Woland na kempingu albo o „Bogatym księciu” N. Rolleczek

Cóż to jest za
powieść! Gdyby wydano ją dzisiaj, na pewno miałaby na ostatniej
stronie okładki rekomendację w rodzaju „polski Mistrz i
Małgorzata
!”. Sama Rolleczek
w trakcie fabuły te Bułhakowowskie skojarzenia nieco wyśmiewa, ale
coś jest na rzeczy (choć, jak wiadomo, dzierżmy wszystkie proporcje).

Zdaje
się, że wydanie Wydawnictwa Literackiego, w dość paskudnej
okładce z dziwnym rodzajem zieleni i męczącym oczy drukiem jest
jednym, jakie można dostać, i to pomimo dość entuzjastycznych
recenzji, jakich w swoim czasie się „Bogaty książę” doczekał.
Rolleczek miała tu porzucić bezpośredni autobiografizm (choć to
jest nie do końca tak: bezpośredni, może i owszem, zwłaszcza, że
powieść ma narratora trzecioosobowego, z rzadka zwracającego się
jednak wprost do czytelnika, ale czerpie nadal garściami ze swoich
doświadczeń), zaeksperymentować z formą, poddać nam historię
rozgrywającą się naraz na kilku planach. No właśnie, bo
o czym to w ogóle
jest
,
zapytacie? Trudno odpowiedzieć tak od razu. Więc odpowiem na to
pytanie, przy okazji pokazując te kilka planów. 
Pierwsza warstwa
powieści to plan teraźniejszy: Janka i Franek Balerkowie, ona
dziennikarka z inklinacjami do stworzenia powieści, on aptekarz
zafascynowany kultami orfickimi, jadą
do Włoch. Janka została tam wysłana zawodowo, żeby się
zainspirować i napisać coś ciekawego – mkną więc swoją skodą
(do dzisiaj nie bardzo rozumiem, czemu ten samochód po polsku nazywa
się „skoda”, skoro jest to jak najbardziej swojsko brzmiąca
„szkoda”) na kemping pod Rzymem. Są
lata siemdziesiąte, spotykają tam więc hipisa. No i tu wchodzi
kolejny plan – niebiańsko-piekielny. Bowiem ów hipis to nikt inny
jak przebrany diabeł, władca subkontynentu Inferna, który zawarł
był pakt z matką najbliższej przyjaciółki Janki, że sprowadzi
kobietę na manowce. Sceny z jego i owej matki udziałem dzieją się
a to w niebie, a to w piekle, a to na ziemi, a
to w przeszłości. No właśnie, tu wchodzi nam trzeci plan: Janka
zafascynowana jest opowieścią biblijną o bogatym młodzieńcu
i chciałaby napisać o nim powieść. Diabeł rzecz jasna był przy
tym, jak ta historia się działa, od czasu do czasu więc odsłania
przed Janką rąbka tajemnicy. I tak podążając wąską rzymską
uliczką kobieta może wpaść nagle do starożytnej winiarni, gdzie
siedzi ów bogaty młodzieniec, Jared.
No
i jest jeszcze, jak zwykle bywa u Rolleczek, plan czwarty, czyli
przeszłość tych naszych bohaterów, już bezpośrednia. W „Bogatym
księciu” autorka pisze o traumie wojny w sposób bardziej
bezpośredni niż to czyniła w „Uroczych wakacjach”
– przyjaciółka Janki, Marta, zginęła w obozie w Auschwitz, jej
brat był członkiem Batalionów Chłopskich, razem z AK walczących
w trakcie największej partyzanckiej bitwy w II wojnie światowej na
terenie Puszczy Solskiej, ukochanym Marty był Leon, prawnik
żydowskiego pochodzenia, ojciec Franka zginął dręczony przez
gestapo. Te wszystkie historie powracają do bohaterów, odbite w
sobie nawzajem – nie ma bowiem tej jednej „właściwej” wersji
historii, nawet tym, którym się wydaje, że ją znają, nagle
objawia się ona inaczej, odsłaniając mielizny ich rozumowania –
i w kolejnych planach, które podsuwa nam autorka. Nie
stroni od przedstawiania powojennych konsekwencji działań
bohaterów: żołnierz staje się katem, dręczony oprawcą, oprawca
potencjalną ofiarą. Ale
przede wszystkim mamy tu analogie pomiędzy tym planem starożytnym,
gdzie bogaty młodzieniec szuka Mistrza, by zapytać go, jak ma żyć,
a planem współczesnym, na którym zagubieni bohaterowie, znajdujący
się w miejscu, w którym nigdy nie chcieli się znaleźć, usiłują
rozwikłać własne, sunące za nimi, zagadki.
Powiem
Wam, że niełatwo jest utrzymać w karbach tyle nici naraz, a
Rolleczek się to udało. Nie tylko, że wszystko jest starannie
zaplanowane, a
akcja zmierza w ustalonym kierunku – czego na przykład o części
powieści dla młodzieży autorstwa Rolleczek nie da się powiedzieć
– ale jeszcze jest to kierunek ciekawy i pozwalający z pozornie
znanych historii wydobywać nowe pokłady znaczeń. Jeśli rozważać
„Bogatego księcia” jako historię-reinterpretację biblijnych
opowieści, sprawdza się on równie dobrze, co „Tajemnica
Królestwa” Miki Waltariego (podobnym co fiński pisarz tropem
podąża autorka zastanawiając się nad wskrzeszeniami), z tym że z
obecnym planem współczesnym. Jeśli czytać go jako komentarz do
skomplikowanej wojennej i powojennej historii Polski, „Bogaty
książę” pokazuje, jak trudne były wybory dokonywane przez
bohaterów, jakie miały podłoża i czemu czasami wybierano tylko
pozornie lepsze rozwiązanie. Jeśli
czytać go jako fantastyczną historię o pisarce, której na
kempingu pod Rzymem objawia się diabeł, można podążyć
skojarzeniami
z „Diaboliady”, w końcu złe siły za pośrednictwem niczego nie
działają tak prężnie, jak używając rozbudowanego aparatu
absurdalnej niekiedy biurokracji. A
jeśli czytać „Bogatego księcia” na tle innych powieści
Rolleczek, to – jeśli podobnie jak mnie brakowało Wam pogłębienia
wątku wojennej przeszłości Juliana z „Kochanej rodzinki…”,
tutaj można znaleźć wariację na ten temat (w końcu historia
Franka to inny wariant historii Juliana, równie tragiczny, ale z
rozbudowanym zapleczem psychologicznym).
Także
powtórzę jeszcze raz: to rozbudowana, dojrzała i przemyślana
powieść. Mogłabym jej tu i ówdzie wytknąć pewne dłużyzny, ale
z drugiej strony widzę, jak one „grają” w całości, więc nie
będę tego robić. Aż się prosi o wznowienie, żeby więcej osób
po tę książkę sięgnęło. A jeśli dojrzycie ją na
bibliotecznym czy antykwarycznym regale – bierzcie w ciemno.

22 thoughts on “Woland na kempingu albo o „Bogatym księciu” N. Rolleczek

  1. Dla mnie była to przede wszystkim historia o tym, jak prosta kobieta pokonała diabła. 🙂 Autorka ujęła mnie wspaniałym, przepysznym językiem (kandydaci na pisarzy powinni się od niej uczyć), a także poczuciem humoru. Jakże zabawnie opisany jest odczyt, na który pojechał Franek! Te "fanki"! A jak dowcipnie przedstawione są rozmowy z rzekomym przedstawicielem Orbisu! 😀

    1. Oczywiście, ten metafizyczny pojedynek Powróz-Pani jest w gruncie rzeczy pewną wariacją na temat tych podań ludowych, gdzie zawsze diabeł musi obejść się smakiem, bo został wystrychnięty na dudka — tu jest poważniej i przeciwnicy się nawzajem cenią, ale finalna wolta z firanką nasuwa mi skojarzenia z takimi legendami :-).

      Co do odczytu: dokładnie! Piękna to scena, a do tego upojenie Franka reakcją fanów i fanek 😉 (bardzo mi się podoba, że koty powróciły w zakończeniu powieści i losów Franka :-)). A rozmowy z Orbisem to jest historia sama w sobie, niby przerysowane, a jakoś miejscami znajome ;-). I Balerek od pisanek :-D!

  2. Bardzo mnie zaciekawiłaś – muszę zagadnąć bibliotekarkę, czy aby nie ma tej książki do wypożyczenia. Zresztą rekomendacja, że to "polski Mistrz i Małgorzata" skusiła mnie w sekundzie.

    1. To jest trochę na wyrost, tak jak pisałam we wstępie, sama Rolleczek się śmieje z tych skojarzeń w trakcie powieści. Ale jeśli lubisz elementy, z których składa się ta powieść, nie powinnaś się zawieść :-). Z chęcią potem pogadam o wrażeniach! 🙂

    2. Niezależnie od intencji samej autorki, czytając Twoją recenzję, skojarzenia z Bułhakowem nasuwają się same. Skuszona, pognałam do biblioteki i usłyszałam: "Nie, proszę pani, takiego tytułu to my nie mamy". Wygląda na to, że muszę obejść się smakiem.

    3. Straszna szkoda, ale popatrz po antykwariatach — ja swój egzemplarz zdobyłam w ten sposób, dosłownie za kilka złotych.

    1. Przypadkowo zrobiłam chyba "Bogatemu księciu" reklamę zgodną z najnowszymi trendami ;-). To dobra książka, chociaż kaliber spraw inny niż w "Mistrzu…". Mam nadzieję, że Ci się spodoba :-)!

  3. Wyłuskałaś chyba więcej wątków z tej powieści niż ja. Mie ona aż tak nie zachwyciła ale konstrukcja naprawdę ciekawa, i wyżej wspomniane rozmowy z Orbisem pyszne!

    1. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba — do tej pory jakoś nie spotkałam się z głosami zachwytu na jej temat. No i początek jest bardzo specyficzny, trzeba się przez niego przedrzeć, a potem jest coraz lepiej. Przy czym ja bardzo lubię, jak kilka planów przenika się ze sobą, jeśli jest to dobrze zrobione, a tutaj jest :-).

  4. Muszę przyznać, że nie nadążam 🙂 Dopiero udało mi się zdobyć "Kochaną rodzinkę" i będę chciała zrobić z niej powtórkę, wypatruję też już "Uroczych wakacji", a teraz jeszcze "Bogaty książę" wchodzi mi w paradę…

    Fascynują mnie takie książki nieoczywiste. Bo kto by pomyślał, że Polacy we Włoszech lat '70, widmo wojny, Holocaustu, niełatwej przeszłości, a tu diabeł i wątki biblijne, a jeszcze potyczki małżeńskie do tego!

    Skojarzenia z "Mistrzem i Małgorzatą" na pierwszy rzut oka wydają się oczywiste, ale mnie bardziej ciekawi, jak ta książka w rzeczywistości radzi sobie z tymi wątkami. Bo z Twojej recenzji wynika, że wcale dobrze, a jednocześnie inaczej niż Bułhakow. Nie mogę się doczekać 🙂

    1. Bo to tak jest, że się w pewnym momencie robi tego sporo, jeśli autor/ka nie odnotowuje spadku formy ;-). To jest faktycznie taka książka, której się nie spodziewałam, zwłaszcza że do tej pory znani mi jej czytelnicy jakoś jej bardzo nie zachwalali. A mnie ujęła ta wielopiętrowość i przeplatanie się rozmaitych planów. Jeśli chodzi o to porównanie z Bułhakowem, to Rolleczek trochę inaczej podchodzi do samej historii biblijnej — raczej trzyma się opłotków, postaci epizodycznych (za wyjątkiem Judasza), Jezus pojawia się raptem na chwilkę. Bardziej to jest historyczne spojrzenie na Nowy Testament, tak bym to może nazwała :-).

  5. Dla mnie jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza) powieść Rolleczek. Uwiódł mnie mocno wątek diaboliczny, a może raczej biblijny, i zapoczątkował mały trend w moim osobistym czytaniu, zaczęłam mianowicie szukać książek o Judaszu.

    1. Na pewno jest najbardziej dojrzała z tego, co do tej pory przeczytałam (chociaż uważam "Urocze wakacje" za naprawdę znakomite). Pomysły na reinterpretacje biblijnych historii też bardzo lubię :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *