Co się działo w listopadzie albo podsumowanie miesiąca


I nadszedł koniec listopada. Strasznie to był zabiegany miesiąc (dzisiaj mam w planach wreszcie odpisać na Wasze komentarze!), ale i zdarzały się rzeczy przyjemne. A co działo się na blogu?

Listopadowe
lektury

Zupełnie spokojnie przeczytałam w tym miesiącu dwie książki:
pokaźną „Samotnię” Charlesa Dickensa (na „Pikiniki z Klasyką”)
i niepozorną „Effi Briest” Theodore’a Fontane.
Obie były bardzo dobre (choć z różnych powodów). Zaczęłam w
międzyczasie dwie inne książki dodatkowo, ale z powodów czasowych
nie udało mi się ich skończyć – ale od czego mamy grudzień?

Listopadowe
dyskusje

Mimo deszczu i mgieł za oknem – a może właśnie dlatego –
całkiem żwawo dyskutowało nam się na przeróżne tematy. Przede
wszystkim rozmawialiśmy o tym, jakich książek nie udało nam sięskończyć, w tym o tym, jak to jest z czytaniem Martina i Sandersona,
o tym, czy – a jeśli już, to jakie – pierwsze zdania zapamiętujemy
i o tym, jakie serie wydawnicze sprawiają, że włącza nam się w
głowie wielki napis „zbiorę je wszystkie!”. 
 
 
Dla ilustracji — urocze wiewiórki. Źródło zdjęć autorstwa Tomi Tapio K.

Listopadowe wpisy

Trzy najchętniej czytane wpisy w tym miesiącu to:

6 książek, które zobaczyłabym na ekranie albo kręćcie, panie i panowie! 
– czyli wpis o tym, które książki wydają mi się ciekawym
materiałem na film. Ze względu na fabułę i moje osobiste
upodobania, oczywiście, ale nie tylko. W końcu istnieje taka
kategoria książek, które są napisane wręcz „filmowo”, albo
zawierają sceny/postaci/inne elementy, które po przeniesieniu na
inne medium – w tym wypadku filmowe – powodują nieustające
podekscytowanie. Okazuje się, że w moim wypadku to głównie
literatura polska, ale nie tylko.

Jak będzie wyglądał twój księgozbiór, kiedy znajdą go archeologowie albo test przyszłościowy
– przetarłszy szklaną kulę wróżę, co predyspozycje wynikające
z typu zbierania przez nas książek mogą wnieść do wiedzy o nas
bardzo przyszłym pokoleniom. W dodatku udało mi się napisać
klasyczny test z odpowiedziami, jak Pan Bóg przykazał, i wychodzi
na to, że dostarczył on dobrej zabawy, więc założenia, które
sobie postawiłam, spełnione.

10 najlepszych baśni z „U złotego źródła” albo ranking wybitnie subiektywny #11
– okazuje się, że tu muszę koniecznie dopisać suplement, bo w
moim wydaniu „U złotego źródła” części baśni nie
uwzględniono. Karygodny ten błąd muszę naprawić – a że inne
wydania na pewno gdzieś są i tylko czekają, żeby po nie sięgnąć,
tak się zapewne za czas jakiś stanie. Powoli zbliża się koniec
roku i myślę o zamknięciu cyklu baśniowego, żeby ruszyć z czymś
nowym, ale nie wykluczam, że i w nowym roku jeszcze o jakichś
tomikach baśni i legend napiszę (a na pewno będzie jeszcze wpis grudniowy).

Listopadowe
ścieżki na bloga

Jak zwykle wyszukiwarki sprowadzały poszukujących na Pierogi, kiedy
wpisywało się pewną kombinację słów i znaczeń. Tym razem na
podium znalazły się:

dlaczego gdy czytam ksiazke chce mi sie spac
może to nie jest ta książka, którą akurat powinieneś/powinnaś
czytać? Ewentualnie: nie w tym momencie dnia po nią sięgasz?

jaki jest dobry lek zebym mogl czytac ksiazke w autokarze –
tutaj nie poradzę, jako osoba
nie dotknięta (tfu, tfu) zmorą choroby lokomocyjnej.

co jadają Borejkowie – jelitko.
I cukier z rodowej cukiernicy. Ale kiedyś jadali fondue

jakie jest wrazenie czytajac ksiazke po raz drugi – zależy
jaką. Ale generalnie nie warto sobie odmawiać.

manaty pierogi – nie wiem,
czy chodziło o ten wpis,
czy o manaty jedzące pierogi, czy może o manty z, jak mawiają
Czesi, překlepem.

akuratnie pwn – a czemuż
by nie. Chociaż nie zawsze tak akuratnie.

nie czytam ksiązek mają ładnie wygladac na polce
srogość. A przecież można łączyć jedno z drugim!

Macham na pożegnanie listopadowi –
i zapraszam na grudzień. Będzie się działo! Przede wszystkim będą
wpisy z okazji Festiwalu Emmy,
ale nie tylko. Nie napisałam jeszcze całej masy wpisów, które w
styczniu wpisałam sobie „do napisania w tym roku” – ale że
czas i zdrowie nie zawsze pozwalały, to nadal są w rezerwie. Także:
chodźcie, będzie fajnie (mam nadzieję!). Dziękuję Wam za to, że
czytanie i za wszystkie komentarze, za dyskusje, za podpowiedzi –
niewątpliwie to jest jedną z najfajniejszych stron prowadzenia
bloga!

6 Replies to “Co się działo w listopadzie albo podsumowanie miesiąca”

  1. U mnie listopad wypadł całkiem pozytywnie. Udało mi się przeczytać 5 książek i zrobić kilka ciekawych rzeczy.
    Uwielbiam czytać podsumowania haseł, po których ludzie trafiają na blogi.

    1. Też je lubię, nie wiem do końca, jak działa algorytm wyszukiwarki, która umie po najbardziej czasem absurdalnym tropie sprowadzić kogoś w dane miejsce, ale dostarcza to pewnego rodzaju frajdy, na pewno :). Pięć książek w listopadzie to piękna cyfra — u mnie było leniwie, ale nie narzekam, czasami dobrze jest przeczytać mniej :).

  2. Ehh… Wstyd się przyznać, ale nie przeczytałam nic. Ale za to na grudzień zaopatrzyłam się w ciekawe pozycje. Żeby poznać te sekretne pozycje, zapraszam na mojego bloga:
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/2015/11/wrap-up-listopad-tbr-grudzien-stosik-1.html#more

    1. Hm, właściwie nie wiem, jak traktować taki komentarz: bo zawsze wpisujesz bloga w stopce, jeśli ktoś będzie chciał, na pewno wejdzie, także przez nicka, nie wiem, czy jest taka potrzeba. Odnoszę wrażenie, że to bardziej reklama niż komentarz.

  3. Ja też żywię dużą nadzieję odnośnie grudnia, mam wrażenie, że jest to miesiąc idealny do nadrobienia zaległości książkowych.
    Ścieżki na bloga świetne, potwierdzam srogość tej ostatniej :). Pozdrawiam 🙂

    1. Też mam takie wrażenie: ale dochodzi do tego też taka myśl "o rety, zaraz koniec roku, a jeszcze przed Sylwestrem chciałam przeczytać to czy tamto". Ale nie stresuję się w tym roku zupełnie — uda się, to się uda, nie, to dokończę sobie wyzwanie roczne w styczniu :).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.