Rok Leśmianowski #5 albo o „Dusiołku” B. Leśmiana

Szukając
czegoś, czym Leśmian straszy (nie przywołać go w miesiącu czytania polskich pisarzy grozy byłoby nieładnie, wszak straszyć
umiał!), wpadłam na dawno nie czytanego, a popularnego przecież,
„Dusiołka”.

Szedł po
świecie Bajdała,

Co go
wiosna zagrzała –

Oprócz
siebie – wiódł szkapę, oprócz szkapy – wołu,

Tyleż
tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.


Zachciało
się Bajdale,

Przespać
upał w upale,

Wypatrzył
zezem ściółkę ze mchu popod lasem,

Czy dogodna
dla karku – spróbował obcasem.


Poległ
cielska tobołem

Między
szkapą a wołem,

Skrzywił
gębę na bakier i jęzorem mlasnął

I ziewnął
wniebogłosy i splunął i zasnął.


Nie wiadomo
dziś wcale,

Co się
śniło Bajdale?

Lecz
wiadomo, że szpecąc przystojność przestworza,

Wylazł z
rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.


Pysk miał
z żabia ślimaczy –

(Że też
taki żyć raczy!) –

A zad tyli,
co kwoka, kiedy znosi jajo.

Milcz gębo
nieposłuszna, bo dziewki wyłają!


Ogon miał
ci z rzemyka,

Podogonie
zaś z łyka.

Siadł
Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie –

Póty dusił
i dusił, aż coś warkło w chłopie!


Warkło,
trzasło, spotniało!

Coć się
stało, Bajdało?

Dmucha w
wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy –

Słuchajta,
wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!


Sterał we
śnie Bajdała

Pół duszy
i pół ciała,

Lecz po
prawdzie niedługo ze zmorą marudził –

Wyparskał
ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.


Rzekł
Bajdała do szkapy:

Czemu
zwieszasz swe chrapy?

Trzebać
było kopytem Dusiołka przetrącić,

Zanim
zdążył mój spokój w całym polu zmącić!


Rzekł
Bajdała do wołu:

Czemuś
skąpił mozołu?

Trzebać
było rogami Dusiołka postronić,

Gdy chciał
na mnie swej duszy paskudę wyłonić!


Rzekł
Bajdała do Boga:

O, rety –
olaboga!

Nie dość
ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,

Jeszcześ
musiał takiego zmajstrować Dusiołka?

Dusiołek,
czyli zmora siadająca na piersi śpiącego i, no cóż, dusząca go
tak, że delikwent zamiast smacznie spać zmaga się z niemożnością
oddychania, w wierszu jest właściwie takim bohaterem drugiego
planu. Ot, wyłazi z rowu w połowie wiersza i dość szybko stapia
się właściwie czy rozwiewa z Bajdałą czy na Bajdale, trudno
powiedzieć. Sam Bajdała byłby bohaterem pierwszoplanowym –
włóczykij, z tobołkami, przemierzający świat z wołu i ze
szkapiną, dzielącymi z nim jego nie za wesoły los. Kiedy Bajdała
postanawia się zdrzemnąć, pojawia się dusiołek, który robi to,
do czego powołała go natura.

No
właśnie, istnienie takich zmór, które w nocy siadają na piersi
śpiącego, tłumaczono niewydolnością oddechową, bezdechem
nocnym, chrapaniem czy szybszym wybudzaniem się umysłu niż ciała,
kiedy to umysł płatał figle zaspanemu ciągle jeszcze organizmowi.
Tymczasem Leśmian nas z jakiejś chałupy i z pewnej nocy przenosi w
otoczenie inne – w przyrodę, w południe, w najgorszy upał.
Dusiołek łączy w sobie coś ze zmory i coś z południcy
zjawiającej się właśnie o takiej porze i równie groźnej. Przy
czym groźny czy nie opisany jest jako stwór raczej zabawny, trochę
nieporadny, widać jak się gramoli, żeby na Bajdale przysiąść i
zabrać się do dzieła. A jednak, jakby tak o tym pomyśleć, to
jest to dość straszne, bo dusiołek wypełza w mało oczekiwanym
momencie, w chwili, kiedy Bajdale zdaje się, że jest zupełnie
bezpieczny i w stwarzającym takież wrażenie miejscu.

W
dodatku wydaje się, że tylko Bajdała widzi dusiołka – więc czy
on aby naprawdę istnieje, czy tylko się mu przyśnił? Ta
niepewność, co jest prawdą a co snem zdarza się przecież we
wszechświatach Leśmiana nader często. Nie przeszkodzi mu to
pogrozić zwierzętom, a w ostateczności także Bogu. I ten zwrot do
sił wyższych jest tu arcyciekawy, bo bohater wyrzuca Bogu, że
„potworzył” nie tylko jego i zwierzęta, ale i dusiołka.
Oczywiście słowo „potworzył” może tutaj być użyte tylko w
znaczeniu „stworzył”, ale wziąwszy pod uwagę, że – było
nie było – dusiołek jest potworem, w przedziwny sposób spycha
wszystkie te postaci do jednego uniwersum, gdzie na tych samych
prawach istnieją ludzie, zwierzęta i, no cóż, potwory właśnie.
Ciekawe, prawda?

