Lato z Leonem albo o wakacyjnym czytaniu

Tak, tak, lato nadeszło już jakiś czas temu, a ja jestem w tym roku wyjątkowo niepunktualną Pyzą. No cóż, czasami widać i takie lata się zdarzają. Ale zamiast się kajać, usprawiedliwiać, tłumaczyć i szukać igły w stogu siana, zapraszam na nieco więcej szczegółów a propos anonsowanej już na Facebooku akcji tego lata, Lata z Leonem!

Kogo proponuję czytać w tym roku?

Ano, pomyślałam sobie, czemu by nie zapoznać się lepiej z twórczością prozatorską Leona Kruczkowskiego. Nie jest ona wielka, bo obejmuje zaledwie trzy powieści. Debiutanckiego „Kordiana i chama”, i dwie książki z lat trzydziestych: „Pawie pióra” oraz „Sidła”. Skąd tym razem pomysł? Powodów jest kilka. Po pierwsze, mój Domownik zachwycił się kiedyś „Kordianem…” i od tamtego czasu ciągle nalega, żebym sięgnęła po tę powieść. Znacie na pewno ten stan, w którym ktoś sięgnął po książkę, którą Wy mu usilnie polecaliście i teraz spogląda na Was wyczekująco, kiedy to Wy sięgnięcie po coś, co od dawna Wam rekomenduje. Trudno wówczas długo udawać, że się tych powłóczystych spojrzeń, kierowanych w sposób bardzo sugestywny na regał z książkami, nie widzi.

Po drugie, nie chciałam wybierać autora ze znaczną liczbą próz na koncie, bo wiedziałam, że zwyczajnie nie nadążę z ich przeczytaniem, a po co się człowiek ma stresować własnymi pomysłami, prawda? Zwłaszcza że czytam sobie w tym roku wybitnie w rytmie slow reading. Autor trójpowieściowy pasuje do tego jak ulał. Po trzecie, jakoś tak smutno mi się zrobiło, kiedy zaczęły w tym roku znikać ulice Kruczkowskiego, a ja właściwie nie mam wyrobionego zdania na temat jego twórczości (zaangażowanie polityczne autora to inna sprawa; nie umiem Wam nic jeszcze na ten temat powiedzieć, bo i tu przydałoby mi się doczytać). Coś więc w trakcie tego lata wypadałoby nadrobić, bo jak każdy, tak i ja lubię mieć własne zdanie.

Jest też czwarty powód. Kruczkowski właściwie swoje największe artystyczne triumfy święcił jako dramatopisarz. Czytało się – a przede wszystkim wystawiało – jego „Niemców” czy „Pierwszy dzień wolności” nie tylko w Polsce, ale w ogóle w Europie. Te sztuki dobrze trafiły na swój czas (są też zresztą bardzo ciekawe), więc tym bardziej chciałabym się przekonać, jak atmosferę czasów dawniejszych autor chwytał w swoich powieściach sprzed wojny. Piąty powód też by się znalazł: jak mogłabym się nie zapoznać z protoplastami powieści o losie chłopów? Wszak to jeden z moich ulubionych tematów, o czym niech świadczy lato sprzed dwóch lat, spędzane przeze mnie z prozami Wiesława Myśliwskiego.

I co dalej?

Toteż, mając to wszystko w pamięci, wybrałam się do biblioteki, wzięłam całego Kruczkowskiego, który stał sobie spokojnie na półce (to jest te trzy wspomniane powieści, spokojnie, tym razem mój kręgosłup nie trzeszczał i nie domagał się porzucenia planów czytelniczych) i tak oto wkraczam w to lato. Patronat honorowy nad akcją objął Kot Leon, który jak widzicie aktualnie wraca do zdrowia (trzymajcie za niego kciuki!). Właścicielka Leona jest jedną z najwięcej czytających osób, jakie znam, więc Kot Leon również jest tak jakby trochę honorowym czytelnikiem. Jeśli macie ochotę się przyłączyć, zapraszam! Jak tylko skończę lekturę „Kordiana…” pojawi się pierwszy wpis w ramach akcji i oczywiście możliwość przedyskutowania wrażeń z czytania.

 

Kot Leon ze stoickim spokojem, właściwym sobie, przygląda się postępom w czytaniu.

Czy to już wszystko?

Dla zainteresowanych! Ponieważ w zeszłym roku nie przeczytałam wszystkich powieści Natalii Rolleczek tak, jak planowałam, również i w ciągu tego lata niechaj trwają „Urocze wakacje z powieściami Natalii Rolleczek„. Gdyby ktoś miał ochotę, bardzo zachęcam – o przeczytanych do tej pory powieściach poczytacie tu (gdybyście mieli ochotę, a nie wiedzieli, za co złapać). Liczę, że coś też sama przeczytam, powoli kontynuując akcję, bo była bardziej niż zadowalająca! Może ktoś z Was chciał się załapać rok temu, ale nie zdążył? A może dopiero jesienią lub zimą odnalazł informacje o akcji? Złapał rozchwytywany biblioteczny egzemplarz, przemycił po Bożym Narodzeniu w torbie ze smakołykami wysłużony babcino-dziadkowy tomik albo z zaskoczeniem odkrył którąś powieść autorki spokojnie stojącą na własnym regale? To właśnie ta okazja, żeby nadrobić, przeczytać i porozkoszować się uroczymi wakacjami.

Tak czy inaczej, czego bym Wam chciała życzyć? Pięknego czytelniczego lata, w jakiekolwiek (oby podobające się!) lektury Was zaprowadzi!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.