Co się czyta, co się nie czyta albo o „Wendigo i innych upiorach” A. Blackwooda

No więc podczytywałam ten tom opowiadań od kwietnia i wreszcie skończyłam. Pomyślałam, że ułożę sobie je w pewnym kluczu „najbardziejowym”, żeby łatwiej mi było o nich napisać. Nie będę jakoś bardzo zachwalała samego zbioru, bo jest on dość nierówny. Te same opowiadania znajdują się w angielskiej wersji jako „Best Ghost Stories” tegoż autora i spodziewałam się, że będą, no cóż, „best” i „ghost”, a tymczasem bywa tutaj różnie. Polski wydawca przynajmniej nas od początku nie czaruje, że dostaniemy coś innego, niż w istocie się nam podaje. Blackwood, co zauważyłam przy lekturze jego „Four Weird Tales” nie zawsze umiał okiełznać pióro, fraza mu się rwie, bohaterowie wyrywają do przodu, żeby wytłumaczyć nam skrzętnie wymalowane detale (i po co, pyta biedny czytelnik, który by chciał trochę mroku, tajemnicy i niewiadomo-o-co-chodzenia), a słabość do uderzającej puenty zwodzi na manowce. To fascynujące, że ten sam autor jest w stanie napisać sugestywne, budzące ciarki opowiadanie i rozwlekłą mameję, w której życzeniem czytelnika jest, by wreszcie się skończyła, a bohaterowie dali mu święty spokój i poukrywali się po zakamarkach stron. Ale może to ilość napisanych przez autora opowiadań sprawiła, że tak jest? Nie umiem powiedzieć: pod tym względem fenomen Blackwooda jest dla mnie nadal tajemnicą. A […]

Jeszcze słów kilka o wampirach albo opowiadania, ciekawostki i leitmotivy

Postanowiłam już nie rozbijać tego wpisu na kilka i zebrać wrażenia i inspiracje z ostatnich lektur „wampirycznych”, które poczyniłam. Swoją drogą, trafianie na kolejne dzieła o tej tematyce jest zasadniczo bardzo „wampiryczne”, bo jedne odwołują się do drugich, z siebie czerpią i dość łatwo je w związku z tym specyficznym pasożytnictwem namierzyć i wyłapać. Niebezpieczne morlackie wioski Odkąd przeczytałam u Beaty o tym opowiadaniu, bardzo chciałam je przeczytać – wyglądało niesamowicie i w dodatku nastrojowo przypominało mi te co straszniejsze baśnie, które bardzo lubię. „Rodzina wilkołaka” (1839) Aleksego K. Tołstoja (bo o nim mowa) zostało wreszcie przeze mnie znalezione, ku radości, w aneksie z tekstami do „Wampira” Marii Janion. Zakrzyknąwszy hurra zabrałam się do lektury. Co ciekawe, chociaż Tołstoj napisał to po francusku fraza jest wybitnie rosyjska (sprawka tłumacza?) i przypomina to wszystko, co ujęło mnie w jego „Upiorze”. Tutaj mamy sytuację nieco inną, bo to opowiadanie w opowiadaniu. Stary hrabia w trakcie wieczoru opowiada młodym arystokratkom, jak to się kiedyś był wybrał na Bałkany, a Bałkany to kraina dzika i dziwy się tam, panie dzieju, dzieją, zaiste, dziwy. W przypadku hrabiego traf chciał, że trafił pod dach pewnej rodziny, wyczekującej powrotu dziadka: ów zapowiedział, że idzie zapolować w górach […]

Gadające głowy albo o „Biesiadzie widm” A. Dumasa

  Chociaż ten zbiorek Dumasa może się wydawać kompilacją znanych motywów, a często znajdzie się w nim i jakaś mniejsza bądź większa bzdurka, warto sięgnąć po niego ze względu na klimat i całkiem sprytne powiązanie ze sobą siedmiu historii. Pomimo dość dużego okrucieństwa, jakie temu skromnemu tomikowi robi okładka (zajrzyjcie tutaj, żeby się przekonać), nie zrażajcie się tym na początku. Dumas ojciec bowiem po pierwsze, żeby uwiarygodnić swoje opowieści, wyposaża narratora we własną tożsamość („Aleksander Dumas, autor dramatyczny”, przedstawi się nam on w odpowiednim momencie), po drugie zaś, zaczynając od dziwnej historii o morderstwie styka ze sobą kilka postaci w małym miasteczku gdzieś we Francji, które po krótkim śledztwie w sprawie owego zabójstwa trawią wspólnie czas na opowiadaniu sobie innych dziwnych historii. Każdego bowiem spotkało coś, co uważa on za niesamowite i nadnaturalne, i będzie chciał przekonać pozostałych, że tak było – ci zaś będą się starali zbić jego argumentację dowodząc, że istnieje naturalne wytłumaczenie danego fenomenu. A że zgromadzona grupa jest sama w sobie dość dziwna – nienaturalnie blada dama w czerni, mężczyzna uważający się za właściciela kamienia filozoficznego, eksperymentator, nadzorca ekshumacji królów francuskich i inni – to relacje między nimi, choć nie zarysowane w jakiś przejmująco mocny sposób, […]

Na progu nowoczesności albo o „Draculi” B. Stokera

Wampiryczny tydzień nie mógłby się odbyć bez kilku słów o „Draculi” Brama Stokera, prawda? Ale zamiast klasycznego tekstu – w przypadku książki, która obrosła w tyle kontekstów, tekstów i paratekstów trochę trudno byłoby wykrzesać coś zupełnie nieopatrzonego, a po co mielibyście czytać coś opatrzonego – proponowałabym zbiór uwag. Jeśli macie ochotę na coś większego i w formie bardziej zwartej polecam posłowie Macieja Płazy do wydania powieści Vesperu (któremu to wydawnictwu dziękuję za paczkę z książką, która dotarła mimo kłopotów z pocztą; tak, gdzieś zapewne jest listonosz, który zaczytuje się w uprowadzonym egzemplarzu „Draculi”). Powoli staję się coraz zagorzalszą fanką tego wydawnictwa: nie dość, że inwestują w nowe przekłady klasyki, co wcale nie jest taką częstą praktyką, to ich książki są jeszcze opatrzone posłowiami i mają ilustracje, no proszę Was, jak miałabym nie być; ale gwoli ścisłości muszę powiedzieć, że akurat do „Draculi” załapało się kilka literówek i jeden nadmiarowy przecinek. No to co, zaczynamy? I że takie rzeczy dzieją się w dziewiętnastowiecznym Londynie?  doktor Seward do doktora van Helsinga (1) Wampiry i dzieci. Coś w tym jest, że jakoś niechętnie we wszelakich wampirycznych analizach (ale jestem dopiero w połowie „Wampira. Biografii symbolicznej” Marii Janion, więc może się jeszcze cośkolwiek na […]

Czeskie wampiry albo o opowiadaniach Jana Nerudy

Nie wiem, czy słyszeliście kiedyś o Janie Nerudzie (nie mylić z Pablem Nerudą). To taki XIX-wieczny czeski pisarz (nie zasypiajcie jeszcze!), którego naprawdę warto poznać, tym bardziej, że można się z nim zapoznać za pośrednictwem przekładów. Traf chciał, że w dwóch jego opowiadaniach mamy do czynienia z motywem wampira, więc idealnie pasuje do listopadowej aury za oknem. Neruda w ogóle znany jest ze swoich opowiadań – najsłynniejsze pochodzą ze zbioru „Opowiadania ze Starej Pragi” – które pisał także na kanwie swoich przeżyć i uwag (pracował również bardzo aktywnie jako dziennikarz). Dwa opowiadania, które chcę Wam dzisiaj przybliżyć, mają podobne pochodzenie. Pierwsze, zatytułowane – a jakże – „Wampir” to efekt podróży Nerudy po Europie i Turcji (znajdziecie je w zbiorze „Różni ludzie”, zdaje się, że akurat nietłumaczonym), drugie – „Pod Trzema Liliami”, we wspomnianych „Opowiadaniach ze Starej Pragi” (przekład jest i już go kiedyś polecałam). Gdzie jednak jest wampir pogrzebany, zapytacie, bo po to tu wszak jesteśmy: tropić krwiopijcę w czeskiej prozie. „Wampir” rozgrywa się w słoneczne popołudnie na pograniczu Europy i Azji. Kilkoro turystów: polska rodzina – matka, ojciec, córka i jej ukochany – wraz z naszym Czechem-narratorem popatrują sobie na to, co widać, kiedy stanie się na wyspie niedaleko […]