6 czeskich klasycznych książek, które można przeczytać albo przekłady są, przekłady

Z czeską klasyką u
nas jest sprawa dość zabawna (a może dość tragiczna – zależy,
z jakiego kąta na sprawę popatrujemy). Otóż język sąsiedzki,
niemalże za miedzą, a tu takich kamieni milowych czeskiej
literatury przełożonych mamy zaskakująco mało.


Zawsze się
zastanawiam: z czego to wynika? Z tego, że w wieku XIX jeszcze nasze
języki były na tyle blisko, że nie czuło się wielkiej potrzeby,
żeby Czechów tłumaczyć? Z drugiej strony: czeskie przekłady
polskich klasyków (z epoki!) są. To może uważano, że taki język,
co to dopiero się „odradza” i w sumie walczy, żeby w tej swojej
literaturze pokazać, że się nadaje do wszystkiego i jest
wszechstronny, nie bardzo zasługuje aż na takie zaambarasowanie? A
może po prostu uważano, że to literatura mała i mniej „życiowa”
w odniesieniu do problemów czytelników wówczas czytających po
polsku? Jakkolwiek by nie było – tłumaczeń jest mało, ale na
szczęście jakaś ich garść jest. Także dzisiaj o tej garści. Bo
wiecie: z literaturami obcymi jest tak, że łatwiej jest sięgnąć
czasem po coś nowszego, a w klasyce drzemią tam czasami rzeczy
ciekawe albo przynajmniej zabawne.

Wybrałam sześć
dość reprezentatywnych dla XIX wieku w czeskiej literaturze dzieł,
które są dostępne u nas w przekładzie. O większości już tutaj
w wspominałam, ale zebrałam je w jednym miejscu, gdyby ktoś akurat
szukał inspiracji, co by tu sobie z literatury naszych sąsiadów
dorzucić do listy czytelniczej.
Babunia”
Bożeny Niemcowej:
taki
biedermeier wcielony. Historia o pewnej babuni (widzę to zaskoczenie
na Waszych twarzach), która przybywa do córki, by zająć się jej
dziatwą. Dolinka, w której mieszkają, jest przytulna, nieopodal
mieszka pewna księżna, która równie rada, co dzieciaki, słucha
opowieści babuni o skromnym żywocie, jaki przypadł jej (babuni,
nie księżnej) w udziale. Mamy element grozy, czyli historię
Wiktorki, dziewczyny oszalałej na skutek tragicznej historii
miłosnej – ale poza tym to taka spokojna opowieść o tym, żeby
dbać o ubrania, być sympatycznym, przy spotkaniu z cesarzem
zachowywać się normalnie i nie krzywdzić zwierząt. Oraz o tym, że
w kuferku babuni zawsze znajdzie się coś ciekawego. Dla Niemcowej
to była trochę taka wyprawa w jej własną przeszłość – i jak
Wam się kiedyś zatęskni za Waszymi babciami, zajrzyjcie. Przyjemny
kawałek tekstu.
 A popatrzymy sobie dzisiaj na starą Pragę, bo jakże by nie. Pocztówki, świetnie opisane
i skatalogowane, przedstawiające właśnie Václavské náměstí, znajdziecie tutaj.
Maj” Karla
Hynka Machy:
mówi się, że
czeska literatura nie miała romantyzmu. To dość daleko idące
uproszczenie, ale to jedna z tych „prawd”, które
nie do końca są prawdziwe. Porzucając jednak te dywagacje (w końcu
miałam polecać ciekawych klasyków do przeczytania), zajrzyjcie
sobie w wolnej chwili do „Maja”. Mówiąc krótko, tak wygląda
inspirowanie się Byronem w Czechach – poemat (bo to poemat
właśnie, ale niech Was to nie zraża, jeśli właśnie zamierzacie
przeskoczyć do następnego akapitu, zaczekajcie jeszcze chwilę),
który do dzisiaj jest symbolem wielkiej miłości (a pod pomnik
Machy chodzi się w celach raczej romantycznych) zawiera tak dużą
ilość wymyślnych śmierci, cierpień i pokutujących dusz, że aż
dziwne, że tak się symbolicznie przepoczwarzył w swojej recepcji.
Co tu kryć: ciekawy,
rytmiczny i dla fanów klimatów mrocznobaśniowo-tragicznomiłosnych.
Ojciec
Kondelik i narzeczony Wejwara” Ignáta
Herrmanna:
rzecz
lekka i zasadniczo przyjemna, do pośmiania się – bo mamy do
czynienia z satyrą. Niekiedy nadal aktualną, niekiedy dość mocno
osadzoną w realiach epoki (trudno się więc czasem tak po prostu
uśmiechnąć, bez wygrzebania, o co tu tak właściwie chodziło).
Gdybym
miała znaleźć jakiś punkt odniesienia, to do czynienia tutaj mamy
z drobnomieszczańską rodziną, która samej sobie wydaje się
raczej wspaniała, zaś jaka jest, możecie się już domyślać –
budzi więc to pewne skojarzenia z dziełami, które i u nas w
podobnym okresie były raczej popularne.
Stare
podania czeskie” Aloisa Jiráska:
rok
Sienkiewiczowski to niezły czas, by zajrzeć do którejś z wielkich
powieści historycznych Jiráska
(wyszli
u nas i „Psiogłowcy”, i „Maryla”, i „Chodowie”, i
„Skały. Z dziejów samotnego dworzyszcza”, i kilka innych
rzeczy), bo właśnie do Sienkiewicza często czescy czytelnicy
Jiráska
porównują. Ja jednak zaproponuję Wam na początek bardzo
relaksujący zbiór legend czeskich – nie tylko takich starych, jak
chce tytuł (chociaż dowiecie się z nich, skąd się wzięli, na
przykład Przemyślidzi), ale i tych mniej starych, jak choćby
historii o domu Fausta. Generalnie przyjemna lektura, jeśli byliście
albo planujecie jechać do Pragi. Zawsze to kolejne, baśniowe,
spojrzenie na to miasto. Bo co tu kryć, głównie o Pradze i
okolicach mowa.
Opowiadania
ze starej Pragi” Jana Nerudy:
zawsze
to polecam, bo to bardzo fajny zbiór opowiadań, z których część
jest bardzo smutna i pokazuje, jak trudno być obcym w mieście (czy
właściwie dzielnicy – bo dzieją się te opowiadania na Małej
Stranie), gdzie wszyscy się już znają, część jest melancholijna
i niepozbawiona poetyckiego uroku, a część absolutnie
prześmieszna. Gdybyście przypadkiem mieli w ręku, zajrzyjcie do
kończących zbiór „Figurek” – z figurą pewnego studenta,
któremu marzy się prosty lud i słuchanie słowników, a co z tego
wychodzi…? Nie, nie będę zdradzać, zobaczcie sami. W zbiorze
jest też kilka opowiadań o studentach, jeśli gustujecie w
klimatach college’owych opowieści, to i coś w tym stylu się
znajdzie, tyle że w Pradze i w wieku dziewiętnastym.
Legendy
o krucyfiksie” Juliusa
Zeyera:
to
coś dla tych, którym miłe sercu są klimaty horrorowo-gotyckie,
ale z domieszką takiej specyficznej dekadenckiej poetyki. Wszystko
to znajdziecie u Zeyera, który lubi czytelnika postraszyć, pomęczyć
modernistyczną (w przekładzie – ale nie tylko) frazą, a czasami
mimo woli rozśmieszyć. Będą przetworzenia motywów z upiornych
legend, będą
tragicznie kończące się miłości, będzie mrok w znanych domowych
pieleszach – wszystko, co powinno się w tego typu historiach
znaleźć. Podlane, oczywiście, wszystkim,
co literatura końca dziewiętnastego stulecia miała najlepszego do
zaoferowania.
Tu
skończmy naszą wyprawę – okazało się, że głównie w wiek
dziewiętnasty (ale też: gdzie szukać najbardziej klasycznej
klasyki, jak nie tam?). Na czytniku czeka u mnie w kolejce kilku
czeskich klasyków i klasyczek do odświeżenia lub doczytania, więc
niewykluczone, że lista ta się powiększy. A przynajmniej – że o
czymś takim w przyszłości na blogu napiszę. A jakie są Wasze
dotychczasowe spotkania z czeskimi klasykami?

7 thoughts on “6 czeskich klasycznych książek, które można przeczytać albo przekłady są, przekłady

  1. "Babunia"! I dalej już szukać nie muszę. Wydaje mi się, że ta powieść idealnie trafi w mój gust.
    A czeskiej literatury nie znam w ogóle… ale przynajmniej potrafię się do tego przyznać;)

    1. Polecam, tam są również opowiadania wymykające się trochę z opisanego wyżej klimatu, na przykład dość mroczne "Trzy lilie". Ale warto, zdecydowanie! A i tłumaczenie z tych przyjemniejszych :-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *