problematycznie

Na progu nowoczesności albo o „Draculi” B. Stokera

Wampiryczny tydzień nie mógłby się odbyć bez kilku słów o „Draculi” Brama Stokera, prawda? Ale zamiast klasycznego tekstu – w przypadku książki, która obrosła w tyle kontekstów, tekstów i paratekstów trochę trudno byłoby wykrzesać coś zupełnie nieopatrzonego, a po co mielibyście czytać coś opatrzonego – proponowałabym zbiór uwag. Jeśli macie ochotę na coś większego i …

Niczego niespodziewający się czytelnik albo do czego może prowadzić blogowanie (600 wpis!)

  Ho, ho, sześćsetny wpis na Pierogach! Szczerze mówiąc można to oczywiście interpretować dwojako („ta Pyza, zalewa nas potokami słów!” – in minus albo „ta Pyza, taka pracowita!” – in plus). Wybieram dla siebie opcję drugą, no bo co w końcu, kurczę blade. Pomyślałam sobie, że sześćsetny wpis to może w sumie być taka okazja …

Kilka niepokojących oznak, że ma się za dużo książek albo refleksje z remontu

Jak zapewne wiecie, ponieważ niespecjalnie się z tym kryłam, remontowaliśmy z Domownikiem własnymi siłami przez prawie całe lato. Dzięki temu przeczytałam mniej, ale ile otworzyło się możliwości stwarzania sobie przytulnych miejsc do czytania w całym domu…! No, a przede wszystkim, jak to z remontami bywa: było wiele okazji do przenoszenia książek, układania książek, wynoszenia książek …

Potworny robak albo o „Przemianie” F. Kafki (Nabokoviada #6)

Ach, cóż to za historia! Gregor Samsa budzi się i odkrywa, że zmienił się w ogromnego robaka. Nie przeszkadza mu to myśleć, jakby się tutaj jak najmniej spóźnić do pracy. W końcu zarabia na utrzymanie matki, ojca i siostry. Kafka w najlepszej formie: chirurgicznie precyzyjny, obrzydliwy i czuły, komiczny i tragiczny jednocześnie. Aż trudno uwierzyć, …

Co mnie zaskoczyło? Albo kilka (kolejnych) impresji z lektury Lucy Maud Montgomery

A właściwie, jak się zapewne domyślacie, z mojej powtórki serii o Ani Shirley/Blythe. Nie, jeszcze nie nadrobiłam w dzikim pędzie „Błękitnego Zamku”, ale tak jak obiecałam – zamierzam. A tymczasem jeszcze kilka wrażeń, których nie ujęłam w poprzednim wpisie. Tym razem w punktach. Znikające Zielone Wzgórze. Nie wiem, czy też tak macie, ale kiedy wracam …