Uff, jak gorąco albo co czytać w upały (żeby przetrwać)

 
Wszystkim nam doskwierały chyba ostatnio upały. Tutaj u mnie troszeczkę się poprawiło od czwartku, ale podobno upały mają wrócić. Lepiej być wtedy przygotowanym, dlatego dzisiaj kilka porad, jak przetrwać taką pogodę z książką, w zależności od tego, jaki jest nasz stosunek do tego typu pogody, oczywiście.

Czujemy się
zmęczeni:
mamy już serdecznie
dość tego, że zaczynamy przypominać trolla Detrytusa i coraz
mniej i wolniej myślimy, bo jest po prostu za ciepło. Ze wstrętem
patrzymy na odłożone na lato książki ambitne, grube czy po prostu
takie, które wymagają od nas większego wysiłku umysłowego. 
Po co sięgnąć?
Nie katujmy się zatem, odłożmy na razie na bok zaplanowane lektury
i sięgnimy po coś, co nas zabawi (lekkie powieści obyczajowe),
coś, odnośnie do czego czujemy, że zwykle szkoda nam czasu
(czytadełka – przy czym muszę lojalnie zaznaczyć, że uwielbiam
czytadełka i nigdy nie szkoda mi na nie czasu), czytają
się szybko i mogą odwrócić naszą uwagę od upałów (kryminały)
albo cokolwiek, co nie przekracza 150-200 stron.
Niech nam dzisiaj towarzyszą stosowne do aury zdjęcia. Fot. Greg Shield.
 

Czujemy się
idealnie, zawsze marzyliśmy o takiej pogodzie:
wytaszczamy z
piwnicy/garażu/szkopki/wielkiej szafy w przedpokoju leżak, włączamy
zraszacze, żeby zapewnić sobie odpowiednią wilgotność powietrza,
wcieramy w siebie krem do opalania, zakładamy okulary i hajże, ha,
to właśnie ta pora roku i ta pogoda, której oczekiwaliśmy z
wytęsknieniem! Nic dziwnego, że od zeszłego lata gromadzimy
zapasy, żeby sprawić sobie komplementarne do pogody literackie
tropiki. 
Po co sięgnąć?
Celujmy w
powieści dziejące się właśnie w tropikach. Sagi podróżnicze o
przedzieraniu się przez dżungle amazońskie, fabuły z czasów
kolonizacji Nowego Świata, a może co
bardziej egzotyczni z naszego zakątka świata nobliści? Można też
skusić się na reportaże z Azji (poza Syberią, oczywiście),
Afryki i Ameryki Południowej (a nuż znajdzie się coś z Ziemi
Ognistej?).

Jest nam
zdecydowanie za gorąco:
nadal
funkcjonujemy, ale marzymy tylko o wannie pełnej zimnej wody,
drinkach pełnych kostek lodu i żeby kot sobie poszedł, bo siedzi
obok, a jest zdecydowanie za ciepły. Nasze
myśli krążą wokół lodów, lodowców i zlodowaceń, pamięcią
genetyczną sięgamy do czasów, kiedy przez Polskę maszerował
lodowiec i pytamy się, komu to właściwie przeszkadzało. 
Po co sięgnąć?
Zgadliście, oczywiście
Skandynawia dostarczy nam swoich autorów: możemy spróbować
przeczytać jakiś słynny kryminał, a jeśli to już za nami, to
może powrót do dzieciństwa i wycieczka do Szwecji Astrid Lindgren,
Danii Hansa Christiana Andersena albo Finlandii Tove Jansson? A jeśli
ominęło nas to w dzieciństwie, to tym bardziej możemy teraz
nadrabiać.
 

Usychamy, bez
szans na wyprawę nad wodę:
urlop dopiero za miesiąc, wszystkie
zbiorniki wodne dookoła nie zachęcają do kąpieli i smutno nam, że
jesteśmy jako ten Szpieg z Krainy Deszczowców rzucony poza Krainę
Deszczowców. Wtedy zwracamy się ku literaturze, bo cóż lepiej
zaprzątnie nasze myśli i pozwoli nam przenieść się w te krainy
nasze utęsknione? 
Po co sięgnąć?
To jest właśnie ta chwila, kiedy z pomocą przyjdzie nam literatura
marynistyczna. Możemy być bliżej rzeczywistości, czytając
pamiętniki, czy nawet poradniki (zawsze możemy się nauczyć
żeglować, przynajmniej teoretycznie), oddać się nostalgii
(Verne!) albo ukąsić straszną klasykę (Melville i Conrad już
czekają!).

Jest zbyt jasno i
zbyt pogodnie:
to nie
temperatura nam przeszkadza, ale samo światło. Dręczy nas, że
wstajemy rankiem – a tu widno, kładziemy się spać – nadal
widno, chyba że przeczekamy sprytnie skryci za zasłoną. Może to
być początkowy objaw wampiryzmu, ale jeśli jesteśmy pewni, że
zjadamy wystarczające ilości czosnku, to znaczy, że tylko aura nas
gnębi. 
Po co sięgnąć?
Trudno znaleźć siłą rzeczy idealne książki do czytania po
ciemku. Ale może to jest ten moment, w którym damy innym poczytać
nam? Jeśli nie mamy nic przeciwko audiobookom, to oddajmy nasze uszy
we władanie aktorskich interpretacji. A może namówimy kogoś z
rodziny, żeby nam poczytał? A my w tym czasie z zamkniętymi oczami
będziemy doceniać naszą ucieczkę przed zbyt jasną pogodą.
 

To koniec świata,
nic dobrego nas już w życiu nie spotka:
niby
wiemy, że przyjdzie jesień, ale wydaje się teraz tak odległa,
wiosna zginęła już w mrokach naszej pamięci, generalnie wydaje
się nam, że już nigdy nie będzie chłodniej, że roztopimy się
tutaj i nikt, i nic nas nie uratuje. Kładziemy się do łóżka
niepewni, czy rano za oknami nie rozpostrze się pustynia, wszystkie
kwiaty w mieszkaniu nam uschły i ogólnie – jest źle. 
Po co sięgnąć?
Jeśli chcemy się oderwać od czarnowidztwa, to raczej po coś
zabawnego. Ale jeśli od lat przepowiadaliśmy przeciwieństwo
Białego Zimna, to może jakaś dobra powieść postapokaliptyczna
pomoże nam jeszcze bardziej rozwinąć nasze prorocze skrzydła?

Czujemy się
surrealistycznie, gdzie w naszym klimacie takie upały:
panie
kochany, za mojej młodości lato to było lato, a nie żar tropików
– takim zdaniem częstujemy każdego, kto zechce słuchać. Albo
chodzimy sobie na spacery i rozmyślamy, czy jakaś dziwna wróżka
nie przeniosła nas do równoległego wymiaru, gdzie co prawda nadal
stoi nasz dom, ale pogoda jest zupełnie inna. Albo może ktoś
ukradł kamień pogodowy i teraz się nim bawi? Albo… 
Po co sięgnąć?
możemy się oczywiście wesprzeć jakimś przyjemnym tomikiem poezji
surrealistycznej (Apollinaire, Breton, Jasieński, Nezval) albo pójść w epikę,
poczytać powieści fantastyczne lub sięgnąć do źródeł i
przejrzeć nad księgozbiór pod kątem baśni i bajek.
 

Wieszczymy
zagładę, to ocieplenie klimatu:
ale spokojnie, jesteśmy na to
przygotowani. Od lat wszystkim powtarzaliśmy, ale nikt nie słuchał.
I teraz proszę, teraz triumfujemy. Tylko jakim kosztem? I co z tym
zrobić? Warto by się było dowiedzieć, bo może satysfakcja
wielka, tyle że jakaś taka… nieproduktywna. 
Po co sięgnąć?
Książki o ociepleniu klimatu, rzecz jasna, ale tylko na początek.
Poradniki, jak przetrwać – ale tylko w ostateczności. Cała masa
publikacji ekologicznych: jak zmienić swój styl życia, usprawnić
gospodarstwo domowe, próbować choć w mikroskali ratować planetę
– jak najbardziej wskazane.

A Wy jakimi
książkami ratujecie się w upały?

_________________

Jutro zaś… Może
o książce?

Comments

  1. Anonimowy

    W zeszłym roku dobrze mi się czytało, a właściwie słuchało w upał "Mróz" Ciszewskiego 🙂 B.

    1. Post
      Author
      admin

      Nic dziwnego ;). Ale przyznaję, że jam z tych, co to dopasowują lekturę do pogody — do dzisiaj bardzo miło wspominam czytanie "Utraty El-Dorado" Naipaula na leżaku w upale; taką miałam namiastkę Trynidadu :).

  2. Anonimowy

    Lubię czytać wszystko zgodnie z pogodą w zimie najlepiej zimowo lodowe thriller i horrory jesienią kryminały wiosna klasykę a latem poradniki ewentualnie książki o tematyce wakacyjnej. Kiedyś miałam ambitne plany czytania w wakacje opaslych tomów ale to zbyt ciężka literatura na upały.

    1. Post
      Author
      admin

      Tak właśnie, widzę, że mamy podobną strategię :). Przy czym w sumie to chyba akurat długością książki sama się nie sugeruję, ale rozumiem wybór — w końcu one bywają za ciężkie w przenośni i dosłownie, kiedy upał doskwiera ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.