Na progu nowoczesności albo o „Draculi” B. Stokera

Wampiryczny tydzień
nie mógłby się odbyć bez kilku słów o „Draculi” Brama
Stokera, prawda?

Ale zamiast
klasycznego tekstu – w przypadku książki, która obrosła w tyle
kontekstów, tekstów i paratekstów trochę trudno byłoby wykrzesać
coś zupełnie nieopatrzonego, a po co mielibyście czytać coś
opatrzonego – proponowałabym zbiór uwag. Jeśli macie ochotę na
coś większego i w formie bardziej zwartej polecam posłowie Macieja
Płazy do wydania powieści Vesperu (któremu to wydawnictwu dziękuję za paczkę z książką, która dotarła mimo kłopotów z pocztą; tak, gdzieś zapewne jest listonosz, który zaczytuje się w uprowadzonym egzemplarzu „Draculi”). Powoli staję się coraz
zagorzalszą fanką tego wydawnictwa: nie dość, że inwestują w
nowe przekłady klasyki, co wcale nie jest taką częstą praktyką,
to ich książki są jeszcze opatrzone posłowiami i mają ilustracje, no proszę Was,
jak miałabym nie być; ale gwoli ścisłości muszę powiedzieć, że
akurat do „Draculi” załapało się kilka literówek i jeden
nadmiarowy przecinek. No to co, zaczynamy?

I
że takie rzeczy dzieją się w dziewiętnastowiecznym Londynie?
 
doktor Seward do doktora van Helsinga

(1) Wampiry i
dzieci.
Coś w tym jest, że
jakoś niechętnie we wszelakich wampirycznych analizach (ale jestem
dopiero w połowie „Wampira. Biografii symbolicznej” Marii
Janion, więc może się jeszcze cośkolwiek na ten temat pojawi)
porusza się motyw nie
zakazanej erotyki – tego jest wszędzie pełno, zresztą nic
dziwnego, bo się sam nasuwa – ale związków między wampirami a
dziećmi. O co mi chodzi? Wspominałam przy okazji „Carmilli” Le Fanu
jak niepokojąca jest scena pierwszego pojawienia się wampirzycy
przy Laurze i że przywodzi ona na myśl tak właściwie scenę
molestowania seksualnego. W „Draculi” podobny motyw
wampira-pedofila również się pojawia. Oto bowiem zwampirzona przez
hrabiego Lucy zwabia do siebie dzieci, by je wykorzystać i porzucić,
nasyciwszy się ich krwią. Właśnie dzieci, nie młodzieńców, ku
którym lgnęły jej siostry-wampirki z zamku Dracula. Owszem,
można to tłumaczyć tym, że była upiorem początkującym i
wybierała najprostsze ofiary – a można się zastanowić nad inną
interpretacją tego wątku. Zwłaszcza, że jest w tym wymiar
demonicznego przekroczenia, wychodzącego poza proste ramy
„wiktoriańskiego gorsetu” krępującego seksualność bohaterki.
I, szczerze mówiąc, robi się wtedy dość strasznie.

(2) Odwrócone
chrześcijaństwo.
To, ile razy
w tej powieści bohaterowie padają na kolana, krzyczą „amen”,
biegają z krzyżami i hostiami w kopertach jest, powiedzmy to
śmiało, w stężeniu niemalże krytycznym. Stoker dba co prawda,
byśmy się specjalnie nie zbulwersowali („mam dyspensę” –
informuje współbohaterów i czytelnika van Helsing, po raz pierwszy
dobywając ze swej przepastnej torby wspomnianą hostię), ale też i
nie sposób uciec od wrażenia, że wampiryzm u niego faktycznie jest
rodzajem „odwróconego chrześcijaństwa”. Maria Janion ciekawie
pisze o tym, że w gruncie rzeczy właśnie motyw zmartwychwstania i
silna wiara w nie, obecna w tej religii, zyskała dopełnienie w
wierze w wampiryzm. Aż w sumie chciałoby się dodać, że każde
jasne zjawisko ma swoją ciemną stronę – skoro Oświecenie miało
irracjonalny ciemny nurt pod spodem, to czegóż się spodziewać po
powieści osadzonej w takim, a nie innym nurcie? A
jak już przy torbie van Helsinga jesteśmy: czegóż
w niej nie ma oraz ile zastosowań mogą mieć narzędzia
chirurgiczne! („Miejmy nadzieję – rzekł mój Domownik, kiedy
streściłam mu przygody van Helsinga i jego narzędzi – że nie
zamierza potem nikogo nimi operować”).

Zamiast ruin i nietoperzy: Henry Irving, wybitny brytyjski aktor szekspirowski, którego impresariem Stoker był i który, być może, był inspiracją do stworzenia postaci Draculi. Tu jako on sam… (źródło)

(3) Madwoman in
the attic.
Tu dwa słowa wytłumaczenia, bo co ja nagle z tym
angielskim. Ano, to określenie odwołuje się oczywiście do słynnej
żony pana Rochestera, teoretycznie szalonej i trzymanej przez niego
po cichu na strychu na kartach „Dziwnych losów Jane Eyre”.
Prawdę mówiąc ten motyw kojarzy mi się po prostu z angielskim
sformułowaniem i nie wiem, czy funkcjonuje jakiś jego polski
odpowiednik (jeśli tak, szepnijcie słowo). I jeszcze drugie słowo
wyjaśnienia: macie tak czasem, że coś Was w książce szczególnie
uderzy, a potem okazuje się, że nikt, ale to nikt o tym nie
wspomina, nie napisał, choć dla Was to szczegół bardzo
intrygujący do zbadania? No właśnie: dla mnie takim detalem jest
właśnie motyw „madwoman in the attic” w „Draculi”. Otóż:
doktor nauk wszelakich van Helsing – przypominający pod względem
ilości doktoratów Bruce’a Bannera z ostatniego filmu o „Thorze”
(wybaczcie, nie mogłam się oprzeć skojarzeniu) – wspomina w
pewnym momencie, że posiada żonę i że żona ta „umarła dla
niego”, ale pozostaje jej wierny. Wychodzi na to, że
przewodniczący naszej małej trupy pogromców wampirów posiada
gdzieś – nie wiemy, gdzie – dokładnie taką jak pan Rochester
żonę. Tyle wiemy z jego deklaracji, a co się kryje pod spodem? No
właśnie.

(4) Na tropach
yeti. A właściwie wampira.
Nie
powiem, że nie poczułam się zaskoczona tym, jak szybko zbiera się
nasza drużyna do walki z krwiopijcami i jak szybko zaczyna działać.
Hrabia Dracula właściwie nie bardzo ma pole do popisu, bo głównie
albo usiłuje wyprzedzić ich działania, albo musi przed nimi
uciekać. Łapią go, jak zauważył Maciej Płaza, właściwie już
na progu i ta starannie planowana ekspansja wampirzego władyki na
Londyn spala na panewce. A
zapowiadało się przecież zupełnie przerażająco (sceny ze
statkiem, na którym przybywa hrabia, są naładowane taką grozą i
są tak mroczne, że naprawdę miałam ciarki i daję im palmę
pierwszeństwa wśród tego, co ostatnio z klasycznej grozy
czytałam).

(5)
Kim jest Mina Harker?
Ano właśnie, nasza protagonistka
wychwalana przez wszystkich jako żelazna kobieta o „męskim
umyśle”, która – jak tylko bohaterowie chcą ją odsunąć od
akcji – odsunąć się (nie do końca zgodnie ze swoją wolą) nie
daje? To bardzo ciekawy typ bohaterki, która chyba wymknęła się
nieco autorowi spod kontroli. Bo choć wychwala się ją za bycie
piękną, dobrą i niewinną to tak naprawdę widać przede wszystkim
jej niezmordowane dążenie do celu, upartość, nie rezygnuje z raz
obranego zamierzenia, choćby musiała robić rzeczy zupełnie w tej
epoce kobiecie nieprzystające (a my się specjalnie nawet nie
dziwimy, kiedy pod koniec powieści kieruje zaprzęgiem na
bezdrożach). Zresztą bardzo dużo, moim zdaniem, mówi o niej scena
z zaszyfrowanym dziennikiem. Daje go van Helsingowi, bo nie może się
oprzeć, by go nie zdumieć i nie zawstydzić, nie chce w końcu, by
myślał o niej jak o pięknej ozdobie. No i spójrzcie: niby nasz
przodownik do walki z wampirami wie o niej wszystko – a jednak,
równocześnie, bez jej pozwolenia i wyjaśnienia niczego się nie
dowie. Motyw ten zresztą powróci w scenach z hipnozą: Mina musi
się jej dobrowolnie poddać i współpracować, inaczej nic z tego. 

…a tu w roli Thomasa Becketta, skoro pojawiły się nam motywy religijne (źródło).

(6) Ach, ta
mroczna medycyna.
Moją uwagę
zwróciło też i to, że Stoker stroni od bezpośredniego opisu
działań lekarzy, którymi było nie było zaludnia powieść.
Zamiast tego informuje nas, że coś jest „straszne”, „mroczne”
i że nie będzie o tym pisał. Wykładanie narzędzi chirurgicznych?
Budzi dreszcze. Transfuzja? Nie ma nic mroczniejszego. Przygotowania
do operacji (do której zresztą nie dochodzi – to też scena,
która rzuca co najmniej dziwne światło na van Helsinga)? Ledwo
może je osoba postronna znieść. Poza
dość komicznym dzisiaj doborem osób, które mogą oddać krew
pacjentce (postawny mężczyzna nada się najlepiej, niezależnie od
stanu zdrowia, czy grupy
krwi – te zresztą zostaną odkryte w cztery lata po ukazaniu się
„Draculi” drukiem) ostrzega
się nas przed tym, jak strasznym procederem jest transfuzja. Maria
Janion przytacza interpretację rzucającą nieco światła na to
wzdraganie się i związaną z mrocznymi żarcikami van Helsinga, że
krew aż tylu mężczyzn przetoczono Lucy.

(7)
I po co wysyłać w taką podróż biednego urzędnika?
Ale
wiecie, kto jest dla mnie najbardziej tajemniczą postacią
behind-it-all? Pan Hawkins.
Zwróciło moją uwagę takie
właśnie pytanie Harkera, który siedząc już w zamku Dracula
zastanawia się, po co, do licha, wysyłać urzędnika w taką
podróż, do nieznanego kraju, człowieka, w takiej sprawie, jak
zakup domu. Potem pan Hawkins pojawia się jako opiekun i dobrodziej
Harkera i Harkerów w ogóle – zapisuje im cały swój majątek,
Jonathana ma traktować jak syna, wreszcie dość szybko schodzi z
tego świata i z kart powieści. Jakby dręczyły go wyrzuty
sumienia? Czuję tu nosem niezły materiał do retellingu.

(8)
Inspiracje.
Nie
zrozumcie mnie źle, „Dracula” to kawał świetnie napisanej
literatury, porządnir skrojona powieść rozrywkowa i czyta się ją
wspaniale. Zresztą połknęłam ją w kilka dni (zupełnym
przypadkiem kończąc w okrągłe, sto siedemdziesiąte, urodziny
autora). Mnóstwo radości przysparzało mi też śledzenie tego,
skąd wzięły się pewne motywy w twórczości innych autorów. Te
zjawy o włochatych
kach u Jamesa – toż to
jakaś reminescencja włochatej dłoni hrabiego Draculi (posyłającego
nią buziaki Jonathanowi – zdecydowanie jest w tej powieści wątek
nie tylko hetero-, ale i homoseksualnej fascynacji).
A dwa
palce, którymi celują
Transylwańczycy w Jonathana zdążającego na przełęcz? Czy nie
tak samo specyficznie „pozdrawia” dwóch pechowych kajakarzy
dziwny człowiek na Dunaju w „Wierzbach” Blackwooda? Cóż,
fantastyczną geografię Europy Środkowej tych dwóch panów dzieli
ze sobą zresztą w więcej niż jednym miejscu.

Dziewiętnasty
już wiek, lecz (…) dawne stulecia miały i mają moc, której
zwykła „nowoczesność” zabić nie zdoła.
Jonathan Harker

***
Bardzo jestem ciekawa, co przykuło Waszą uwagę w „Draculi”? Z chęcią wymienię się wrażeniami, jak wiecie, i poznam Wasze zdanie o tej powieści! A jeśli jeszcze nie mieliście okazji czytać, polecam gorąco.

8 Replies to “Na progu nowoczesności albo o „Draculi” B. Stokera”

  1. Ja mam pytanie w temacie dzieci – czy nie sądzisz, że wtedy mogło to wcale nie być tak kontrowersyjne? Status dzieci był wtedy zupełnie inny niż dziś, postrzegane były niemal wyłącznie przedmiotowo.

    1. Myślę, że tu się splatają dwie rzeczy. Pierwsza to ta, o której mówisz: dziecko to właściwie mały dorosły, zarabia, pracuje, znamy generalnie takie obrazy z epoki przed Stokerem i z jego czasów. Druga zaś to jednak cały czas silny motyw dziecka jako wcielenia niewinności (są więc łatwą ofiarą i tą najbardziej nieskalaną), zresztą polowanie, jakie przeprowadza Lucy na dzieci z okolic cmentarza jest przez bohaterów traktowane jako podwójnie oburzające właśnie przez wzgląd na łatwowierność ofiar. Myślę też, że postrzeganie dziecka zależało od klasy społecznej, do której przynależało, jak sądzisz?

  2. Draculi nie czytałam, nie wiem dlaczego. Był czas, kiedy wampiry mnie fascynowały i przerażały (okres sprzed "Zmierzchu" ;)). I jakoś wtedy nie mogłam trafić na wolny egzemplarz "Draculi" (dzieckiem byłam i w lektury zaopatrywałam się w bibliotekach). A szkoda, bo na pewno przeczytałabym z przyjemnością. Teraz z jednej strony bym przeczytała, a z drugiej boję się, że mi już nie podejdzie. Bo samą historię poznałam już w różnych wersjach (filmy, musical, komiks).

    1. Wiesz, mnie mimo znajomości historii "Dracula" (co chyba widać po wpisie ;-)) podobał się bardzo. Także dlatego, że to jest po prostu kawał soczystej przygodowej prozy: można się spierać o różne rozwiązania (no nie będę fanką postaci van Helsinga), ale Stoker najzwyczajniej w świecie bardzo umiejętnie to napisał. Także jak będziesz miała ochotę na wciągającą lekturę, polecam, warto :-).

    2. Przekonałaś mnie. Mikołaj przyniesie mi "Draculę" pod choinkę. 😀

    3. Wspaniale! Polecam to wydanie, czyta się bardzo przyjemnie (i tłumaczenie rzadko zgrzyta, mam też starsze wydanie, i tam się zdarzało różnie; nie porównywałam zupełnie, więc jest to raczej opinia "sądzę, że…", niemniej wyrażam ją ;-)). Jakbyś chciała potem przegadać wrażenia z lektury, zapraszam! 🙂

    4. Wydanie niestety jakieś inne, z tego co się orientuję. 🙂 Ale jak przeczytam, postaram się dać znać, jak wrażenia. 😀

    5. Super, to pozostaje mi życzyć dobrej lektury :-)!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.