Stracone złudzenia albo o „Great Expectations” Ch. Dickensa

Nie, żebym teraz nagle zaczęła wszystkie książki przywoływać z tytułu oryginalnego, nie jestem takim hipsterem książkowym. Od razu na wstępie zaznaczam, żeby mieć czyste intencje. Po prostu tę akurat książkę Dickensa dostałam w ślicznym podchoinkowym pakiecie od Domownika. A że wydanie jest zacne, to i o nim słówko – lub dwa – napiszę. Poza tym akurat tak się złożyło, że wczoraj skończyłam czytać, a były to 206 urodziny Dickensa, więc jakże by tu nie napisać o wrażeniach z lektury przy takim, niemal Dickensowskim, zbiegu okoliczności?

Ekran bywa zdradliwy albo jak trudno zagrać czytanie

  W sezonie oscarowym przyznaję, że częściej chadzam do kina. Głównie dlatego, że jest wysyp produkcji, które chcę zobaczyć, a poza tym przyjemnie zimą udać się do ciepłego kina i pooglądać historie, które mają mnie złapać za serce. I tak sobie w tym roku oglądając różne filmy zaczęłam myśleć nad problem, jak trudno jest pokazać, że bohaterowie czytają książki, w przekonujący sposób.

Lekka książka? Albo o przygodach przy poniedziałku

  Od czasu do czasu zdarza się taki poniedziałek. Trudno cokolwiek z nim zrobić. Można domniemywać, że albo gdzieś zdarzyło się coś bardzo dobrego, więc dla równowagi dużo niemiłych drobnych rzeczy rozlało się po świecie i przytrafiło też nam (coś jak okruchy z lustra Królowej Śniegu). Albo zdarzyło się coś bardzo złego i dostajemy odpryskami. Na szczęście i takie dni mijają. A kiedy nadal trwają, można poddać refleksji kwestię czytania.

Niczego niespodziewający się czytelnik albo do czego może prowadzić blogowanie (600 wpis!)

  Ho, ho, sześćsetny wpis na Pierogach! Szczerze mówiąc można to oczywiście interpretować dwojako („ta Pyza, zalewa nas potokami słów!” – in minus albo „ta Pyza, taka pracowita!” – in plus). Wybieram dla siebie opcję drugą, no bo co w końcu, kurczę blade. Pomyślałam sobie, że sześćsetny wpis to może w sumie być taka okazja do podsumowania, do czego niczego niespodziewającego się, zapalonego czytelnika może doprowadzić blogowanie. Bo jednak blogowanie oczywiście zaczyna się od „a, będę sobie pisać o czytaniu” (to jest cały czas moje podstawowe założenie, nawet jeśli w ostatnim czasie najwięcej piszę o wrażeniach z lektur), ale szybko okazuje się, że człowiek się wciąga w wir dyskusji – pod swoimi i cudzymi wpisami – odkrywa coraz to nowe blogi, gdzie pisze się o książkach i zjawiskach okołoczytelniczych, spotyka innych blogujących czytelników w rzeczywistości, a do tego okazuje się, że na świecie jest zdecydowanie więcej, niż myślał, ludzi, którzy chcą mu dać książki, byleby je tylko przeczytał. Co sprowadza się w sumie do tego, że chciałam powiedzieć, że moje własne zwyczaje czytelnicze przeewoluowały nieco w trakcie tych lat, kiedy pisałam te 599 wpisów. W jaki sposób? Pozwólcie, że ujmę to w stosownych akapitach. Boję się, ale czytam. Największa i […]

Kilka niepokojących oznak, że ma się za dużo książek albo refleksje z remontu

Jak zapewne wiecie, ponieważ niespecjalnie się z tym kryłam, remontowaliśmy z Domownikiem własnymi siłami przez prawie całe lato. Dzięki temu przeczytałam mniej, ale ile otworzyło się możliwości stwarzania sobie przytulnych miejsc do czytania w całym domu…! No, a przede wszystkim, jak to z remontami bywa: było wiele okazji do przenoszenia książek, układania książek, wynoszenia książek – generalnie zaś do snucia uwag na temat ilości książek, którą trzeba było przenieść, wynieść, ułożyć… No, łapiecie generalnie, o co chodzi. Dlatego postanowiłam zanotować kilka spostrzeżeń. Wpis ma oczywiście charakter taki, by traktować go z przymrużeniem oka, ale jeśli część z tych uwag została przypadkiem wypowiedziana lub pomyślana w trakcie wylewania potu, łez i krwi (uwaga na narzędzia), to nie był to zupełny przypadek. Także podobieństwo do wszelkich itp. itd. pozostaje. [1] Jeśli w trakcie pięknego letniego spaceru terroryzujesz rodzinę, że koniecznie, absolutnie i nie ma w ogóle innej opcji musicie skręcić w kierunku odległej filii bibliotecznej, gdyż albowiem tam właśnie jest ten Jeden Jedyny Egzemplarz książki, którą właśnie chcecie zacząć, bo jutro sobota i biblioteki zamknięte, no i nie ma, nie ma wyjścia… A miesiąc później odkrywacie, że na regale stoi sobie ta właśnie książka, bo kiedyś okazyjnie za grosze kupiliście ją „na […]