Więcej czytania! Albo karnawał blogowy #7


Przedostatni dzień miesiąca to jest ten miły czas, kiedy mam już swój vintage pliczek na podorędziu i tylko muszę sobie odświeżyć polecane posty (sama przyjemność!), a potem oddać je w Wasze ręce. Przy codziennym pisaniu czuję, jakbym miała małe święto. Nie, żartuję, ale wiecie, potem się jakoś tak zabieram do pisania z jeszcze większym zapałem.

A przy okazji,
właśnie, właśnie, jakże miło posprawdzać, co też takiego
wypatrzyłam i wyczytałam w sieci. W tym miesiącu szlajałam się
po miejscach mi już znanych, ale i odkryłam kilka nowych
(wyczytałam gdzieś, że w każdych pięciu minutach zakładanych
jest ponad tysiąc blogów na świecie – nie wiem, jak by to
proporcjonalnie przyciąć do polskiej blogosfery czytelniczej,
niemniej, ogarnąć wszystkiego naraz nie sposób; ale zawsze w nowym
miejscu stopę postawić – interesująco). Nie przedłużając –
ruszajmy, do rzeczy!

Zakurzona z bloga
Czytam, bo muszę pisze o akcji wspierania odświeżonych przez
wydawnictwa klasyków. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie tytuły
dostaną promocyjne wsparcie, stąd możecie zaczerpnąć informacji.

O zaskakująco
aktualnej i dającej się czytać po latach klasyce fantasy, na którą
sama od dawna się czaję, pisze Alicja z Gryzipióra. Gdyby jeszcze
trafiło mi się jakieś dobre wydanie, nie będę się wahała.
Zwłaszcza, że nie wszystkie klasyczne pozycje – albo za klasyczne
uchodzące – faktycznie są warte uwagi (niektóre z takich u
Gryzipióra też znajdziecie).  
 
 
 Trochę straszno, trochę pięknie — czyli po karnawale w Rio zeszłą razą, teraz karnawał
wenecki. Źródło.
 

Nie dało się w tym
miesiącu uciec od Szczepana Twardocha reklamującego Mercedesa, co
jednych oburzało, innych zachwycało, a jeszcze innych pozostawiło
kompletnie obojętnymi. Marcin z Lektury Obowiązkowej zastanawia
się, jak to jest z tymi związkami pisarzy i reklam (a ja odkryłam,
że Jonathan Franzen był/jest twarzą marki Ray-Ban).

Zwierz Popkulturalny
roztrząsa dylemat, z którym czasami nawet nieświadomie musimy się
mierzyć, czyli po co właściwie zajmować się w jakikolwiek sposób
kulturą, skoro nie daje ona takich pragmatycznych, wymiernych
korzyści. Jasne, czytanie ubogaca, ale to slogan – a co jest pod
spodem?

Claudette – z
którą jak się okazuje mamy sporo wspólnego, w tym czasami
zupełnie niezależnie planujemy bardzo podobne wpisy – postanawia
doradzić nam, jak przetrwać sezon ogórkowy, również w
literaturze, i spróbować wyjść poza pewien określony zestaw
lektur. Koniecznie zobaczcie kontrpropozycję dla Jane Austen – no
i zachwyćcie się romansem zakopiańskim! 
 
 
 

Jeśli uważacie, że
w telewizji nie ma programów o książkach, to zerknijcie na bloga
Książki są Niebezpieczne.
Agata wspomina, co w telewizji było i omawia, co jest teraz. Jeśli
zatem chcecie pooglądać co nieco o tym, co czytać i co „się
czyta”, zawsze znajdzie się wskazówka.

Wiedzieliście, że
19 lipca to Dzień Czerwonego Kapturka? Mnie, miłośniczce dni
wszelakich to święto zupełnie umknęło – a niesłusznie.
Niebieski stoliczek tropi prawdziwą historię tej postaci ze swadą
godną najlepszego detektywa-gawędziarza.

Czy Was też nurtuje
kwestia podziałów gatunkowych wewnątrz fantastyki – i pytanie,
czy mają one sens? W Bibliotece Kruka pojawił się wpis
rozpoznający temat, podający nowe propozycje, co też z tym zrobić
– a wszystko przy okazji niesamowitego „Wodnikowego Wzgórza”. Jako że od dawna o tym myślę, nie mogłam się nie zgodzić — i nie polecić!
Serenity zastanawia się, jak to jest z czytelnictwem w naszym kraju, że mówi się, że jest niskie, a tu wokoło wszyscy czytają. Pozwoliłam sobie wziąć w obronę metody badań Biblioteki Narodowej, ale równocześnie zgadzam się z bardzo trzeźwym osądem autorki posta na temat sytuacji bibliotek gminnych i tego, co zrobić, żeby była lepsza.

Panna Kac z bloga Po książkach mam kaca wymienia, na jakie grzechy narażeni są
czytelnicy. Jest ich bardzo ortodoksyjnie siedem, ale mogą mieć
zapewne jeszcze kilka mutacji, więc wiecie, warto zobaczyć, czego
się wystrzegać. 

A Natalia z
Książkoville odświeża temat lektur i trochę narzeka, a trochę
zastanawia się, jak to jest, że książki nie będące u nas
lekturami wydają się ciekawsze od tych ulekturowionych, chociaż te
ostatnie przecież wcale nudne nie są.  
 
 
 

Do oglądania
(oprócz ciutkę creepy weneckich masek) serwuję Wam dzisiaj całą masę wpisów, bo nie mogłam się
oprzeć. W końcu to lipiec, było letnio i kolorowo. A zatem:
rysunki z psychoanalizą psychoanalizy poleca AnnRK,
przez blogi przetoczył się nam też festiwal okładek.

Joly_fh i Moreni
porównują oryginalne i polskie okładki książek – zwykle z
korzyścią dla oryginalnych, ale nie zawsze,
z kolei Agata Adelajda z Setnej Strony pokazuje fatalne okładki z
lat dziewięćdziesiątych.
Sięgnijmy i my do tej podejrzanej wydawniczo epoki.

A Tarnina podzieliła
się z nami swoim letnim kącikiem do czytania, nic tylko się
wprosić.

Jeśli coś
przegapiliście, możecie nadrobić, a jeśli nie znacie – zapoznać
się. A teraz samba, rumba i hulanki-swawole.

___________________________

Jutro zaś
podsumujemy, co się tu letnią porą działo. A trochę się działo.

Comments

  1. Tarnina

    Chyba jednak dało się uciec od Szczepana Twardocha reklamującego Mercedesa, bo ja się o tym, że coś reklamował, dowiedziałam wczoraj, a o tym co – dopiero dzisiaj od Ciebie ;). Ale widocznie żyję w jakimś dziwnym świecie, najpewniej w XIX w. 😉
    A poza tym to miło mi 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      Szczęśliwym jesteś bytem ;). A tak na serio, to pewnie i w XIX wieku dałoby się znaleźć "reklamowy skandal" z udziałem jakiegoś pisarza, trzeba by było pokopać trochę! Ciekawe, co by to było — i kto by to był? Wielki pisarz, którego problemy finansowe poszły w zapomnienie? A może jeden z tych, o których się zawsze myśli w tym kontekście?

    2. Tarnina

      Z pewnością, tylko ja nie bardzo rozumiem, dlaczego ta sprawa wywołała takie poruszenie. Z pewnością urzędnik państwowy nie powinien niczego reklamować, ale pisarz jest osobą prywatną, wolno mu. Mnie w konsternację wprawiła raczej książka o modzie męskiej Twardocha.

    3. Post
      Author
      admin

      Tak właśnie się zastanawiałam, czy to nie tyle chodzi o Twardocha (któremu ta książka o modzie męskiej jakoś do wizerunku, mam wrażenie, pasuje — tego z lat ostatnich w każdym razie), co o tych, którzy zawsze marzyli, żeby oburzyć się w sprawie artysta a pieniądze i dostrzegli okazję, by zakrzyknąć "ach, zgroza, nie czytam cię, sprzedawczyku!" ;).

    4. Post
      Author
      admin

      O rajuśkiu, którego, którego? Bo jam z nauczycielskiej rodziny, podręczników do WOS-u ci u nas dostatek, może gdzie i ten właśnie zalega :D?

    1. Post
      Author
      admin

      Są jednocześnie piękne i straszne — przypominają mi te lalki o nieruchomych oczach, które kiedyś mieli wszyscy i wszędzie ;). No i to jest taki korowód widziadeł: prawdziwych, takich, co wychynęły z mroków historii (na przykład lekarze z czasów epidemii dżumy), jakieś sny o dawnej świetności, te sprawy :).

    2. Post
      Author
      admin

      Hm, nawet chyba nie do końca (bo ma się świadomość, że człowieka to za bardzo nie przypomina tak bardzo), ale coś w tym jest :).

    1. Post
      Author
      admin

      E, pisania nie nazwałabym trwonieniem czasu. Przecież nawet jak się pisze dla siebie albo dla siebie, ciotki i sąsiada, to jest to szalenie frapująca czynność. I można ocenić własny postęp, i sobie wszystko poukładać — no, same zalety jednym słowem :).

    1. Post
      Author
      admin

      Zawsze do usług (swoją drogą złapałam się na myśli, że muszę sobie chyba sprawić taką książkę do kolorowania, a jak nie sobie, to Domownikowi, bo jestem ciekawa, czy działa; no i Kot mógłby popolować na kredki, bo ołówki się nam kończą ;)).

    2. Post
      Author
  2. Andrzej Appelt

    Uwierz, jak zacząłem pisać to był wpis o "Wodnikowym Wzgórzu" a potem się coś dziwnego z nim porobiło…
    Mam zadziwiającą skłonność do pisania "obok" i "ponad" 😉
    Dziękuję, że zauważyłaś 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      Ale to z wielu powodów bardzo dobra cecha przy pisaniu 🙂 (a przy okazji Twoja notka to kolejny impuls dla mnie, żeby ubrać w słowa to, co mi chodzi po głowie od dłuższego czasu a propos podziałów gatunkowych!). To znaczy jasne, jak piszący bez przerwy każe nam zanurzać głowy w strumieniu swojej świadomości, to niekoniecznie, ale w tym przypadku zdecydowanie pochwalam to pisanie "obok" i "ponad" :).

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
    2. Post
      Author
  3. Alicja Szymańska

    Dziękuję za wyróżnienie. 🙂
    PS Odpowiadając na pytanie powyżej. W bloggerze podczas wstawiania linka do wpisu można zaznaczyć opcję otwierania tegoż linka w nowym oknie. Ewentualnie w kodzie html wpisu, tuż po adresie linka zakończonym znakiem ", można ręcznie dopisać target="_blank". Mam nadzieję, że pomogłam!

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.