Co to właściwie jest literatura czeska? Albo na dzień patrona Czech

Wiecie, że dzisiaj
jest wspomnienie śmierci świętego Wacława? A Wacław, książę z
dynastii Przemyślidów, to patron ziem czeskich (o których mówi
się też jako o „ziemiach świętego Wacława” – to
powiedzenie najłatwiej pozwala określić, o jakim terenie mówimy,
jednocześnie unikając pułapki anachronizmów), zamordowany przez
swojego brata i szybko kanonizowany. Pomniki Wacława spotkacie w
Czechach w wielu miejscach – może nie tak wielu jak Jana
Nepomucena, ale też charakter ich jest nieco inny. Ale ja nie o tym
chciałam dzisiaj.

Pomyślałam, żeby
wykorzystać święto czeskiego patrona i napisać krótko o pewnym
fascynującym problemie, który wydaje mi się ciekawą skalą
porównania między literaturą polską a czeską, rzadko u nas
uwzględnianym. Bo pomyślcie: co to właściwie jest „literatura
czeska”? Oczywiście najprostsza odpowiedź to: literatura czeska
to literatura pisana po czesku przez Czechów (o ile osoba pisząca
po czesku i Czech to pojęcia tożsame, a z tym, o czym dalej, bywa
różnie). Ojcowie czeszczyzny na pewno byliby zadowoleni z takiej
odpowiedzi, ale jest to odpowiedź nie wyczerpująca w ogóle
potencjału pytania i – mnie przynajmniej – nie
satysfakcjonująca.
A tak wygląda nasz dzisiejszy patron — pomnik stoi na końcu Václavskiego náměstí, nie sposób przegapić (a jak wejdziecie w jeden z pasaży, ciągnących się wzdłuż placu, to znajdziecie ten pomnik w wersji nieco innej, bo, hm, do góry nogami). Źródło.
Jasne, język, w
jakim piszemy jest rzeczą istotną – jak pisał (wczesny – bo
potem myślał o tym nieco inaczej) Wittgenstein, to granice naszego
języka są granicami naszego świata. Kojarzycie te popularne serie
obrazków, jakie to dziwne a celne słowa mają Eskimosi, Japończycy
i mieszkańcy wysp Fidżi na dźwięk wydawany przez otwierane okno o
poranku czy odgłos drapania się po głowie we wtorek? To właśnie
są takie granice: trudno nam czasami coś wyrazić, bo „brakuje
nam słów” – to też odnosi się do podobnego problemu.
Literatura pisana w danym języku często zajmuje się problemami
świata, jaki ten język opisuje – stąd częściej czeski pisarz
zajmie się na przykład pejzażem po zniszczeniu Lidic, problemami
mniejszości wietnamskiej w dużym mieście czy budową elektrowni
jądrowej w Temelinie niż powstaniem styczniowym, kondycją polskiej
klasy średniej po 1989 roku czy depopulacją żubra w Białowieży.
Także jest to
odpowiedź o tyle prosta, co obrazująca na pewno jakąś część
takiej literatury. Tymczasem jednak okazuje się, że te ziemie
świętego Wacława to wcale nie jest terytorium zawsze jednolite
językowo. Gdyby się tak zastanowić, to wielki wpływ na kulturę
czeską w ogóle mieli Żydzi – w tym praskie koło żydowskich
czeskich literatów niemieckojęzycznych – Niemcy czy Słowacy. Z
czeskimi pisarzami żydowskimi jest o tyle prosto, że od razu
przychodzi nam na myśl Franz Kafka, który jak zawsze podkreślam co
prawda nie pisał po czesku, ale czeską rzeczywistość bardzo
dobrze znał. Znał również czeski – musiał, pracując na
stanowisku urzędniczym po 1918 roku – ale uważał, że to, co
pisze, odpowiednio wyraża język niemiecki (znowu: granice świata!).
To jednak nie tylko Kafka, ale i inni: sugestywny Franz Werfel czy przyjaciel Kafki, Max
Brod. Spróbujcie ich poczytać – mamy kilka przekładów –
zobaczycie, że w kwestiach treści bardzo warunkuje ich Praga; a
przecież Praga to jak najbardziej Czechy. 
 I jeszcze ujęcie rodzinne. Jeśli się zastanawiacie, czemu babka Wacława,
Ludmiła, tak sugestywnie trzyma chustę, odpowiedź jest, jak w większości
przypadków ikonografii chrześcijańskiego zachodu, taka, że to tą chustą
wyprawiono ją na tamten świat (a ręce maczała w tym matka Wacława, więc wiecie,
niezła rodzina). Źródło.
Z pisarzami
niemieckojęzycznymi jest ten problem, że z Niemcami czeskimi –
wysiedlanymi masowo po 1945 roku z całej Czechosłowacji, tak samo
jak i Niemcy z innych państw naszego regionu, jak z Polski – w
ogóle Czechy mają problem w swojej „świadomości zbiorowej”.
Może kiedyś o tym napiszę, ale powieści dotykające tego tematu
są nadal bardzo często uważane za kontrowersyjne, a pojawiające
się od czasu do czasu wzmianki w prasie bywają zdumiewająco gorące
jak na coś, co wydarzyło się 70 lat temu (nie przepracowano do
końca tego tematu, wbrew temu, co się czasami tu i ówdzie u nas
pisze). Dodatkowo literatura czeska pisana w języku niemieckim nie
zawsze oznacza z automatu literaturę pisaną przez kogoś, kto
identyfikował się z „niemieckością”. Mamy pisarzy, którzy w
pewnym momencie przestawili się na niemiecki na przykład dlatego,
że z powodów politycznych emigrowali do Niemiec: jak choćby Jiří
Gruša, autor znakomitego „Kwestionariusza
albo modlitwy za pewne miasto i pewnego przyjaciela”.

wreszcie Słowacy, którzy położyli wielkie zasługi we wznoszeniu
tej budowli, jaką jest literatura czeska.
Już na samym początku tej drogi w nowożytności mamy takiego
choćby Jana Kollara, autora „Córy Sławy” (wielka wierszowana
epopeja o sile Słowiańszczyzny – jest przekład, więc jakby się
Wam kiedyś nudziło, zajrzyjcie, fascynująca lektura dzisiaj),
który mimo że był Słowakiem, pisał po
czesku – uważał bowiem, że język słowacki nie ma wielkiej
przyszłości (jak widać, każdy się czasem
myli). Był też
Pavel Šafařík (albo
Šafarik, zapisywał
się przeróżnie), któremu krąg czeskich patriotów płacił do
końca życia, żeby pisał po czesku (a jakże, był Słowakiem).
Kwestia tego, że słowacki jest dla osoby znającej czeski
zrozumiały nie oznacza jeszcze, że likwiduje to problem z
przekładem – symboliczny, prestiżowy, a także po prostu
ekonomiczny. Nie wspominając o tym, że dzisiaj rynek księgarski w
Czechach jest po prostu większy. Ale to jeszcze inny problem, o
którym może kiedyś napiszę.
 I jeszcze taki niepozorny Wacław z katedry swego imienia (tak, tej katedry).
Rzeźbił podobno architekt gotyckiej Pragi, Peter Parler. Źródło.
Pozostaje
nam jeszcze kwestia tego, że po czesku
pisano nie tylko w Czechach: co zrobić z całą literaturą
emigracyjną? Łatwiej się ją włącza w obręb literatury czeskiej
z racji języka, to jasne – nikt specjalnie nie neguje dzisiaj, że
Josef Škvorecký to
czeski pisarz, chociaż już przy Kafce bywają wątpliwości. A mimo
to dylemat jest podobny: bo granice świata, jaki opisuje ten język,
są inne. Nawet jeśli, tak jak Škvorecký,
wraca się myślą do lat spędzonych w
ojczyźnie, to doświadczenie emigranta, nie mieszkającego już w
kraju (dochodzi jeszcze też w tym wypadku inny ustrój polityczny),
bywa inne i inaczej można o tym pisać.
Jak
zatem widzicie, sprawa jest złożona i fascynująca. Myślę od
jakiegoś czasu o tym, jak by to wyglądało w przypadku polskiej
literatury – gdzie nie ma chyba kogoś tak popularnego jak Kafka,
żeby od razu rozbijał taki jednorodny obraz. Mamy pisarzy
tworzących w jidysz, mamy pisarzy regionalnych (Ceynowa chociażby),
niemieckojęzycznych, a to na pewno nie koniec. Macie ochotę o tym
porozmawiać? O
czeskiej literaturze rzecz jasna również!

10 thoughts on “Co to właściwie jest literatura czeska? Albo na dzień patrona Czech

  1. A Kundera? Kiedy przestaje być czeskim pisarzem? Kiedy język zmienia? I czy w ogóle przestaje mimo chęci usilnych? 🙂

    Zaryzykuję twierdzenie (mało wiem, i może nieuprawnione), że polscy emigracyjni pisarze mieli łatwiej – rozbudowane życie literackie poukładane w organizacje. Taki Gombrowicz był bardziej zanurzony w języku/kulturze niż Marai…

    1. Dobre pytanie. Mam wrażenie, że w tym szerokim ujęciu nigdy nie przestanie być czeskim pisarzem — zresztą z Czechów nie on jeden pisuje po francusku, a się go w poczet czeskich pisarzy włącza :).

      Ciekawe, ale trudno mi też powiedzieć, czy faktycznie. Organizacyjnie faktycznie może stali ciut lepiej — może kwestia liczby? Albo czasu? Marai w ogóle chyba dość nieszczęśliwie w końcu wyemigrował.

  2. To ja dodam cos z poletka hiszpanskiego, gdzie ludzie definiowani sa poprzez miejsce urodzenia, chocby tylko sie tam urodzili i nigdy nie mieszkali. (Znam Hiszpanów, dzieci imigrantów, którzy urodzili sie w Niemczech czy Szwajcarii, we wczesnym dziecinstwie przeprowadzili sie do Hiszpanii, gdzie mieszkaja cale zycie, nigdy do tych Niemiec czy Szwajcarii nie wrócili, a mimo to okreslaja sie jako Niemcy czy Szwajcarzy, bo tak stoi w ich metrykach urodzenia). Dlatego Mickiewicz jest tu przedstawiany jako Litwin, Joseph Conrad jest Ukraincem, a Kafka Czechem. Znam nawet osobe, która, po konsultacji w Wikipedii biografii Maraia, twierdzila, ze to Slowak! Wynika to oczywiscie po czesci z nieznajomosci skomplikowanej historii Europy Srodkowej, po czesci z tego, dla mnie denerwujacego, zwyczaju przypisywania osoby do jej miejsca urodzenia. I prowadzi do masy nieporozumien.

    1. To ja jeszcze powiem, że w życiu nie spotkałam Hiszpana, który by twierdził że Hiszpanem jest – niekoniecznie walczy i się ogólnie zachwyca narodowościowymi tendencjami odśrodkowymi, ale jako Hiszpan/-ka się nie definiują 🙂

    2. To troche zalezy od tego, z jakiej czesci Hiszpanii sie pochodzi. Ale ogólnie balagan jest z tym straszny. Zobaczmy, jak sie rozwinie sytuacja w Katalonii…

    3. Ano właśnie: tu się stykają dwie rzeczy — identyfikacja i samoidentyfikacja. Zresztą zawsze staram się pisać o literaturach językowych, a nie narodowych, bo ten drugi termin może prowadzić do konfuzji. To, do jakiego kręgu kulturowego i językowego zalicza się sam pisarz może stać w sprzeczności z tym, do czego go "wkłada" historia literatury czy krytyka.

    4. Tak, ale przeciętny czytelnik, który wcale nie musi wiedziec, ze kiedys granice byly w innych niz dzis miejscach, albo ze w jakims kraju wspolzyją ze sobą rózne języki, będzie na to patrzec ze swojej wlasnej perspektywy zdefiniowanej przez odebrane wyksztalcenie i punkt widzenia typowy dla jego kraju. Np. dla mnie Singer nie jest pisarzem polskim, gdyz wychowalam się w Polsce bez Zydów i dla mnie polscy pisarze piszą po polsku. Na pewno gdyby nie IIWS mialabym na to inny punkt widzenia i prawdopodobnie uwazalabym literaturę w jidisz za literaturę polską. A moze nie polską tylko z Polski? Tymczasem dla wielu moich znajomych Singer jest pisarzem polskim. Ciekawe, jak Rumuni definiują Hertę Müller.

    5. Właśnie — ale to nie jest chyba wyłącznie kwestia własnego doświadczenia, ale i edukacji szkolnej. Kanonu lektur — który jest właśnie "polski", a nie "z Polski". Przecież Kafka, jako niemieckojęzyczny Żyd z Pragi, też nie jest jakimś ucieleśnieniem klasycznej czeskości. Mam jednak wrażenie, że przez to, że jest bardzo znany, wdarł się trochę bocznymi drzwiami do kanonu (z tym że tej "szerokiej" literatury czeskiej). Singer to jest przykład, który i mnie chodzi po głowie — bardzo dobrze pokazuje problem, nad którym ostatnio intensywnie myślę, czyli czy istnieje i w jaki sposób literatura polska pisana nie po polsku. Bo jakoś o niej cicho.

  3. Z ciekawości: a kto definuje się jako Hiszpan? Mieszkaniec Madrytu? Bo z moich doświadczeń Andaluzyjczyk jest Andaluzyjczykiem, Bask Baskiem, a mieszkaniec Walencji będzie pół dnia marudził, że valenciana nie ma takich praw jak język kataloński (i w ogóle Hiszpanem nie jest!). O Katalończykach nawet nie wspominam 🙂

    1. Akurat Andaluzyjczycy są na ogól bardzo patriotycznie nastawieni do Hiszpanii. Oczywiscie najpierw są ze swojego pueblo, potem z Andaluzji, a na koniec z Hiszpanii. Wspólnoty autonomiczne, które mają wlasny język, to osobny temat. I nie zapominajmy, ze to, co się dzieje w tej chwili w Katalonii, to kwestia ostrego prania mózgów przez ostanich kilka lat, i to w celu odwrócenia uwagi od bezrobocia, cięc wydatków budzetowych i korupcji. Mieszkam w Hiszpanii od dawna i większosc osób, które tu znam definiują się jako Hiszpanie. Zwlaszcza, gdy gra narodowa reprezentacja w jakąs pilkę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *