Pokazać wszystkie albo o “Girl, Woman, Other” Bernardine Evaristo

Tak, macie do czynienia z rzadką rzeczą tutaj ostatnio, czyli nowym postem. Ale po lekturze powieści zwyciężczyni tegorocznej nagrody Bookera nie mogłam się oprzeć, żeby nie napisać o niej kilku słów. Zakładam, że ktoś z naszych wydawców zdecyduje się na zakup praw i powieść ukaże się także po polsku (nie zazdroszczę tłumaczowi_ce!), ale póki to nastąpi pewnie minie jeszcze chwila czasu. Zatem jeśli chcecie przeczytać coś więcej o powieści, która zachwyciła brytyjskie jury nagrody — śpieszę z opinią.

Kobiety i mężczyźni przez stulecie

Wbrew temu, co można przeczytać tu i ówdzie, powieść Evaristo nie jest wyłącznie opowieścią o kobietach. To powieść o inności — ta inność objawia się na swoim podstawowym poziomie jako historia kobiet: niezauważanych, pogardzanych, znajdujących się zawsze “poza” tylko ze względu na swoją płeć. Co więcej, w świecie, który opisuje Evaristo, bohaterki wyposażone są w dodatkowo ustawiające je na marginesie cechy: większość z nich jest czarnoskóra, niektóre są homoseksualne, pracują w zawodach cieszących się niskim prestiżem społecznym, mieszkają w dzielnicach, o których lubi się mówić jako o “no go zones”. Oczywiście jedno wynika z drugiego i Evaristo umiejętnie pokazuje, jak kolor skóry czy wysokość majątku ustawiają jej bohaterki na takim a nie innym szczeblu społecznej drabiny.

Powieść ma pięć rozdziałów: cztery są podzielone na trzy części, każda opowiadająca o jednej bohaterce — wewnątrz rozdziałów historie te są ze sobą w różny sposób powiązane. Ponieważ wszystko zaczyna się od Ammy, twórczyni teatralnej (używam tego słowa, bo Ammę poznajemy co prawda, kiedy właśnie wystawia w Teatrze Narodowym swoją nową sztukę, czyli jako reżyserkę i dramaturżkę, ale dowiadujemy się, że również grywała i produkowała, jest zatem powiązana z teatrem na więcej niż jednym poziomie — co zresztą świetnie pokazuje złożoność bohaterek Evaristo, nie dających się często określić jednym słowem), toteż i ostatni rozdział spinający całość rozgrywa się na after party po premierze. Możemy na nim spotkać kilka postaci z poprzednich rozdziałów. Całość zamyka Epilog, pokazujący jeszcze inne domknięcia fabuły, czasami luźno tylko zasugerowane, ale wyraźnie poprowadzone do końca.

 

 

Przekrój społeczny bohaterek i bohaterów Evaristo, jak i przekrój czasowy całej fabuły, jest oszałamiający. Najstarsze historie sięgają końca XIX wieku, przy czym najświeższy plan czasowy to już “nasze czasy” — mamy więc bohaterkę opowiadającą o farmie jej dziadka sprzed dwóch stuleci, a mamy i bohatera dumającego o Brexicie. Wśród postaci znajdziemy niemal stuletnią babcię, której ojciec walczył na Wielkiej Wojnie, a męża poznała na potańcówce z żołnierzami wracającymi z frontów rozsianych po Europie 1945 roku do domu, a mamy i młodziutką studentkę, zastanawiającą się, co jest najbardziej woke i czy śledzenie lubianej postaci publicznej na Twitterze to już stalking czy tylko hommage. To pozwala autorce na zarysowanie różnych historii i wypróbowanie różnych języków — co dziwne, z zaskakująco równym skutkiem. Evaristo świetnie oddaje wkurzoną na świat dziewięćdziesięciolatkę, zmanierowanego profesora pod pięćdziesiątkę i walczącą o prawo do noszenia hijabu studentkę ze wschodniej Anglii.

Proza poetycka, nie uciekaj!

Powiem Wam, że byłam na początku nieco sceptyczna. Po otwarciu pierwszej strony i zobaczeniu sposobu pisania: wielkie litery pojawiają się tylko na początku zdania, porozbijanego na osobne akapity, i w imionach bohaterów i bohaterek, pomyślałam “o nie, znowu dziwna forma, która pewnie nie będzie miała wiele wspólnego z treścią”. Tymczasem zaś wpadłam po uszy! Taki styl opowiadania nie dość, że Evaristo służy — historia jest płynna, aż się nie chce porzucać książki i jest się ciekawym, co dalej, co dalej — to jeszcze podbija niektóre znaczenia.

Zobaczcie sami, ten fragment, w który rozbicie zdania na kolejne akapity zawierające raptem jedno słowo, świetnie podkreśla to, co jest powiedziane: starsza nauczycielka wraca do tego, co mówiła, po tym jak przerwała jej młodsza koleżanka:

 

Nie będę Wam zdradzała, co dzieje się w życiach poszczególnych postaci, ale dodam tylko, że taki styl opowiadania doskonale się sprawdza w scenach szczególnie wymagających nowej formy, bo często chodzi o wypowiedzenie czegoś, co jest niewypowiadane.

A przy tym styl Evaristo jest niewydumany i bardzo mi się to podoba. Kiedy myślałam o książce po polsku, która w podobny sposób usiłowała oddać wewnętrzne życia bohaterów, przyszło mi na myśl “Bambino” Ingi Iwasiów, która również usiłowała spleść historie migracji z tematem seksualności. U Iwasiów jednak na pierwszym planie była migracja — u Evaristo jest to seksualność, wymykająca się i niezrozumiała nawet dla tych, którzy ją przeżywają i chcą dojść do ładu z tym, co myślą i czują. Temat migracji jest jednak równie ważny, bo autorka opowiada często o bohaterkach_ach w pierwszym lub drugim pokoleniu imigrantów.

Brzydkie słowo “polifonia”

Nie przepadam za przeintelektualizowywaniem opisów, ale faktycznie powieść Evaristo jest polifoniczna, wielogłosowa. Nie tylko przez wybraną formę, ale przede wszystkim przez zdolność autorki do naśladowania (wyłapywania?) głosów bardzo różnych postaci. W ten sposób, pomimo że jest ich tak wiele, nie mylą się one czytelnikowi. Chociaż, jak widziałam już gdzieś wśród sugestii, co powinno znaleźć się w wydaniu powieści w miękkiej okładce, drzewa genealogiczne mogłyby się czasami przydać. To zresztą pięknie łączy tę powieść z tomiszczami z epoki wiktoriańskiej: Evaristo równie umiejętnie łączy swoich bohaterów jak Charles Dickens w doskonałej “Samotni”. No i, gdyby szukać na rynku angielskim innych osób umiejących wykorzystać książkowy montaż, z “Trafnym wyborem” J. K. Rowling. Evaristo sięga jednak głębiej: jej postaci są wielowymiarowe i poskładane z bardzo różnych warstw, które często odsłaniają się dopiero w kolejnej historii, widzianej oczyma kogoś innego.

Bardzo podobało mi się, że autorka nie poszła na łatwiznę i nie wybrała dla wielu z tych historii takich standardowych zakończeń, jakie wręcz pchają się w ręce. Wiecie, na zasadzie: dziewczyna, która zachodzi w ciążę jako nastolatka, prowadzi potem takie a takie życie. Tutaj świetnie się objawia cała złożoność, którą nam serwuje Evaristo: nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Ba, nie ma żadnej “jednej” odpowiedzi.

Czy zawsze się jej udaje? No, nie. Niektóre historie — zwłaszcza starszych bohaterek — są niekiedy jakby na siłę rozpychane przez inne wątki, które w niewielkim stopniu wpływają na cokolwiek. Są ciekawym eksperymentem do opisania, ale czy przynoszą coś faktycznie ciekawego do książki? Tu wątpię. Zwłaszcza wątek międzyrodzinnego romansu mnie rozczarował, chociaż jeśli lubicie książkowe “momenty”, to Evaristo wyjątkowo dobrze je pisze. Druga moja wątpliwość dotyczy rozwiązania, które autorka stosuje aż trzy razy: bohaterka przeżywa dużą traumę, cierpi, po czym decyduje, że koniec z tym i bierze się w garść. I już — udaje jej się. Nie, żebym się jakoś w sercu nie cieszyła, fajnie, że bohaterka może przezwyciężyć to, co odebrało jej radość życia, ale serio — to tak nie działa. Rozumiem ten zabieg jako rodzaj empowermentu: oto nikt poza samą bohaterką nie może jej pomóc i może wyjść na prostą, jeśli tak postanowi. Ale z drugiej strony za którymś razem coraz bardziej każe to zawiesić niewiarę. Szkoda.

Inna

Ta wielość perspektyw, która mnie tak zachwyciła w powieści, objawia się też na wielu poziomach, na których bohaterki podchodzą do tego, co to znaczy być “inną”: kobietą, lesbijką, osobą transgenderową, czarnoskórą, biedną, nieładną, uważaną za nudną, i tak dalej. Evaristo pokazuje, jak jej postaci dorastają do siebie i do swoich poglądów. Scena, w której babcia po raz pierwszy idzie na wybory zagłosować na partię, którą wybrała (choćby się nam jej wybór podobał czy nie podobał), a nie taką, na którą głosowała, żeby jej ojcu, a potem mężowi nie było smutno — jest świetna. Pokazuje też, jak wiele zależy od wieku, doświadczeń: jak jedna bohaterka tłumaczy drugiej, nie warto się licytować na to, jak bardzo się jest — bądź nie — uprzywilejowaną. To nie o to chodzi, to do niczego nie prowadzi.

Zamiast tego historie, które snuje Evaristo, rozwijają się w opowieści o doświadczeniach, które nie złamały jej bohaterek i bohaterów, ale doprowadziły je i ich do miejsca, w którym mogą zrozumieć “innego”. Nawet takiego, który nie mieści się im w głowie. A my wraz z nimi — czasami dopiero za historię, za dwie — zaczynamy rozumieć ich wybór. Evaristo czasami nie umie się powstrzymać, i na zbyt małej ilości stron próbuje opowiedzieć za dużo (naprawdę nie zawsze musimy dostać “co było potem”, zwłaszcza kiedy w żaden sposób nie wpływa na to na rozwój postaci), ale można jej wybaczyć. Za dobra to książka, by wady przysłoniły zalety.

Poza tym autorka daje nam tak piękny koniec, bardzo podnoszący na duchu, a równocześnie przewrotny i ironiczny, że ja bym tej książce wybaczyła o wiele więcej. Zwłaszcza, że świetnie pokazuje jak złożona jest historia, nieprzewidywalna, niestereotypowa. Tylko brać i czytać, i myśleć po zakończeniu o wszystkich tych przeplatających się ze sobą historiach: czasem zwyczajnych, czasem niesamowitych, takich że — jak mówi w zakończeniu jedna z bohaterek — och, od czego by tu w ogóle zacząć?

Comments

  1. Hannah

    A tak sie bronilam! I prawie sie udalo 🙂

    Ale ostatnio mam faze na polifonie po Lincolnie w bardo. To jest chyba wlasnie naturalna forma na dzisiejsze czasy, ktore sa coraz bardziej polifoniczne i coraz bardziej slychac dopominanie sie o wlaczenie roznych perspektyw co niektorych napelnia tak bardzo panicznym gatunkiem strachu. Wiec przeczytam.

    1. Post
      Author
      Pyza

      Hi, hi, ale w tym wypadku cieszę się, że tylko „prawie”, bo to naprawdę warta przeczytania książka (z chęcią się dowiem, jak Twoje wrażenia po lekturze). Skojarzenie z „Lincolnem…” jest chyba dobre (mówię „chyba”, bo sama jeszcze nie czytałam, ale jestem po tak zwanym „przejrzeniu” książki 😉 ). I pod tym względem to dopuszczanie innych do głosu jest u Evaristo świetnie poprowadzone – także tam, gdzie wcale tego głosu byśmy nie chciały_eli słyszeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.