, czyli „Doktora Żywago” Borysa Pasternaka. Moja historia z tą książką jest długa i skomplikowana. Wspominałam chyba raz czy dwa o …

Było raz pewne dziewczę z Nebraski… albo o „Fangirl” R. Rowell

Ponownie dzięki temu, że siostry z bloga Książki mojej siostry są takie miłe, mogłam przeczytać książkę. Tym razem pożyczyły mi „Fangirl” Rainbow Rowell, którą sobie zostawiłam na okres świąteczny, żeby mieć przyjemną lekturę. Nie zawiodłam się, ale oczywiście mam mnóstwo poupychanych po kieszeniach „ale”. Dlatego dzisiejsze moje wynurzenia po lekturze podzieliłam. To znaczy wymyśliłam sobie, …

Biblijna katastrofa ekonomiczna albo o „Gronach gniewu” J. Steinbecka

Są tacy pisarze, o których wiele słyszałam i od dawna mam na nich chrapkę, bo po prostu jakoś się do tej pory nie złożyło, żeby ich dzieła wpadły mi w ręce. Zwłaszcza dwóch amerykańskich klasyków do tej pory było mi zupełnie obcych – John Steinbeck i William Faulkner. Co więcej, ja ich nieustająco ze sobą …