7 rzeczy, które wydarzyły się w kwietniu albo podsumowanie miesiąca

O nadchodzącym maju rzekłam już wczoraj, co rzec miałam, a że się ostatnio rozpisywałam, to dzisiaj krótko i na temat – podsumowanie miesiąca.


[1] Moją ulubioną notką z kwietnia pozostaje subiektywny przewodnik kupowania w antykwariatach.

[2] Z kolei najchętniej czytaną przez Was notką była ta o przekładzie wiedźmina na czeski. Kto wie, może w maju napiszę coś więcej o tłumaczeniu na czeski „W pustyni i w puszczy” w ramach wspólnego czytania tejże prozy (szczegóły tutaj). Bo właśnie po czesku postanowiłam ją sobie, dla odmiany, powtórzyć.

[3] Niewiele w kwietniu przeczytałam, bo zaledwie cztery książki – dokończyłam „Północ i Południe”, przeczytałam „Shirley”, „Kroniki” Bolesława Prusa i „Dostatek” (hm, a wydawało mi się, że czytałam dużo mniej – ot, magia podsumowań!). Ale były to lektury inspirujące i wykaraskałam się z ciągu wiktoriańskiego (spodziewajcie się teraz pewnego ciągu nowościowego). 

 Dla rozrywki: zdjęcie szopa. Stąd.
[4] Uczciłam Dzień Książki wizytą w, a jakże, księgarni. W związku z tym przez jakiś czas będę czytelnikiem względnie na czasie. Przy okazji okazuje się, że wydawnictwo MG wydaje wznowienia Dickensa – ha, może doczekamy się nowego wydania „Samotni”?

[5] Odbył się Urodzinowy Tydzień Charlotty Brontë (zobaczcie tutaj), który razem z Ćmą książkową organizowałyśmy, by uczcić 200. urodziny autorki. Cieszę się, że tylu z Was wzięło w nim udział i mam nadzieję, że ci, którzy Charlotty nie czytali, poczuli się zachęceni! A gdybyście chcieli wyprawić jubilatce nieco dłuższe urodziny, dawajcie nam znać!

[6] Wyłoniłyśmy z Tarniną plany na najbliższe pikniki z klasyką – jeszcze Wam o tym napiszę – ale póki co w maju zabieramy się z Lucy Maud Montgomery i „Dzban ciotki Becky” (vel „W pajęczynie życia”). Strasznie się cieszę, bo nie znam, a z prozą LMM mam generalnie dobre skojarzenia czytelnicze (chociaż na przykład taka Emilka to nie jest moja ukochana bohaterka). 

I jeszcze jeden szop. Też stąd.
[7] Wraz z wiosną mój kot przestał kłaść się na książkach oraz w ich pobliżu. Skutkuje to brakiem zdjęć („o, zobacz, a tutaj Kot, kiedy zaległ na Prusie”) i poważnym pytaniem: co się stało? Czy to jakiś objaw jego kryzysu czytelniczego?

***
Dzięki Wam za ten kolejny wspólny miesiąc tutaj, za komentowanie i lajkowanie, i w ogóle za to, że wpadacie tu, czytacie i dzielicie się przemyśleniami i wrażeniami! A z ogłoszeń drobnych: na długi weekend korzystam z tegorocznej formuły bloga i biorę sobie wolne, żeby wędrować i czytać, oczywiście, także widzimy się dopiero w środę, 4 maja. Dobrej, zaczytanej majówki Wam życzę!

13 thoughts on “7 rzeczy, które wydarzyły się w kwietniu albo podsumowanie miesiąca

  1. Bardzo, bardzo lubiłam "Dzban ciotki Becky" w dzieciństwie 🙂 Jak zresztą całą Montgomery. Ciekawa jestem Twojego wpisu 🙂

    Karmena

    1. No właśnie ja też bardzo lubiłam (i lubię nadal), chociaż okazało się przy wybieraniu lektury na majowy piknik, że kilku książek nie znam i nie czytałam. Jakoś chyba przy Emilce miałam z Montgomery dłuższy zastój, a może też w okolicznych bibliotekach nie było pozostałych książek? Nie pamiętam, ale dobrze, że zawsze coś nowego nieczytanego da się wyszperać :). No i zapraszam oczywiście na piknik :)!

  2. MG wznawia Dickensa?! Nawet nie wiesz, jak mi dzień zrobiłaś, już myślałam, że nigdy nie doczekamy ładnego, nowego wydania 😉

    1. Ano, ano, na razie widziałam "Maleńką Dorritt", ale baaaaardzo liczę na "Samotnię", ta książka naprawdę zasługuje na kolejne wydanie, żeby nie trzeba jej było tropić za bajońskie sumy po antykwariatach i ludziach wyprzedających księgozbiory :).

    1. Tak, trzeba jej oddać, co jej: subtelna i świetnie skonstruowana, z doskonałą tytułową bohaterką — odpowiednio świadomą i konwencjonalną równocześnie :).

  3. Podoba mi się, że sobie na chwilę odwędrowujesz (ale to źle zabrzmiało – już tłumaczę!), bo obok czytania i u mnie zawsze wędrowanie, a jedno i drugie nad blogiem stoi z pewnością! Życzę Ci dużo dobrego na ten weekend 🙂

    1. Tak w tym roku branie sobie wolnego, kiedy jest wolne, to ciekawe przeżycie — trochę się bałam, jak to będzie z rytmem pisania, kiedy nie będzie to pisanie codzienne, ale okazało się, że takie drobne przerwy dobrze mi robią, bo potem jeszcze większą mam na pisanie ochotę :). Dobrej majówki i Tobie :)!

  4. Uciekła Ci literka w punkcie piątym w nazwisku autorki. Mam u siebie "Shirley" i czeka dalej na swoją kolej. Przyznaję się bez bicia, że jestem zakochana w okładkach wydawnictwa MG i aż wstyd przy takich nie próbować czytać klasyki. 😛
    Owocnego maja i udanej majówki!

    1. A dziękuję, już Bronte jest Bronte :). "Shirley" polecam, chociaż akurat moje wydanie miało taką okładkę dość, chyba, przypadkową: rozmyta kobieta w bieli, trochę mało bronteańska ;). Ale lubię te ich okładki klasyków, wyglądają zazwyczaj świetnie ;).
      I wzajemnie :)!

  5. Montgomery – wspaniale! Właśnie nabyłam sobie Anię z Zielonego Wzgórza, bo mi się za nią stęskniło. Bardzo bym chciała kupić Pamiętniki pisarki.

    1. Tym serdeczniej zapraszamy w takim razie na piknikowanie z "Dzbanem…" :)! Moje "Anie…" to taka wysłużona seria, którą kupiła moja Mama jeszcze, a wysłużone są bardzo przeze mnie (zresztą to klejone książki, więc nadać im wysłużony wygląd nie jest rzeczą przesadnie skomplikowaną ;)).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *