Pod nogą stołu i w samą głąb duszy albo książka jako element wystroju

Nie wiem, jak jest w
Waszym przypadku, ale zwykle kiedy przychodzę do domu kogoś po raz
pierwszy, jeśli tylko okazja pozwala, przeglądam, jakie ma książki.
Potem albo rozważam, czy już wypada zapytać, czy pożyczy,
zagaduję, jak się podobało, przeglądam te, których nie znam.
Znajomi żartują, że doskonale wiedzą, jakie jest moje ulubione
miejsce w ich domach. No właśnie, ale przecież tak zwanemu
Prawdziwemu Czytelnikowi jest obojętne, gdzie te książki stoją i
jak wyglądają, bo przecież chodzi o samo ich Czytanie. No nie…?

Uduchowiony czytelnik i ta przyziemna materia

Wybaczcie takie
trywialne pierwsze zdanie, no ale jednak lubimy mieć książki wokół
siebie. Nawet jeśli e-książki i pełen ich czytnik, to książki.
Powód jest chyba dość prosty: oznacza, że jest i będzie co
czytać. Ale czy traktowanie książek również jako pewnej
dekoracji pomieszczenia jest dla nich lub dla nas w pewien sposób
degradujące? Wydaje mi się, że niekiedy tego rodzaju pogląd można
tu i ówdzie usłyszeć. Z czego wynika?

Myślę, że może
mieć różne korzenie i płynąć z różnych źródeł. Takim
podstawowym nastawieniem kulturowym, z którym możemy mieć tu do
czynienia, jest (a) sakralizacja książki („książka to nie jest
coś zwyczajnego, to magiczny artefakt pozwalający zwiedzać krainy
wyobraźni i wymaga odpowiedniego podejścia”, wsparte
wczesnoszkolną nauką, by książki okładać, nie mazać po nich i
nie używać jako podstawki pod chyboczącą się nogę stołu), (b)
przekonanie o odmienności książki jako medium przekazującego
pewne treści (stąd zresztą, jak sądzę, bierze się często myśl
o czytaniu jako czynności w jakiś sposób, ten czy inny,
wyjątkowej), (c) opinia o przewadze tego, co w kulturze „duchowe”
nad tym, co „materialne”. Na pewno wiecie, o co chodzi: o opinię
mówiącą o tym, że kultura nas uduchawia, że osobnik kulturalny
jest uduchowiony i tym podobne – widać to w sposobie mówienia o
czytaniu i o kulturze w ogóle. A jednak, co by nie mówić,
zwłaszcza w przypadku czytania, bez materialnego nośnika trudno by
się nam było uduchawiać. 
 
 
 

A zatem nie jest do
końca tak, że Prawdziwy Czytelnik jedynie Czyta książki. On je
też Ma. W mniejszej lub większej liczbie, papierowo i
elektronicznie, swoje i wypożyczone, zakupione i dostane, ale jednak
jakoś je przechowywać musi. Książki wyglądają w określony
sposób i zazwyczaj gdzieś stoją, leżą lub zalegają. Wiąże się
więc nam ta „przyziemna” czynność posiadania książek z tą
„uduchowioną” czynnością ich czytania. Oczywiście upraszczam
i trochę ironizuję. Czy ustawianie książek zgodnie z ich kolorem
albo trzymanie ich w piramidach pozwalających tylko na dotarcie od
drzwi do kanapy to dwie różne strony tego samego zjawiska? I tak, i
nie.

Byleby dotrzeć
do kanapy

Bo z jednej strony
istnieje niebezpieczeństwo przeniesienia tego fetyszu „sakralizacji”
i „uduchowienia” na stronę materialną (wiecie, coś w rodzaju
regału jako ołtarza), z drugiej zaś obrażenia się, jeśli
usłyszymy, że moglibyśmy te hałdy książek jakoś uprzątnąć.
Nie podzielam zdania, że książka – materialna, fizyczna książka
– jest bytem ponad innymi bytami. Z drugiej jednak strony to, że
lubię i szanuję książki (nie odzieram ich zatem z okładek, ale
jak popęka takiemu egzemplarzowi grzbiet i strony zaczynają wypadać
nie drę szat), oznacza też, że chcę, żeby dobrze wyglądały.

To zresztą, co
ciekawe, może być bardzo użyteczne w czytaniu, dla czytania. Tak,
tak, to, jak ułożymy sobie książki ma czasami nieoczekiwane
efekty. Kiedy ma się bardzo dużo
książek pewna zmiana w przestrzeni pozwala je odświeżyć –
wiem, że nie wszyscy lubią
układać drugie rzędy, ale czasami po prostu nie da się inaczej
(mam teorię, że drugi rząd powstaje u nas na regałach jakoś
samoczynnie – nikt go tam nie robi, a jednak jest i przyrasta) i
taka reorganizacja książek pozwala odkryć te, o których
zapomnieliśmy. Inna sprawa to czy, po takim odkryciu, nie warto tych
półek zreorganizować gruntownie, bo takie odkrycie może
spowodować zdanie sobie sprawy z niewielkiego zapotrzebowania na te
poukrywane książki. A na pewno miejscowa biblioteka, szpital albo
świetlica z chęcią dobre książki od nas przyjmie.
Niespodziewane korzyści i gościnnie Ignacy Borejko 

Zmiana
miejsca wśród książek może też pokazać
pewne – czasami zaskakujące
– korespondencje
między tytułami (jedną z
moich ulubionych, od lat, aktywności w pomieszczeniach z dużą
ilością książek jest sprawdzanie, co koło czego stoi, jaki autor
jakiemu zagląda w okładkę – naprawdę można odkryć ciekawe
przypadki). Nie wiem też, czy macie podobnie, ale samo
patrzenie na książki
to jednak już wejście
z nimi w dialog: pobudza wyobraźnię, może
motywować do snucia planów, cieszenia się na to, co będziemy
czytać później. Może
też przytłaczać, ale w takim wypadku serio można się zastanowić,
czy by się częścią książek z kimś nie podzielić.
 
 
 

Na ile popularne
jest samo zjawisko używania książek wyłącznie do dekoracji?
Wiecie, znam dwa takie przypadki, w których szło o książkę jako
obiekt – nazwijmy to tak z braku lepszego sformułowania –
designu. Jeden to Ignacy Borejko w
pizzerii. Drugi to pojawiająca się tu i tam historia o bogaczu (lub
nowobogaczu), który ustawił sobie książki, byleby ładnie
oprawione, jedynie w celu podniesienia prestiżu, i nigdy z nich nie
korzystał. Była też sprawa tapety w książki, imitującej regały,
o ile mnie pamięć nie myli. Czy to cokolwiek oznacza? Nie, może po
prostu żyję w pewnym bąbelku informacyjno-towarzyskim, gdzie te
książki są (choć nie były
zawsze, bo nie zawsze można sobie na nie było pozwolić czy było
gdzie je trzymać) – i siłą
rzeczy jakoś wpływają na to, jak wygląda przestrzeń – i są to
książki czytane bądź do czytania zaplanowane. Ale ciekawa jestem,
jak to wygląda z Waszego doświadczenia. Co o tym myślicie?
 
 

8 Replies to “Pod nogą stołu i w samą głąb duszy albo książka jako element wystroju”

  1. Mam czasami wrażenie, że ludzie używają książek tylko do dekoracji. Zwłaszcza kiedy widzę u kogoś cały regał takich samych, pseudo – skórzanych opraw zawierających największe klasyki: Pan Tadeusz, Lalka, Faraon… Zazwyczaj po wyciągnięciu takiej książki okazuje się, że albo jest jeszcze w folii, albo zbyt biała i idealna, by mogła być kiedykolwiek przeczytana.
    Z drugiej strony, w moim domu rodzinnym książki też pełniły w jakiś sposób funkcję dekoracyjną. Bo to naprawdę fajnie wygląda, cały pokój w jasnych regałach zapełnionych różnokolorowymi okładkami. Dzięki temu nie musieliśmy kupować żadnych bibelotów i zapełniaczy, raczej dokupować regały pod wciąż rosnący księgozbiór. Ale ich najważniejsza funkcją zawsze było czytanie, dlatego układaliśmy książki według tematyki, a nie wielkości czy koloru. Już jako dziecko uwielbiałam patrzeć na te książki i wciąż uwielbiam, są dla mnie takim symbolem nieskończoności – jest jeszcze tyle rzeczy do przeczytania! U mnie sakralizacja książek występuje, ale jako całkiem inne zjawisko. Mam do nich szacunek, są dla mnie szczególnie ważne, ale muszą sobie zapracować na tą cześć. Albo wiekiem (no po prostu kocham stare książki, najchętniej macałabym je tylko w rękawiczkach) albo treścią ( byle jaką powieścią mogę sobie podpierać biurko, ale ,,Biblia" czy poezja mają specjalne, honorowe miejsca). Za to pisze ołówkiem po wszystkich swoich książkach, ponieważ uważam, że własne komentarze do książek są tak samo ważne jak ich treść. Tak samo zawsze pisze dedykację w książce, a nie na osobnej kartce i znalezione w antykwariacie książki z dedykacją cenie o wiele bardziej niż czyste. Każdy ślad użytkowania, każdy rysunek, każda notatka to przecież ślad czyjegoś żywego zainteresowania, czyiś problemów, spojrzenia na świat. To znak, że ktoś kiedyś tą książkę kochał, skoro dał ją przyjacielowi, ktoś czytał ze skupieniem, skoro podkreślił tą linijkę, wreszcie ktoś myślał o losie innych studentów polonistyki, dodając na marginesie potrzebne notatki 🙂

    1. Myślę, że to może mieć też drugi powód (zbieram się do wpisu o tym, więc od razu wpadło mi to na myśl): po prostu jest pewien zbiór książek, które mamy w domach prawie wszyscy. Bo akurat takie odziedziczyliśmy po rodzicach, którzy kupowali to, co akurat było w księgarni, bo dostaliśmy na zakończenie szkoły, bo akurat był to bardzo popularny prezent w danym czasie. A to nie musiało się zbiec akurat z naszą ich lekturą. Sama mam na półce kilku nietkniętych klasyków, których czytałam z innych źródeł niż te, które trafiły na mój regał ;-).

      Wiem, o czym mówisz! Chociaż mi zawsze jest trochę szkoda każdej książki, bo myślę sobie, że kiedyś musiała być ważna (sama w sobie, może dla kogoś, może spełniała jakąś funkcję, dzisiaj już utraconą: jak te wszystkie komplety encyklopedii, używane dzisiaj do suszenia w nich kwiatów, bo sprawdza się różne rzeczy zwykle w sieci).

      O, ale są też notatki-zmyłki! Ustawiają lekturę, a potem myślimy sobie, że jednak ten czytelnik przed nami to chyba coś przekombinował ;-).

  2. Oczywiście, że jest sporo przypadków wykorzystywania książek, dla kreowania "image'u". To nie tylko chodzi 0 ustawianie książek w starych eleganckich okładkach, to wywiady przeprowadzane koniecznie na tle książek, czy nawet podryw na "studenta czytającego". Ale to skrajne przypadki, albo mam nadzieję, że takie są. Oczywiście, że książki u mnie stoją na regałach, w każdym kątku. Te ukochane trzymam w sypialni, w szafce, do której nikt nie ma dostępu. Prawdziwi miłośnicy książek trzymają najcenniejsze książki w swoich prywatnych gabinetach-bibliotekach. Pewnie coś w tym jest, pewnie w jakimś stopniu w tym uwielbieniu do widoku wypełnionych półek – jest coś z "sakralizacji", ale w większym stopniu jednak "praktyczność". W końcu – chcemy czytać, otaczać się, móc w każdej chwili powrócić – do ukochanych historii. A jeśli mamy te zbiory, które stale się powiększają, to musimy je gdzieś trzymać. Przecież nie będziemy ich znosić w kartonach do piwnicy… Wyobrażasz sobie?
    Dla mnie książki na regałach spełniają jeszcze jedną funkcję. W zasadzie nigdy się do tego jeszcze nie przyznałam. To nie tyle dekoracja, co… zaproszenie. Jestem skrytą osobą, a książki na półce – traktuję trochę jak wystawienie swoich emocji, tajemnic, światów, przeżyć – na widok publiczny. Inną sprawą jest to, że otoczenie woli to traktować jako wystrój wnętrza. Niech i tak będzie;)

    1. Myślę, że te wywiady na tle książek to pewna forma, która wynika też z tego, że to po prostu dobrze wygląda — i jest szansa, że w kadr nie załapie się coś, czego nie chcielibyśmy widzieć, na przykład schnące pranie ;-).

      Wyobrażam sobie, bo nieraz przekopywałam się przez różne piwniczne zbiory: czasami pewnie trafiają do piwnic z braku miejsca albo znosi się tam te mniej ukochane historie, które jakoś przestały pasować w życiu — umiem sobie wyobrazić takie powody; inna sprawa, że nie chciałabym, żeby moje zbiory tam musiały trafić.

      Ooo, ładne :-). Podoba mi się ta myśl, bo faktycznie nasze księgozbiory mogą o nas dużo powiedzieć :-).

  3. Myślę, że książka nie stała się jeszcze na tyle popularnym elementem dekoracji, by ludzie włączali ją do swojej przestrzeni tylko w tym celu (choć i tak się zdarza). Książka nie jest modna, niestety; i oczywiście nie mówię tu o wydaniach albumowych, fotograficznych, czy kulinarnych, które można znaleźć w domach ludzi, którzy "nie czytają". Zresztą, wiele książek można znaleźć w domach ludzi, którzy nie czytają 😉

    Jakoś tak się zdarza, że ja swoje książkowe regały co jakiś czas trochę modyfikuję (i wpadam na tytuły, o których istnieniu kompletnie zapomniałam) 🙂

    1. Ale myślisz o coffee table books? Mnie się to podoba, inna sprawa, że nie mam takiego stolika, żeby móc je tam położyć bez strachu, że zaraz je zaleję herbatą ;-).

      No właśnie, sama przyjemność, prawda? 🙂

  4. To ja tak nieco przewrotnie – jeśli używa się książki jako dekoracji, to albo ma się choć nieco wartościowych znajomych, którzy to książki docenią, albo też obraca się w jakimś przedziwnym kręgu pozorów i kreowania siebie. U mnie na razie salon oczekuje na przeremontowanie na modłę książkową, gdyż poprzedni właściciele miejsca na książki w nim nie przewidzieli.

    1. Fajna jest to myśl, o prowadzeniu takiej obopólnej gry ze znajomymi w regałach w swoich mieszkaniach ;-). Nie myślałam tak o tym, a to ciekawa interpretacja! A nie masz też tak, że książki same sobie znajdują miejsca w takich przestrzeniach i potem czasem trudno jest je "odksiąższczyć", bo stale w nie wracają?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.