11 thoughts on “Rok Leśmianowski #5 albo o „Dusiołku” B. Leśmiana

  1. No i jak tu nie lubić Leśmiana… Ten wiersz dodatkowo bardzo miło mi się kojarzy – pierwszy raz starannie interpretowałam go na dodatkowych zajęciach przed rozszerzoną maturą z polskiego. Zbieraliśmy się w malutkim gronie, raptem pięć osób i przerabialiśmy wiersze niedostępne ,,zwykłym" uczniom liceum, w tym własnie dużo Leśmiana. To było całkiem coś innego niż zwykłe lekcje, to był wreszcie taki język polski, jakiego zawsze chciałam się uczyć. Dlatego Leśmian zawsze kojarzy mi sie pozytywnie 🙂

    1. Muszę przyznać, że jestem niemal pewna, że i ja czytałam "Dusiołka" w szkole, chociaż nie pamiętam zupełnie, na którym etapie edukacji :-). W każdym razie bardzo miło było rozbierać te wiersze na części, bo ani nic nie traciły, ani nie miało się poczucia, że się je zupełnie rozbroiło. Zawsze u Leśmiana coś czai się w mroku!

  2. Nie cierpię tego wiersza. I w zasadzie za Leśmianem też nie przepadam, chyba jako jedynym ze "szkolnych" poetów. Są wiersze-wyjątki jak, na przykład, "W malinowym chruśniaku" z jego cudownie duszną atmosferą, ale generalnie strasznie mnie drażni jego styl. A gdy słyszę "Dusiołek", to staje mi przed oczami lekcja przygotowawcza do konkursu kuratoryjnego z polskiego w gimnazjum, gdy, już wcześniej nie lubiąc tego utworu, musiałam dokonać jego pełnej analizy i spędziłam nad nią całą koszmarną godzinę ;D Ot, moje przeboje z Leśmianem.

    1. To ciekawe, że "Leśmian-w-szkole" może budzić takie zupełnie odrębne uczucia. Ale pytanie: czy samego wiersza nie cierpisz, czy tego, co się z nim skojarzyło przez szkolną przeprawę ;-)? Bo czasami warto dać takiemu utworowi drugą szansę, w innym kontekście :-).

    2. mnie się Leśmian dobrze kojarzy szkolnie, bo za mozolne wyszukiwanie sensów naddanych w "Panu Błyszczyńskim" zainkasowałem ongiś szóstkę. ale o co chodziło? dalipan, nie pamiętam. 🙂
      pozdrawiam.

    3. @Er, zawsze można sięgnąć raz jeszcze, choćby z ciekawości ;-). Czasami taki powrót po latach przynosi zupełnie nieoczekiwane wspomnienia, a czasem się okazuje, że odczytujemy dany utwór tak, jakby był zupełnie o czym innym :-).

      @Marre S, będę drążyć, bo jestem ciekawa :-). Jak rozumiem, chodzi o ten sposób budowania frazy? Czy o ten Leśmianowski język? Czy może jeszcze o coś innego?

  3. Dawno nie czytałam "Dusiołka", a przecież to jeden z tych utworów, które z prędkością błyskawicy pojawiają się w moim umyśle na dźwięk nazwiska autora 🙂 Pamiętam, że był czas, kiedy rozweselałam się tym zabawnym, nieco groteskowym, lecz rytmicznym i kołyszącym tekstem, ale nadeszła ta ponura chwila, kiedy zaczęłam rozumieć nieoczekiwany moment, którego bezpieczeństwo rozbija nadejście kreatury. No własnie – bawiła mnie niezdarność potwora, wyrzuty Bajdały skierowane do zwierząt, nawet zabawne w swej arogancji pytania ciśnięte samemu Stwórcy… A dopiero później pojęłam, jak złowieszczy może byc to obraz – idylla roztrzaskiwana wtargnięciem zmory, wprawdzie przepłoszonej ostatecznie przez bohatera, lecz stanowiącej rysę na sielankowym obrazku.

    Tak, to niezmiernie ciekawe, jak Leśmian domyka swój utwór, sięgnięciem po słowo mieniące się możliwymi interpretacjami 🙂

    1. Ano właśnie, nie też "Dusiołek" (obok "W malinowym chruśniaku") jako pierwszy przychodzi na myśl, kiedy myślę o Leśmianie. Fajnie było do tego wiersza wrócić, żeby zobaczyć, co mi się w nim "czyta" teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *