5 poradników, które ktoś powinien napisać albo czytałabym!


Skrada się ku nam jesień, ale jesień to nie tylko przyjemne wieczory z herbatą, ale też spadek formy. Nie wiem jak Wy, ale ja już czuję w kościach, że poranki to nie są te błogie obudzenia, że jakoś tak energii do pracy ciut mniej i ziewa mi się częściej. Oczywiście nie sama jesień tu winna, ale zostańmy przy niej. Także dzisiaj może post będzie właśnie w zarysowanym temacie?

Otóż: co robić,
kiedy nie wiemy, co robić? Oczywiście sięgnąć do poradnika!
Kiedy ostatnim razem przeglądaliście półkę z poradnikami? Mnie
się czasem zdarza zatrzymać się przy niej i zobaczyć, na jaki
temat można dostać poradę. Co ciekawe, radzi się zwykle na tematy
dość popularne: jak schudnąć, jak wyremontować dom albo jak
układać origami, ostatnio też – jak pisać. Natomiast wydaje
się, że istnieje cała masa dziedzin życia, co do których jakoś
trudno uzyskać porady z książkowych poradników.

Wydaje mi się, że
to kwestia tego, że wielość porad na temat odchudzania, pisania i
remontów wynika z tego, że to tematy popularne, wszyscy więc mają
na ich temat jakieś zdanie. Jasne, często zupełnie inne od tego,
jakie przeczytaliśmy pięć minut temu, ale nie można mieć
wszystkiego. Właściwie rada to raczej kwestia wyboru – posłuchamy
tej, która z jakichś powodów wydała nam się słuszna.

Ale dość tych
teoretycznych rozważań – wspominałam, że jestem dzisiaj raczej
niewyspana, więc przejdźmy do meritum: jakie poradniki chciałabym
w takim razie znaleźć na półce? Oczywiście dotyczące porad
książkowych i okołoksiążkowych. Ach, czytałoby się. 
 
 
 Dzisiejszemu wpisowi patronują bohaterowie „Jak wytresować smoka” (2), bo przecież
to jest najlepszy tytuł ewentualnego poradnika, jaki powstał. Źródło.
 

„Jak unikać
układania książek na wierzchu innych książek?”
Ha,
pewnie siłą woli – ale wiecie, o co mi chodzi? Kiedy mamy
ślicznie ułożony regał i nagle dochodzi do tego jakaś jedna
książka i kładziemy ją poziomo
na wierzchu wszystkich innych. A to tylko malutki kamyczek w lawinie:
przecież wiadomo, że jak się tak położy jedną (oczywiście
tymczasowo, przecież znajdziemy jej jakieś inne miejsce jutro, no,
pojutrze; w sobotę; jakoś przed Świętami; może przy
przeprowadzce?), to zaraz za nią przyjdą kolejne. Nie wiem jak Wam,
ale mnie się to zdarza ciągle, więc utrzymanie dyscypliny w
układaniu na regałach – o, tu poradnik by znalazł we mnie
czytelniczkę. Uczniowie
Banacha, do roboty!

„Organizacja
stanowiska czytelniczego metodą naukową”
Wszyscy
sobie organizujemy mniej lub bardziej wygodnie miejsca do czytania.
Ale co, gdyby tak nam ktoś wyliczył, że najlepiej mieć fotel o
wymiarach takich to a takich, ustawiony w odległości tylu a tylu
centymetrów od okna, zasłoniętego roletą z materiału o
przezroczystości pi kropka cztery, a wszystkie żarówki powinny
mieć siłę watów taką, jaką produkuje roczny chomik biegający w
kołowrotku? No nie mówcie, że byście nie przeczytali, nawet po
to, żeby stwierdzić z wyższością „phi, jaki tam chomik, dwa,
dwa chomiki, to jest odpowiednia ilość energii!”.

„Jak zamienić
nudną i denerwującą książkę w doświadczenie egzystencjalne?”
 Czyli coś w rodzaju „za
każdym razem, kiedy autor morduje bohatera, zaczynam
rozmyślać o Kantowskiej koncepcji
moralności”. Albo „kiedy
bohaterka zostaje określona jako sowiooka, wracam myślami do prób
udowodnienia istnienia świata u wczesnego Schopenhauera”. Innymi
słowy – czyż nie wspaniały byłby to pomysł
na dosłowne czerpanie
korzyści ze „złej literatury”? Przedsiębiorczy wydawca
dodawałby może ukryte strony i przypisy z tymi różnymi wycinkami
z Kanta i Schopenhauera, więc wilk byłby syty, owca cała, a
korzyść, no, może inna od oczekiwanej?

Wierność w
związku: ty i książka. Jak przeczytać osiemset stron, kiedy już
po stu czujesz, że to nie to?
Chciałoby się z jakiegoś powodu przeczytać tę
cegiełkę (z powodów ambicjonalnych, bo musimy, bo tak), ale już
po przeczytaniu względnego początku wiemy, że nie zaiskrzy między
nami a nią. I co wtedy? Jak się utrzymać w postanowieniu? Jak nie
dać sobie wmówić, że na świecie jest jakaś inna, może nowsza,
która na nas czeka? Jak wytrwać, nie podczytując innych książek
leżących po całym domu? Jak odmówić znajomemu, który mówi
„kupiłem ten najnowszy bestseller, może ci pożyczę, ale wiesz,
tak do piątku”?

Zapamiętywanie
kryminałów, czyli jak radzić sobie z wielością wątków i
bohaterów.
Znacie na pewno to uczucie, kiedy czytacie jakąś książkę i
okazuje się, że… już ją przeczytaliście. A taki poradnik może
by nam pomógł ustrzec się przed taką ewentualnością (jeśli nam
ona, rzecz jasna, przytrafia się za często i to do tego stopnia, że
już od dawna nie mieliśmy w rękach książki, której nie
czytaliśmy wcześniej – ale nadal próbujemy!). Poza tym byłby
niezły, jeśli gubimy się w gąszczu postaci, które nazywają się
podobnie i pozostają względem siebie w piętrowym, zapętlonym
pokrewieństwie, a co druga ma na imię John.

A może od lat chodzi Wam po głowie
jakiś inny pomysł tego typu?

24 thoughts on “5 poradników, które ktoś powinien napisać albo czytałabym!

  1. Jak czytać, żeby nie zwariować.
    Jak znaleźć czas na czytanie.
    Jak (i gdzie) znaleźć miejsce na składowanie przeczytanego.
    Książkowa dieta – jak nie czytać kompulsywnie i nie rzucać się na kilka książek na raz.
    Oraz lista dobrych lekarzy-okulistów w suplemencie każdego z poradników 😉 Czytałabym!

  2. "Opracowanie map i list bohaterów dla powieści fantastycznych w trzech prostych krokach"- czyli co zrobić by się nie pogubić, kiedy czytamy epicką sagę o trzech królestwach, dziesięciu rodach i jeszcze rebelii górali.

    1. Zdecydowanie. Ale myślę, że na rebelię górali to już trzeba mieć suplement do trzech prostych kroków ;). I jakiś mały aneksik o florze, faunie i zwierzęcych towarzyszach.

    2. Jesli dotyczy to jakichs tekstow poniekad kanonicznych to Umberto Eco i jego "Historia krain i miejsc legendarnych" moze sie nadac jako poreczne kompendium. Gorzej gdy w gre wchodzi "Gra o tron"… Z drugiej strony opublikowali juz ponoc ksiazke kucharska inspirowana GoT.

    3. @Hannah i @Altti, mam wrażenie, że ani Eco, ani możliwa wiki nie należą do poradników w stylu "Trzy proste kroki…" ;). Raczej "Zaawansowany sposób, jak się — być może, jeśli masz szczęście i inny prosty poradnik z klarownym spisem treści — połapać" ;).

