pikniki z klasyką

Byle polska wieś spokojna albo o „Malwinie” M. Wirtemberskiej (Pikniki z Klasyką #22)

Powiem Wam na wstępie, że „Malwina” nie uczyniła na mnie jakiegoś ogromnego wrażenia, ale powody, dla jakich tego nie zrobiła, są chyba najciekawszą rzeczą w tej powieści. To bodaj najstarsza rzecz, jaką zdarzyło nam się czytać w ramach „Pikników…” do tej pory (pierwsze wydanie „Malwiny” przypada na rok 1813) i sięgnięcie po nią samo w …

Z rodziną lepiej na zdjęciu albo o „Jalnie” M. de la Roche (Pikniki z Klasyką #21)

Czasami zastanawiam się, czemu jakieś – w swoim czasie szalenie popularne – powieści zostały zapomniane. W przypadku „Jalny” nie mogę wręcz określić, który czynnik uznać za decydujący: słabe tłumaczenie na polski, antypatycznych bohaterów, brak realiów, w jakich funkcjonują bohaterowie, sposób pisania autorki? O wszystkim tym, może z nieco większą dawką obiektywizmu, w dzisiejszym wpisie. Saga …

Manderley nigdy nie istniało albo o „Rebece” D. du Maurier (Pikniki z Klasyką #20)

Czasami zdarzają się takie powieści, które są napisane jak niewielkie, ale bardzo precyzyjnie wykonane wyroby jubilerskie. Nie zachwycą, kiedy przyjrzeć im się z oddali, bo mało widać (chociaż błyszczą), ale przy studiowaniu detali olśniewają misterną konstrukcją. „Rebeka” je przypomina: jest wypolerowana, z piękną kulistą konstrukcją całości, niesamowitymi sposobami budowania nastroju, inteligentną grą i z formą, …

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej albo o „Pat ze Srebrnego Gaju” L. M. Montgomery (Pikniki z Klasyką #19)

Kiedy czytaliśmy i dyskutowaliśmy wiosną o „Dzbanie ciotki Becky” pojawiły się głosy, że w cyklu piknikowym powinno znaleźć się miejsce dla innej powieści Lucy Maud Montgomery – „Pat ze Srebrnego Gaju”. No i, jak widać, się znalazło. A jak wypada ta książka podczas pierwszej lektury, kiedy wiek nastoletni opuściło się dawno temu?  Znacie? To przeczytajcie! …

Na progu albo o „Dziewczętach z Nowolipek” P. Gojawiczyńskiej (Pikniki z Klasyką #18)

„Dziewczęta z Nowolipek” są książką niewyważoną. Długo deliberowałam nad tym, jakiego przymiotnika użyć. Gojawiczyńska siedzi bowiem w tej odsłonie swojej twórczości w progu. Nie widać więc stąd ani całego pokoju, ani przedpokoju, a tylko to, co akurat da się uchwyć wzrokiem z tego taboretu, na którym siedliśmy razem z nią w tym wspomnianym progu. A …