W mrocznym laboratorium doktora Anzelma albo o „Zjawie” B. P. Galdosa

W przemiłej paczuszce, którą dostałam od Luki Rhei za intensywny udział w wyzwaniu „Klasyka Horroru 2” (tęsknię za tobą, wyzwanie!), znalazła się między innymi niepozorna książeczka z serii „Fantastyka i Groza”, napisana przez hiszpańskiego pisarza Benita Pereza Galdosa „Zjawa”. Pomijając już fakt, że uświadomiłam sobie, że odczuwam jednak potrzebę zbierania po antykwariatach rzeczonej serii (ileż tam wyszło dobroci!), lektura „Zjawy” była szalenie ciekawą wyprawą w świat hiszpańskiej klasycznej grozy, zupełnie mi nie znanej.

O czym mowa?

Po pierwsze, okazuje się, że Galdos zajmuje w panteonie hiszpańskich pisarzy miejsce bardziej niż poczesne. Ba, mówi się, że to po Cervantesie najważniejsza figura na literackim niebie Hiszpanii. Dowiedziawszy się tego i utwierdziwszy w prawdziwości posiadanej informacji (o czym mnie zapewniono jeszcze po wielokroć w posłowiu), postanowiłam sprawdzić, jak to wygląda w lekturze. I muszę Wam powiedzieć, że nawet jeśli niespecjalnie bawi Was historia, jaką Galdos nam w „Zjawie” sprzedaje, warto się nad tymi osiemdziesięcioma stronami pochylić dla stylu autora. Rzecz jest zresztą bardzo płynnie, moim zdaniem, przełożona — nie znam hiszpańskiego, oceniam płynność lektury polskiego tłumaczenia — przez Jadwigę Konieczną-Twardzikową.

Sama historia przypominała mi bardzo „Cierpienia księcia Sternenhocha” Ladislava Klímy. Może trochę się zasugerowałam, że obie rzeczy wyszły w tej samej serii, a może i nie. Bo mowa jest o pewnym dziwnym człowieku, który nie wiadomo: zmyśla, mówi prawdę? Jest tym dziedzicem wielkich bogactw i rodu, doprowadzonym do ruiny przez splot nieszczęśliwych wypadków, ciemne moce i miłość do kobiety? A czy ta kobieta to aby na pewno taka zwyczajna kobieta, czy czai się tutaj jakaś mroczna tajemnica? Akurat u Galdosa Anzelm jest takim dziwnym człowiekiem, co to opowiada nie do końca stworzone, acz pasjonujące (naszego narratora-słuchacza) historie (choć i on niekiedy traci cierpliwość, gdy robi się zbyt dziwnie). I robi się coraz zdziwniej, i zdziwniej.

Czemu czytać?

Dla atmosfery! Naprawdę, bo sama historia w gruncie rzeczy oparta jest o dość prosty pomysł. Oto do domu młodych małżonków wkrada się straszne podejrzenie: czy aby żona dochowuje mężowi wierności? Czy mąż nie ulega chorobliwym napadom zazdrości, po których bez sensu dręczy małżonkę? We wszystko zamieszany zaś jest pewien człowiek z obrazu: rzeczywisty czy nie, na to pytanie musimy sobie, jak to w dobrej grozie bywa, odpowiedzieć sami. Autor sugeruje nam tu pewne rozwiązania, ale też ich nie narzuca.

 

Pisarz w pozie malowniczej z psem swym. Źródło.

 

Natomiast klimat całego utworu jest znacznie, powiedziałabym, ciekawszy nawet od samej historii. Bo łatwo jest ulec wrażeniu, że to taka nieco dziwna historia miłosna, z antypatycznym typem męskim i bierną typką (hm, czy istnieje takie słowo?) żeńską. Ot, klasyk, i to wcale nie w tym dobrym znaczeniu. Ale Galdos wypełnia tę historię tym, co sprawia, że ciekawie jest po nią sięgnąć i po niemal stu pięćdziesięciu latach od jej wydania („Zjawa” wyszła po raz pierwszy w 1870 roku). Czyli czym? Czyli po pierwsze wyobrażeniami i majakami bohatera, o czym zaraz, i wspomnianym misternym budowaniem klimatu.

Dlatego moim skromnym zdaniem część pierwsza „Zjawy” jest zdecydowanie najlepsza. Oto siedzimy w ciasnym, zagraconym, wypełnionym najróżniejszymi rzeczami laboratorium Anzelma i słuchamy jego opowieści. Ona się rwie, nie bardzo wiadomo, do czego opowiadacz dąży i co właściwie chce nam przekazać. W kąciku drzemie wyglądająca niesamowicie służąca, dewocjonalnia poukładane w najdziwniejszych konfiguracjach sąsiadują z przyrządami naukowymi, jakaś mikstura pichci się w alembiku, resztki dawnej sławy rozkładają się po kątach. Przysypia kot, który zaraz okrutnie skończy (żeby nie było, że nie ostrzegałam: ale szczerze mówiąc zastanawiam się do teraz, czemu Galdos tak postąpił, bo kilka interpretacji przychodzi mi na myśl, żadna jednak do końca nie przekonuje).

W krainie zmyślenia

Tak jak wspominałam, nawet narrator traci czasem cierpliwość do fantastycznych, piętrzących się historii Anzelma. Łatwo się w nich zaplątać. Co się stało, a co zostało jedynie wymyślone? Jak oddzielić prawdę od fikcji? I czy w ogóle potrzebujemy to robić? Jak wyglądała chronologia wydarzeń? Czy zazdrość była wywołana przez historię, czy odwrotnie, przez zazdrość wydarzyła się cała historia? Można też zapytać, czy Anzelm to postać skrzywdzona przez los, czy sam sobie zasłużył na to, co go spotkało.

Historie, które każą zadawać sobie pytania i jedynie sugerują odpowiedzi, to mój ulubiony typ. Dlatego taka jestem kontenta z lektury „Zjawy” i szkoda mi, że niewiele powieści Galdosa się u nas ukazało. Ale że coś jednak wyszło, to zamierzam przyjrzeć się jego bardziej klasycznym utworom. Wieść niesie, że to znakomity pisarz powieści historycznych. Zobaczymy! A może Wy mieliście już okazję sprawdzić?

4 Replies to “W mrocznym laboratorium doktora Anzelma albo o „Zjawie” B. P. Galdosa”

  1. O, fajnie, że coś z literatury hiszpańskiej, spróbuję się dobrać, bo brzmi smacznie 🙂

    1. I jest smaczne, i zasadniczo to jest taki kąsek do chapnięcia na raz :-). A przy okazji można się przekonać, jak wypada wczesna proza pisarza, o którym się mówi, że jest wielki, to zawsze ciekawe doświadczenie ;-).

  2. Muszę przyznać, że pierwsze słyszę, a klimat literatury iberoamerykańskiej – w każdej postaci gatunkowej – uwielbiam 🙂 Będę miała „Zjawę” w pamięci. Też lubię buszować po antykwariatach, może się kiedyś natknę na Galdosa. Zaraz poszukam fotki okładki, bo zapamiętuję wzrokowo i bez tego ani rusz 😉 Dzięki za kolejną lekturową inspirację.

    1. Polecam się! Zresztą cała ta seria „Fantastyka i Groza” jest, no cóż, naprawdę fantastyczna. I klimat okładkowy trzyma, tak jak już wspominałam, na przykład ilustracje do „Carmilli” są świetne. A i tutaj niezgorsze: niepokojące, czasem nawet bardziej niż treść. Także nie są tylko i wyłącznie obrazami tego, co się rozgrywa w fabule, ale ciekawym uzupełnieniem całej atmosfery.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.