  3. Moje propozycje poradników to „Jak powstrzymać się przed rozmyślaniem o kolejnych książkach, gdy nie skończyło się jeszcze czytać aktualnej” i „Jak powstrzymać się przed kupowaniem książek, gdy nie ma już miejsca na półach, szafkach, etażerkach, parapetach…”. Byłabym szczególnie wdzięczna za urzeczywistnienie drugiej z nich.

    1. Pierwszy myślę biłby rekordy popularności w czytelniczym światku ;). Chociaż tak sobie myślę, że można by spróbować ogarnąć ten temat — bo często takie zjawisko płynie z charakteru czytelnika (aż chyba pomyślę o takim wpisie, bo jestem ciekawa, co wyjdzie ;)). Natomiast na drugi odpowiedziałabym, że zawsze można spróbować z czytnikiem ;).

    2. Pyzo, myślę, że w drugim przypadku czytnik tylko zwiększy książkową rozpustę. 😉 Chyba jedynym sposobem na niekupowanie jest nie wchodzenie do księgarni, antykwariatów, Biedronki czy internetowych księgarni, aczkolwiek bez naprawdę silnej woli chyba się nie obejdzie.

    3. No ale zawsze można korzystać z darmowych miejsc z e-bookami! Ale jasne, nie wchodzenie do sklepów jest najlepszym rozwiązaniem (chyba właśnie, że to sklepy, gdzie się idzie po śmietanę, a ląduje z książką, wtedy gorzej).

    4. Słuszność przemawia przez Twe usta ;). Z tym też nie umiem sobie poradzić, ale obawiam się, że poradnik streszczałby się w zdaniu "siadaj i czytaj, zbieraczu!". Ewentualnie do tego, z obudową w postaci magicznych zdań jak "uwierz, że możesz!" i "zapal świeczkę" ;).

  4. "Jak unikać układania książek na wierzchu innych książek?"
    Latający Cyrk Monty Pythona miał skecz o Towarzystwie Ustawiania Jednych Rzeczy Na Innych Rzeczach. Myślę, że dokonywaliby rytualnych spaleń Twojego poradnika.

    1. Czytnik? Chyba, że na czytnik też nie ma już miejsca — wtedy zaczynają się schody (jeśli je widać zza książek ;)).

    2. Racja, albumy to jest ten typ książek, że albo się człowiek decyduje je czytać i oglądać w jakimś miejscu, gdzie je trzymają (biblioteka), albo sprawia sobie superkomputer z superrozdzielczością, albo cierpi na brak miejsca ;). Przy czym może to jakoś wzmaga kreatywność półczaną?

    3. Przyznam szczerze, że w moim przypadku przekonałam się, że można żyć w pokoju gdzie książki w stoją stosach do pasa, zabezpieczone od dołu tylko kawałkiem tektury, żeby okładka nie ucierpiała. Choć ma to swój klimat to jednak nie polecam, jest to rozwiązanie mało ergonomiczne.

    4. Oj nie. Nasz jeden pokój trochę tak teraz wygląda, bo musimy zmontować regał. I czekamy z Domownikiem, kiedy nam się uda, bo i książki chyba nie są zadowolone z takiego traktowania, i my potykając się o nie nieumyślnie — za to Kot je wielbi w takim ustawieniu ;).

  5. Z pierwszym nie mam problemu, układam wszystko porządnie i alfabetycznie. Niestety mam półeczkę "do czytania JUŻ", na której dla odmiany piętrzą się stosy i stosiki i ciągle rosną 😉
    Do czytania ośmiuset stron na szczęście nikt mnie już nie zmusza. I za mało ambitna jestem, żeby zmuszać się sama 😉

    1. Hm, ja mam wrażenie, że każda moja półka prędzej czy później zmienia się w półkę "do czytania na JUŻ" ;). Może jestem jakoś wyjątkowo nieumiejętnie podtrzymującą porządek w książkach osobą, nie wiem, ale to chyba też kwestia tego, że książki tak przyrastają i przyrastają, że anektują kolejne przestrzenie i trzeba oczyszczać dla nich następne półki — ale zanim się oczyści, to tak stoją jedne na drugich czas jakiś ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *