Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #22

 

Obiecałam sobie powrócić do dobrej tradycji karnawałów blogowych. Co po pierwsze pozwoliło mi nadrobić sporo zaległości we wpisach tam, gdzie bywam, wypuścić się na mniej znane wody i przypomnieć sobie, jak bardzo karnawały są fajne. Chodźcie, zabiorę Was dzisiaj w kilka miejsc!

Początek roku nie tylko u mnie obfitował w refleksje pod tytułem „co dalej z tym blogowaniem?”. Agata Adelajda, co mnie bardzo cieszy, ma podobne zdanie: blogowanie o książkach przypomina spotkanie, gdzie dwójka (i więcej!) czytelników może wymienić się opiniami albo po prostu cieszyć się z tego, że czyta. KLIK!

Nie samą książką człowiek żyje? No, powiedzmy, kultura ma przecież sporo różnych oblicz. Hadyna wpatrzyła się w repertuary zapowiadanych premier na nowy rok i wypatrzyła te filmy, które powstaną lub już powstają na podstawie książek. Oczywiście sama czekam na „Dobry Omen” (ach, kiedyż BBC wypuści ten zapowiadany serial o Straży Nocnej? Tak czekam!), ale i na nowe „Wodnikowe Wzgórze”. Będzie się działo. KLIK!

Co prawda Walentynki dopiero przed nami i pewnie wysyp wpisów o tym, co czytać, żeby wprowadzić się w nastrój romantyczny (albo cokolwiek się z niego wyprowadzić, w zależności od potrzeb) dopiero przed nami, ale Bukowina przygotowała kilka przewrotnych cytatów o miłości w wydaniu klasyków. Można rzucać książkami oraz mięsem i rozważać naturę głębokich uczuć. KLIK!

 

Otóż nie, przyznaję, nie ma jakiegoś szczególnego powodu, dla którego ten wpis ilustrują pingwiny. Po prostu same jakoś przyszły, więc niech już zostaną.

 

Jeszcze pozostając w temacie noworocznym – macie już kalendarze? Albo notesy? Agnes pokazuje swoje zbiory notesowe, związane z książkami i pyta o Wasze. Muszę powiedzieć, że takie zbiory okołoksiążkowych gadżetów zawsze mi imponują. Nie tylko dlatego, że należę do tego zbioru ludzi, który nigdy niczego podobnego nie umie znaleźć, ale też dlatego, że prowadzenie notatek w notesie nie jest moją mocną stroną. Co innego luźne kartki, które pewnie zaraz zgubię. No cóż. KLIK!

A może zastanawiacie się jeszcze, czy by nie włączyć się w jakieś wyzwanie książkowe? Może Was zainteresować pomysł Tanai, żeby konsekwentnie kończyć rozpoczęte serie książkowe. Nie zadeklarowałam udziału, mimo że pomysł mi imponuje, głównie dlatego, że jestem zimnokrwistym czytelnikiem, który albo czyta serię za jednym zamachem, albo bezlitośnie zapomina o bohaterach po pierwszym tomie i kiedy przypadkiem drugi wpadnie mu w ręce rozważa, kto był czyim wujem i czy na pewno to jest ta sama bohaterka, co w pierwszym. Ale jeśli zalegają Wam w pamięci i na półkach takie rozpoczęte i uwierające sumienie serie – może to coś dla Was? KLIK!

Będę polecała teraz dwa wpisy Rusty, ponieważ nie mogłam się zdecydować na jeden. Pierwszy dotyczy pisarek fantasy – jeśli zastanawiacie się, po czyje książki warto sięgnąć, możecie tu znaleźć sporo wskazówek. Oraz dowiedzieć się, że wiele, wiele osób czeka na kolejną książkę Susanny Clarke i że nie wiadomo, kiedy może się ona pojawić. KLIK! Drugi wpis zaś dotyczy pseudonimów pisarskich, a konkretnie sytuacji, w których takie pseudonimy się pojawiają. Nie muszę dodawać, że kwestia bycia pisarką bądź pisarzem ma swoje znaczenie. Ale nie tylko. Zresztą, przeczytajcie sami. KLIK!

Zmieniając temat: Marta poleca dwie książki z Wydawnictwa Dwie Siostry. Co prawda narzeka na niejaką miałkość ich fabuły, ale nie dla fabuł poleca sięgnąć po „W lesie” i „Na dnie oceanu”, a po… Tutaj urwę, budując suspens, i odeślę Was do wpisu. Ach, jak dobrze, że takie wydawnictwa wróciły, bo przez jakiś czas wydaje mi się, że były raczej przyczajone w ukryciu. KLIK!

 

 

Nie wiem, czy wybieracie się w podróż ani czy planujecie dalsze lub bliższe wojaże. Paulina i czyta, i podróżuje, i często łączy jedno z drugim. Tym razem poleca dziesięć książek o Izraelu i Palestynie. Niezależnie od tego, czy wybieracie się w tamte rejony, czy tylko lubicie o nich czytać, czy może planujecie rozpocząć swoją czytelniczą przygodę dotyczącą tego tematu – warto zajrzeć. KLIK!

A o nieco dalszych regionach pisze Islamista, omawiając książkę Szirin Ebadi „Kiedy będziemy wolne”. Z niejakim przekąsem konstatuje co prawda, że irańskiej noblistce w dziedzinie pokoju literacki Nobel nie grozi, ale i kusi skojarzeniami z Orwellem, sugestywnością opisów i trafnością spostrzeżeń autorki. Ja tam się czuję zachęcona do lektury. KLIK!

Opuszczając literaturę podróżniczą i współczesną przenieśmy się wraz z Olgą w wiek XIX. Dacie się skusić na jej propozycję wieczoru z Jane Eyre? Nie wiem, czy trzeba namawiać kogokolwiek do poświęcenia chwili tej ikonicznej Bronteańskiej bohaterce. No właśnie: czy Jane jest powszechnie kochana, czy jednak są czytelnicy, których irytuje? Właściwie chyba zawsze się tacy znajdą, aczkolwiek sama raczej przychylam się do opinii Thursday Next. KLIK!

Nie tylko czytaniem człowiek żyje – czasami też pisaniem. Ninedin krótko o tym, jak w przedziwnych okolicznościach dowiedziała się, że książka, której jest współautorką, po latach ujrzała światło dzienne. KLIK!

A jak już wymieniamy, czym nie tylko człowiek żyje i że jest to związane z książkami, to możecie u Nai przeczytać o tym, jak wygląda współpraca pomiędzy tłumaczem i wydawcą. Co prawda w dyskusji pod wpisem z tejże współpracy opada nieco maska, a ujawnia się strona terminowo-ekonomiczna, ale jeśli potrzebujecie inspiracji, ze wszech miar ją tu znajdziecie. KLIK!

Chcecie wiedzieć, czemu słowo „bibliotekarz” jest nieprzyzwoite? Zajrzyjcie do Charliego, a ja już nic więcej zdradzić w tym krótkim opisie nie mogę, no zwyczajnie nie mogę i już. KLIK!

W styczniu przypadała rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Z tej okazji Diana przygotowała zestawienie książek o tematyce obozowej, które wywarły na niej największe wrażenie. Z moich lektur tego typu do dzisiaj pamiętam Tadeusza Borowskiego „Pożegnanie z Marią” i Seweryny Szmaglewskiej „Dymy nad Birkenau”. Tę ostatnią pożyczałyśmy z Mamą tak często wszystkim, że ostatecznie musiałyśmy sobie sprawić drugi egzemplarz. KLIK!

 

 

Zupełnie inne zestawienie tematyczne (zawsze się zastanawiam, jak w takich poleceniach przechodzić od tematów bardzo poważnych do tych mniej – ale chyba się nie da jakoś obwarować, po prostu trzeba przechodzić). Owca z książką zaprasza do odkrywania literackich oblicz Kanady i pyta, co Wy byście polecili. W komentarzach nie brak klasyki, wiatru od morza i Lucy Maud Montgomery, no bo jakże inaczej. Ale i reportażowo Kanada okazuje się już na naszym rynku dosyć bogata! KLIK!

Jeśli planujecie w nowym roku zrobić coś nowego, to może tym „nowym” będzie sięgnięcie po science fiction? Qbuś nie tylko pożera książki, ale i doradza, po jakie kąski sięgnąć, żeby się wciągnąć w kosmiczne przygody, antyutopie i wizje przyszłości. KLIK!

Czasami zupełnym przypadkiem wpadniemy na książkę, która nas, mówiąc delikatnie, rozczarowuje i takim rozczarowaniem chcemy się podzielić z innymi. Królowa Matka podeszła do tego bardzo systematycznie, a ja, szczerze mówiąc, aż nie wierzyłam własnym oczom, ale wierzę, i Królowej Matce też wierzę, więc co zrobić – na przemian ciężko wzdycham i śmieję się, bo jeśli jeszcze nie wiecie, jak Królowa Matka umie pisać, to sami się przekonajcie. KLIK!

Jeszcze jeden tekst z tych okołonoworocznych i okołoblogowych, ale nie mogłam się powstrzymać, bo Luka bardzo pięknie pisze o czytaniu i o pisaniu o tymże czytaniu. O tym, że trzeba znaleźć sposób na siebie i o tym, że niekoniecznie to przychodzi bardzo szybko. KLIK!

Co prawda polecałam wpisy około-„Mikrotykowe” we wpisie o samej książce, ale potem dopiero odkryłam bloga Barbary. Jest nowy, ale pisany ze swadą, a poza tym ta notka ma doskonały tytuł i świetnie napisany fragment o nagrodach literackich, więc niechaj się włączy w karnawał. KLIK!

I jeszcze na koniec o tym, czemu tak bardzo lubimy się kłócić o przecinki i błędy, czyli aHa o tym, w jakie przerażenie może wprowadzić kilku redaktorów w jednym miejscu. I właściwie po co. KLIK!

***

Pozostaje mi życzyć miłej lektury, a ja tymczasem odpływam radośnie w kierunku zerkających na mnie „Wielkich nadziei”. No, powiem Wam, czyta się tego Dickensa, czyta!

29 thoughts on “Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #22

    1. Dziękuję za ciekawy tekst i przypomnienie, także książkowe, o ważnym dniu. Dobrej lektury :-)!

  1. Znakomitą większość blogów znam i cenię. Dziękuję za podesłanie adresów tych blogów, których nie miałam dotąd szansy poznać – dzięki takim polecankom odkryłam dla siebie kilka świetnych adresów 🙂

    1. I właśnie o to chodzi, zawsze mnie to cieszy (w obie strony: sama lubię tak odkrywać nowe miejsca do czytania :-)).

        1. O, super, może tradycja blogowych karnawałów się nam odrodzi w książkowej blogosferze? Byłoby bardzo fajnie, bo to zacna inicjatywa, z wielu powodów: pozwala odkrywać nowe miejsca, wracać do ulubionych wpisów, nadrabiać zaległości, trochę jak po sznurku wędrować w polecane przez polecane miejsca. No same zalety :-). A przy tym jest po prostu sympatyczna :-).

    1. Ale wiesz, że nadal uważam, że Tennant byłby ciekawszym aniołem ;-)? Polecam, zachęcam – no i dziękuję, liczę, że to stały powrót do polecania!

        1. Oj był (przyznaję, że teraz za każdym razem, kiedy oglądam film z jakąkolwiek bohaterką o imieniu Jessica i ktoś się do niej bezpośrednio zwraca, mam ciarki), ale to dobrze chyba jednak świadczy o jego talencie ;-).

    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na te dwie książki (mimo zastrzeżeń do fabuły – muszę je koniecznie chociaż obejrzeć przy najbliższej natrafiającej się okazji, bo uwielbiam takie rzeczy: ostatnio w kolekcji pojawiła mi się płyta winylowa właśnie tak zrobiona, to znaczy oczywiście jej opakowanie i książeczka, nie sama płyta ;-)).

  2. Toć to nie karnawał, a prawdziwe karnawaliszcze! Dużo pracy widać włożone. Ja ze swojej strony dziękuję i pędzę przeglądać wybrane wpisy 🙂

    1. W poście będę oszczędniejsza :-). Zresztą nie masz wrażenia, że zawsze początek roku przynosi sporo nowych wpisów wszędzie, bo jeszcze trwa taka euforia, że zaczął się nowy rok? Potem wszyscy jakoś tak osiadamy ;-).

  3. Dziękuję za polecenie wpisu mojego i tylu ciekawych wpisów na innych blogach, przede wszystkim wpisu Agnes o notesach (dziękuję zwłaszcza w imieniu sklepu papierniczego po sąsiedzku, który zaraz odwiedzę :D). Takie karnawały są fajne, bo pozwalają wyjść z własnego blogowego bąbelka i odkryć coś nowego, ciekawego, do rzucenia okiem albo do przeczytania od deski do deski. Że już nie wspominając o tym, że każdemu poleconemu robi się w ten zimowy dzień cieplej na serduszku, bo ktoś czyta i pamięta 😉

    1. Powiem Ci, że przypomniało mi się a propos Twojego wpisu, że w Czechach się ciągle reformuje ortografię, a czasami i gramatykę, i generalnie są oczywiście dyskusje, ale nie ma jakichś szalonych protestów, a w Polsce ileż było zamętu z samymi imiesłowami albo zmianą pisowni kilku wyrazów w dwudziestoleciu! Kto by pomyślał, że tacy jesteśmy przywiązani do niektórych rzeczy ;-). Trzymam kciuki za przyjemne notesowe zakupy w takim razie i zgadzam się z konkluzją, ale dodam, że nie tylko poleconemu, polecającemu też :-).

  4. Super post! Ja w zasadzie nie siedzę w blogach, regularnie zaglądam tylko na Twój i jeszcze jeden filmowy, więc takie wpisy to dla mnie samo dobro i odkrywanie nieznanych terenów. Teraz przepadłam chyba na 2 godziny XD
    Podobała mi się notka o ekranizacjach tegorocznych – część z tych filmów mam już na liście „to watch” 🙂 A także notka o pisarkach – dziwne, tyle czytam, a żadnej nie znałam!, o S-F na początek, o Jane Eyre, o wyzwaniu cyklowym (nie wiem, czy wezmę udział, ale na pewno zainspirowało mnie do rozmyślań, co ja tam do dokończenia mam).
    W każdym razie oklaski, tyle ciekawych rzeczy do czytania 🙂

      1. Cieszę się w takim razie, sama lubię poznawać nowe miejsca w sieci, gdzie da się tak wsiąknąć, w pozytywnym oczywiście sensie (bo czasem się wsiąka, bo się nie może ze zgrozy uwierzyć, że istnieją, no ale to na szczęście chyba rzadko, o dziwnych porach nocy i w trakcie dziwnego wędrowania po internecie, aczkolwiek chyba każdemu się zdarzyło 😉 ).

        Mam podobnie z pisarkami, też miałam wrażenie, że przecież i sporo czytam fantastyki, i pisarek, i pisarek piszących fantastykę, a potem przeczytałam wpis Rusty i zweryfikowałam swoje podejście do tej kwestii :-). Trzymam kciuki za kończenie serii, jeśli się zdecydujesz! 🙂

  5. Dziękuję jeszcze raz za miłe wspomnienie <3 Może ktoś jeszcze dołączy do wyzwania, bo dołączać można cały rok! Choć im wcześniej się to zrobi, tym lepiej, bo pewnie więcej się zdąży przeczytać 😉

    Zaraz zerknę do kilku innych wpisów – szczególnie, ze względów zawodowych, zainteresował mnie ten o bibliotekarzu 😀

    1. Wiadomo, chociaż motywacja może też rosnąć wraz z upływem kolejnych dni (i przeszukaniem regału, co też nam zostało niedokończonego ;-)). Tak pomyślałam, że wpis o bibliotekarzu może być kuszący, ale zapewniam, że nie tylko bibliotekarzy/bibliotekarki powinien zainteresować :-D.

  6. O, dziękuję za polecenie wpisu, chociaż obawiam się, ze on raczej do mnie zniechęci (długośc jest, ekhm, książkowa ;)).

    Ide nadrabiac zaległości!

    Genialny pomysł, taki karnawał!

    1. Królowo Matko, nie sądzę, żebym była jedyną fanką Twoich wpisów książkowych (więcej, więcej!), zawsze na nie czekam (chociaż tu akurat okazja dość smutna, ale co zrobić). A karnawały blogowe jednak bardzo lubię, nie wiem, czemu tak długo tu nie gościły tak właściwie :-).

  7. O nie, dlaczego polecasz wpis o notesach, kiedy ja jestem od notesów uzależniona?? (od wypełniania ich treścią już niekoniecznie, może tu tkwi problem;)
    A Charlie Bibliotekarz to niesamowity gość, cały jego blog zasługuje na polecenie;)

    1. Jestem złym człowiekiem wspierającym branżę papierniczą, wychodzi na to ;-). Mam trochę podobnie, ale staram się z tym walczyć, to znaczy jednak trzymam się notowania w kalendarzu, chociaż notesy kuszą – ale potem tak smutno leżą porzucone, że nie mam serca.

      To prawda! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *