W złą godzinę albo o „Wiązance” K. J. Erbena

Postanowiłam się z
Wami dzisiaj podzielić wrażeniami z mojego zdecydowanie ulubionego
zbioru ballad, jak najbardziej folkhorrorowych, czyli ze zbioru
„Kytice” (co oznacza właśnie „bukiet”, „wiązankę”
albo po prostu „kwiaty”) czeskiego XIX-wiecznego pisarza Karla
Jaromíra Erbena. Będą
tańczące upiory, wyrzuty sumienia w postaci gołębi oraz siekiera
użyta na kilka sposobów.

W
skład „Kytic” wchodzi trzynaście ballad – które niestety nie
miały szczęścia do polskiego tłumaczenia, co opłakuję
codziennie rano przy wschodzie słońca, zawodząc rzewnym głosem
„gdzieżeś jest, wyczekiwany tłumaczu Erbena?” – które są
mniej lub bardziej nastawione na to, by czytelnika postraszyć, a
równocześnie przemycić jakiś morał. Zwykle morał jest taki, że
należy się słuchać praw boskich, szanować zdanie starszych, o
ile akurat nie namawiają nas
do porzucenia dziecka w jaskini i
porąbania siostry siekierą, i nie ulegać wielkim namiętnościom,
bo skończy się to zapewne zatrzaśnięciem w kostnicy przez upiora.

Niezła
wiązanka

Ten
klasyczny korpus ballad składa się więc z takich utworów jak:
„Kytice” („Kwiaty” – o matce, która umierając nie chce
zostawić dzieci, więc wraca do nich po śmierci jako kwiat),
„Poklad” („Skarb” – o matce, która w Wielki Piątek
odkrywa jaskinię ze skarbami, ale wynosząc je, zostawia w tejże
jaskini dziecko), „Svatební košile” („Koszule ślubne”
– o dziewczynie, która prosi Matkę Boską, by powrócił jej
narzeczony, i wraca, tyle że zza grobu i nie, nie jest to szczęśliwa
historia zombie-miłości), „Polednice” („Południca” – o
matce, która w złości życzy sobie, by jej dziecko zabrała
południca, skoro jest niegrzeczne), „Zlatý kolovrat” („Złoty
kołowrotek” – o księciu, który w lesie spotyka piękne
dziewczę, ale kiedy chce je pojąć za żonę pada ofiarą
podstępnej macochy), „Štědrý den” („Wigilia” – o
wróżących sobie w Wigilię dziewczętach), „Holoubek”
(„Gołąbek” – o kobiecie, która nie może znieść tego, że
na grobie jej męża wciąż siedzi gołąb i wywołuje w niej
wyrzuty nie całkiem czystego sumienia), „Záhořovo lože”
(„Madejowe łoże” – tu chyba nie muszę przywoływać fabuły),
„Vodník” („Wodnik” – o dziewczynie, która zostaje żoną
wodnika), „Vrba” („Wierzba” – o kobiecie, którą mąż
podejrzewa o niecności), „Lilie” („Lilia” – o dziewczynie
zaklętej w lilię), „Dceřina kletba” („Klątwa córki” –
o córce, która stojąc na szubienicy, obwinia matkę o swoje
nieszczęścia) oraz „Věštkyně” („Wieszczka” – ballada
historyczna, stylizowana na fragmenty eposu).

Jak więc widzicie,
jest dość różnorodnie i jest z czego wybierać. Skupiłabym się
dzisiaj na tych balladach, które, po pierwsze, najbardziej lubię, a
po drugie, najlepiej realizują motywy folk horrorowe. Przede
wszystkim więc „Ślubne koszule”. Wyobraźcie sobie, jest noc,
cisza. Dziewczyna, która jest już sama samiutka na świecie –
niebezpiecznym i generalnie mało przyjaznym, wszak mamy I połowę
XIX wieku – zanosi modły, by chociaż jej narzeczony, którego
bardzo kochała, wrócił z wojny. I wtedy – wybija północ, gasną
światła, obraz Matki Boskiej przechyla się złowróżbnie na
ścianie (czujecie klimat) – ktoś puka w okno. Kto? No jasne,
narzeczony! Ale jest jakiś dziwny, nie chce wejść do domu, chce od
razu wziąć dziewczynę ze sobą i pokazać jej swój własny dom.
Ona zadowolona, że wrócił, nie domyśla się, że coś jest nie
tak. Dopiero w trakcie drogi, kiedy narzeczony wymijająco odpowiada
na jej pytania i każe wyrzucać dobytek (zwłaszcza książeczkę do
nabożeństwa i różaniec), zaczyna się orientować, że coś jest
nie tak. A ostatecznie dociera to do niej, kiedy dobiega końca ich
wędrówka i narzeczony namawia ją, by zeszła z nim do grobu, gdzie
mieszka. To jest prosta, rymowana ballada z szybkim rytmem, ale
uwierzcie, ciarki na plecach mogą od niej przejść.

Raz na ludowo

Z motywów z wierzeń
ludowych korzysta Erben pełnymi garściami przy „Południcy” i
„Wodniku”. W obu przywołuje postaci upiorno-baśniowe. Południca
jest dużo mniej sympatyczna od wodnika (choć zależy jak spojrzeć),
ale też i mniej jednoznaczna. Obie ballady kończą się śmiercią
dziecka: w pierwszym przypadku nie mamy jasności, czy to sama matka,
czy właśnie południca-zły duch to sprawiły. Erben tak snuje
tutaj historię, że może ona się obyć bez naddatku
nadnaturalnego, ale wcale nie musi. Natomiast w drugim przypadku
wodnik sam morduje własne dziecko, kiedy matka jego żony nie chce
jej wypuścić z powrotem do jeziora, gdzie mieszkają. Dla mnie to
historia o przemocy – bo wszyscy są przeciwko młodej matce,
najpierw zwabionej do jeziora, później do domu, a później
pozbawionej jakiejkolwiek możliwości decyzji w sprawie swojego
dziecka. I kto wie, czy to nie jest najbardziej przerażająca
ballada w całym zbiorze. Do tej grupy można by też zaliczyć
„Lilię” i „Wierzbę”, które realizują podobny motyw:
dziewczyny zaklętej w roślinę, która pada ofiarą ze strony
zazdrosnych bliskich (teściowej lub męża). W ogóle stanie się
ofiarą w świecie Erbena, jak widzicie z powyższych opisów, jest
stosunkowo proste. Cały zły świat tylko czyha, głównie na
dziewczęta i kobiety, żeby dać im w kość. Czy dzieje się to za
pomocą praw zwyczajowych, złej rodziny (w „Złotym kołowrotku”
macocha i przyrodnia siostra ćwiartują niedoszłą książęcą
narzeczoną, po czym wyprzedają kawałki jej ciała w zamian za
magiczne artefakty), czy wreszcie pozbawienia własnego głosu. Bo
czym innym jest to ciągnięcie narzeczonej przez upiora w „Ślubnych
koszulach” albo zamknięcie dziewczyny przed mężem w domu w
„Wodniku”?
To, co bardzo w tych
balladach lubię, to fakt, że wierzenia ludowe są w nich tak
zręcznie wykorzystane, że stanowią integralną część świata
przedstawionego. Niezależną od wiary bohaterów, po prostu tam są
(wyjątkiem może być „Południca”, bo da się ją odczytywać
dwojako). Taki świat, w którym to, co codzienne zmaga się z tym,
co nadnaturalne i trzeba się liczyć z jego istnieniem jest jeszcze
bardziej groźny i poplątany – i zdecydowanie może do dzisiaj
przerażać. Zwłaszcza, że (przypominam motyw z „Kołowrotka…”)
Erben sięga po całą gamę straszaków i właściwie się nie cofa.
Jeśli lubicie te bardziej makabryczne baśnie braci Grimm, u Erbena
zdecydowanie znaleźlibyście coś dla siebie. 

Comments

    1. Post
      Author
      admin

      Ale cudownie, dziękuję :-)! Muszę kiedyś coś więcej napisać o XIX-wiecznych polskich przekładach dzieł czeskich, bo to sama radość, tłumacze jednak, zwłaszcza w I połowie wieku, stawiali na zupełną bliskość, stąd na przykład ciągle ta "żona" w przekładzie "Pokladu" (choć jako żywo nie mamy do czynienia z żoną ;-); chyba że i w polszczyźnie używało się wówczas słowa "żona" na oznaczenie "kobiety"…?). Koniecznie sprawdzę, co przełożył jeszcze Jaworski.

      Cieszę się :-)! Baśnie Erbena bardzo lubię — może postaram się o nich napisać w takim razie za jakiś czas, bo dawno o baśniach nie pisałam w ogóle :-).

  1. Qbuś pożera książki

    Tekst o nietłumaczonych (w większości) na polski XIX-wiecznych balladach z Czech, a pod spodem link do tłumaczenia 1853 roku ze zbiorów cyfrowych monachijskiej Bawarskiej Biblioteki Państwowej?? Za takie właśnie wpisy tak lubię "swój" wycinek blogosfery. Aż sobie nawet przeczytałem podlinkowane wyżej tłumaczenie i nie dość, że okołowielkanocne to dzieło, to jeszcze czyta się dobrze.

    1. Post
      Author
      admin

      Wszystko się idealnie zgrało ;-). A ja się w ogóle długo zastanawiałam, czy o nietłumaczonych książkach pisać czy nie pisać — chyba jednak będę pisała częściej, choćby dla takich odkryć ;-).

  2. Karpacka Biel

    "Niezłe kwiatki" – chciałoby się napisać, ponieważ kiedy zaczęłam już ubolewać nad ograniczeniami językowymi, mój zbolały wzrok natrafił na odnośnik do polskich tłumaczeń Erbena 🙂 Dzięki temu będę mogła pogrążyć sie w bodaj skromnej, ale jednak, części jego dorobku. Jestem niebywale zaintrygowana twórczością zaprezentowanego autora i zachęcona obietnicą splotu strachu, zagadki, obyczajowej matni (tu właśnie sytuacja nieszczęsnych kobiet), a całej grozy skąpanej w migocie folklorystycznych i wciąż skutecznie straszących motywów. Jescze jednak przed zbadaniem, co skrywa przesłany odnośnik, mogę śmiało stwierdzić, że Erben należy do tych śpiewaków, których ballady w rytmiczności zaklinają dreszcz.

    Dziękuję stokrotnie za wskazanie kolejnego znakomitego twórcy 🙂

    1. Post
      Author
  3. MK

    Kazimierz Andrzej Jaworski przetłumaczył trzy ballady Erbena – "Wiązankę", "Wodnika" i "Przekleństwo córki" (we wspomnianej książce – s. 7-17).

    1. Post
      Author
      admin

      Wiem też, że istnieje tłumaczenie "Południcy" (w jednym z odcinków Przestrzeni Grozy wspominała o tym Luka Rhei), więc daje to już całkiem niezły wynik. Ciekawe, że nikt się nie pokusił o tłumaczenie bardzo popularnych "Ślubnych koszul".

  4. Maja

    Śpieszę donieść, że całość Kytic (prócz Wieszczki) właśnie doczekała się polskiego przekładu za sprawą mojej skromnej osoby. Mam nadzieję, że książka ujrzy światło dzienne w księgarniach – to okaże się już za kilka miesięcy. Pozdrawiam!

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.