Urodzinowy Tydzień Charlotty #3 albo list z życzeniami

Droga Charlotto!

Wybacz, że tak się
od razu spoufalam, ale przyznam Ci się szczerze, że robię to już
od jakiegoś czasu. Zazwyczaj staram się tego nie robić w przypadku
pisarzy, ale ponieważ unikam zapisywania Twojego nazwiska w wersji
bez tego podstępnego diakrytu na końcu, to tak sobie nieco
niegrzecznie szafuję imieniem. Liczę, że wybaczysz. Na wstępie
chciałabym bowiem zaznaczyć, że list ten ma na celu przekazanie Ci
moich najserdeczniejszych życzeń z okazji urodzin. Zacna to liczba,
lat dwieście – w niezmiennym powodzeniu u czytelników.

Życzę Ci zatem
wielu nowych czytelników. Nie zawsze będą zachwyceni. Ba, sama nie
pozostaję w takim urocznym stuporze przy czytaniu Twoich dzieł –
wyznaję. Na pewno myślisz, że muszę być jakimś okropnym
czytelnikiem. No, ale właśnie nie: pozwól, że się wytłumaczę.
Otóż z książkami to jest tak, że czasami chwytają za gardło –
nie dlatego, że przeniknęły do głębi czytelniczej duszy, że
czytelnik poczuł się tak, jakby autor wyjął swoje myśli z jego
głowy i rozpisał w partyturę, z której każdziuteńki dźwięk
odbija się prosto w środku tegoż czytelnika duszy. Ale dlatego, że
w jakiś sposób odpowiadają naszej wrażliwości, poczuciu smaku
albo dlatego, że zabawiły nas przez chwilę w momencie, kiedy nie
było nam zabawnie. Albo w inny sposób trafiły na odpowiednią
chwilę w naszym czytelniczym żywocie.

Z kolei Twoje
książki doceniam. Widzę w nich świetne manifesty – świetne, bo
nie biją po oczach, tylko są subtelne jak nitki w takim dużym,
wielokolorowym dywanie: wchodzą w odpowiednich miejscach, wychodzą
w odpowiednich, opowieść się tka. Jasne, że nie zawsze równo –
na pierwszy rzut oka. Ale czuję w nich taką wewnętrzną spójność.
Kiedy coś jest niejasne – mam wrażenie, że tak miało być, że
kryje się pod tym coś więcej. Lubię, kiedy rzucasz aluzjami.
Dlatego tak zdrzaźniło mnie, że wiele z uroku „Shirley”
zostało zdradzonego na ostatniej stronie jej okładki. Bo Ty tak
pięknie wprowadzasz wątki postaci – ba, do ponad setnej strony
nie widzimy przecież Shirley w ogóle! I to coś znaczy. Bo widzisz,
nie przepadam za takim poczuciem, że autor nie wie, co robi, pisze,
bo zapomniał, co napisał wcześniej, czy że wyszło jakoś przez
przypadek, co wyszło. 
 
 
 
 

Dlatego nie powiem,
że jestem Twoją najgorętszą fanką. Nie powiem też, że niczym
Ida Borejko (Ida Borejko jest u nas takim synonimem Twojej Wiernej
Fanki, Charlotto, a wszystko przez wakacje z rodziną pod Czaplinkiem
i deszczowe lato) nie jem i nie śpię, kiedy Cię czytam. Czasami
lektura mi się dłuży. Ale podoba mi się, że znajduje się w niej
tyle – chciałoby się powiedzieć – dziur albo pewnych
niejasności, albo takich miejsc, które wyglądają, jakby były z
innej książki. Twoje powieści są świetnie skomponowane – a w
swoim czasie były też skomponowane nowatorsko i wręcz obrazoburczo
– i przenikają się wzajemnie. Te wrzosowiska wokół Twojego
domu, którymi osnuwasz też domy Twoich bohaterów, to jak jeden
spójny – w swojej niespójności – Bronteański świat.

Lubię to i chociaż
teraz odkładam Twoją „Villette” (co zrobić, czytelniczy
płodozmian domaga się chwili uwagi!), to wiem, że do niej wrócę.
A to bardzo przyjemne uczucie. No i pomyśleć, że tylu jeszcze
nowych czytelników przed Tobą! Stu i więcej lat w czytelniczej
świadomości, Charlotto!

Oddana
Czytelniczka Pyza

_______________
A PS
jest już do Was: jutro będzie, na końcówkę urodzinowego tygodnia
tutaj, na Pierogach (bo pamiętajcie, że trwa on na innych blogach
również!), specjalne wydanie porad literackich – oczywiście o
twórczości jubilatki.

2 Replies to “Urodzinowy Tydzień Charlotty #3 albo list z życzeniami”

  1. Bardzo dobre życzenia:) Sama się pod nimi podpisuję, bo też odkładam jeszcze "Vilette"!

    1. Ale niech no tylko przyjdzie jesień! 😉

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.