10 przykazań czytelniczej higieny albo dekalog czytającego

Oczywiście nie
roszczę sobie pretensji do stworzenia żadnych uniwersalnych
prawideł. Pomyślałam sobie jednak, że czemu by się nie
zastanowić, w jaki sposób dbać o to, jak czytamy – i to zarówno
pod kątem tego co, kiedy i w jaki sposób przyswajamy przez słowo
pisane? Ten wybór jest ściśle subiektywny, mocno oparty na moich
własnych doświadczeniach – i oczywiście otwarty na dalsze
sugestie.

Do wszystkiego, o
czym tu piszę, doszłam metodą prób i błędów. Nie twierdzę
zresztą, że każdy musi się ze mną zgodzić i mieć dokładnie te
same doświadczenia. Ale postanowiłam to, na swoją modłę, spisać.
Bo może akurat komuś też pomoże? Poza tym miło mieć w jednym
miejscu takie wskazówki na wypadek, gdyby ktoś nagle zapytał mnie
kiedyś czy o to, czym się kieruję przy czytaniu albo co zrobić,
kiedy napadła go czytelnicza niemoc. We wszystkich tych punktach
tym, co trzeba mieć na uwadze, jest nieśmiertelny złoty środek:
przesada w którąkolwiek ze stron zwykle przynosi kiepskie efekty. 
 
 
 Przygotowałam nawet na tę okazję taką
oto poręczną grafikę. A gdybyście chcieli więcej — 
rozwijam hasła pod spodem w poście.
 
I. Nie denerwuj
się na siebie, że nie kończysz książek.
Ale zacznij się
zastanawiać, co jest tego powodem, jeśli w ciągu ostatnich
trzech-czterech miesięcy nie skończyłeś ani jednej, czyli
porzuciłeś każdą lekturę, do której podchodziłeś. Czasami to
kwestia kryzysu czytelniczego, który zdarza się każdemu. Może
warto wtedy, zamiast zaczynać nową książkę, wrócić do czegoś,
co znamy i co się nam podobało? Na pewno nie trzeba się martwić.

II. Nie wstydź
się tego, co czytasz.
Niezależnie, czy
dlatego, że to powieść dla młodzieży, a tobie leci piąty
krzyżyk, czy że to straszliwy romans, czy dlatego, że okładkę
projektował wierny uczeń Borisa Vallejo, a ty jedziesz właśnie w
tym samym przedziale, co dwaj biznesmeni i profesor czytający
Prousta po portugalsku. I niezależnie od tego, czy czytasz to dla
przyjemności, po to, żeby wiedzieć, co się „teraz czyta” albo
po prostu dlatego, że masz ochotę się pośmiać, łatwo wzruszyć
czy sprawdzić, jak się ma paskudnie wydana klasyka gatunku.

III. Nie czytaj
na akord.
W ten sposób możesz
zaliczyć dołek czytelniczy, przygnębić się – bo zawsze
znajdzie się ktoś, kto czyta więcej – i zostać z takim
poczuciem, że coś ci się nie udaje. Jasne, są sytuacje, kiedy
trzeba skończyć ileś książek w terminie: czy to w szkole, czy w
bibliotece, czy dla ciotki, która pożyczyła ci rzadkie wydania
dzieł Prusa. Ale może wtedy warto się zastanowić, w jakim tempie
czytamy i by uniknąć niemiłych skutków racjonalniej rozkładać
siły?

IV. Uprawiaj
płodozmian gatunkowy.
Inaczej szybko
dojdziesz do wniosku, że literatura jest na wyczerpaniu i wszyscy
powtarzają już to, co zostało powiedziane. I to nawet jeśli
fundujesz sobie podróż przez historię literatury powszechnej.
Jeśli nie śledzisz akurat drogi rozwoju jakiegoś motywu czy
warsztatu pisarza, lepiej zagryźć klasyka fantastyką, fantastykę
kryminałem, a kryminał obyczajówką z XIX wieku. Ileż świetnych
książek da się znaleźć w ten sposób, a i powoli obczytuje się
to, na co się miało ochotę, co się nam wydawało godne poznania i
przeczytania albo rzeczy polecone przez różne źródła.

V. Nie zarzekaj
się, że czegoś na pewno nie przeczytasz.
W ten sposób
zawęzisz sobie możliwości, a po co to robić? Przeczytałeś „Grę
o tron” i uważasz, że fantasy to gatunek nie dla ciebie? Zajrzyj
do „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, może tam znajdziesz coś
dla siebie. Znudziła cię szkolna lektura z czasów pozytywizmu?
Może warto by było zobaczyć, czy wszyscy ci pisarze pisali
wyłącznie elaboraty na temat obrony do krwi ostatniej danej
wartości. Strasznie długo się zarzekałam, że pewne gatunki są
nie dla mnie – ale okazuje się, że i tam można znaleźć coś
ciekawego; jasne, wszyscy mamy pewne granice – nie ma sensu ich
łamać dla samego łamania, ale dobrze mieć też świadomość, że
i gatunki są szalenie szerokie, więc jedna powieść danego gatunku
drugiej nierówna.

VI. Nie przerażaj
się grubością (albo cienkością) książki.
Grubą najwyżej rozłożysz sobie na raty albo będziesz czytać
przez miesiąc. Czy coś się w tym czasie stanie? A ta cienka
książeczka, z zamiarem przeczytania której nosisz się od
miesiąca, ale ciągle ci się wydaje, że zaraz ją skończysz, więc
nie warto jej pakować do plecaka – może da sporo materiału do
przemyśleń? Nie zawsze opłaca się sądzić książkę po
grubości, bo w obie strony można się przeliczyć (czasami
niestety).

VII. Nie stawiaj
w ostrej opozycji czytania na papierze i na czytniku.
Raczej traktuj te dwa sposoby czytania jako dopełniające się.
Toczenie bojów o to, czy e-książka to jeszcze książka albo o to,
że dźwiganie na wakacje tetralogii w walizce nie ma sensu – może
co najwyżej skonfliktować cię z innymi, nie przyniesie za to
korzyści ani tobie, ani innym. Czytaj i daj czytać innym – a może
przy okazji przekonasz się, że od czasu do czasu można przeczytać
e-booka.

VIII. Nie hołduj
poczuciu, że tylko pewne określone gatunki i historie są warte
czytania, a reszta to strata czasu.
Wiele można się
nauczyć, czytając złe książki. Jeśli, oczywiście, czyta się
nie tylko je. Rzecz jasna dawka jest tu kluczowa – nie warto
przesadzać. Ale dobrze jest mieć porównanie. Zresztą, o złych
książkach naprawdę dobrze się dyskutuje, jeśli nie poprzestajemy
tylko na „nie czytałem, kiepskie”. Pod fabułą najgorszej
książki można wyczytać całe mnóstwo informacji – i uzbrojonym
w nie polecać czytelnikowi coś, co uznajemy za interesującą
literaturę, mogącą mu się spodobać.

IX. Nie
tylko nowości warto znać. W starszych książkach można znaleźć
fascynujące, bardzo współczesne historie.
I
to pomimo tego, że bohater nie ma toalety, chodzi w
dziwnym ubraniu i musi sam zapolować na obiad. Jasne, starsze
książki bywają brzydziej wydane (a bywają i dużo piękniej),
czasami się rozpadają, ktoś już je przed nami czytał (to co
można w nich czasami znaleźć!), a bohaterowie poruszają się w
świecie innym niż nasz. Ale że innym – przez to wcale nie
gorszym, ba, czasami nawet przez to ciekawszym.

X. Korzystaj z
bibliotek – tych za rogiem, i tych w internecie.
Może nie masz najlepiej wyposażonej biblioteki
miejskiej/gminnej/szkolnej, ale to nie znaczy, że nic wartego uwagi
w niej nie ma. Może zawsze chciałeś się doedukować z literatury
klasycznej? Wtedy warto też zajrzeć na serwisy legalnie
udostępniające e-booki.

Podzielicie się swoimi przemyśleniami na ten temat?
______________________________

Ponieważ wędruję na weekend poza zasięg internetu, mogę być w
tym czasie wredną Pyzą nie odpowiadającą na komentarze – ale,
jak zwykle, jak najszybciej będę mogła, nadrobię. Za to notki
powinny się pojawiać bez przeszkód.

30 Replies to “10 przykazań czytelniczej higieny albo dekalog czytającego”

  1. Przede wszystkim na początku muszę zaznaczyć, że złapałam się na tym, iż w pracy codziennie (!) od rana czekam na Twój okołopołudniowy wpis 🙂 To już uzależnienie! (albo obsesja, ale nie martw się nie będę podrzucać posiekanych pierogów pod drzwi)

    Wszystkie przykazania Twoje są też moimi. Dokładnie tak sobie zawsze mówię, gdy chcę sięgnąc po książkę grubaskę lub książkę z innego gatunku, której zarzekałam się, że nie przeczytam 🙂

    Na pewno dodałabym też od siebie przykazanie: "Nie zniechęcaj się". Ważne jest nie zniechęcanie się w ogóle – do czytania po jakiejś słabej lekturze, do książki po słabym początku, czy choćby do pisarza lub gatunku po kilku zawodach. Z doświadczenia wiem, że nie tyle do trzech razy sztuka, co czasami do pięciu lub dziesięciu 🙂

    O i jeszcze "Ciągle szukaj" – ciekawych książek, interesujących gatunków, wspaniałych pisarzy, miejsc gdzie książki możesz zdobyć. Lubię takie czytelnicze poszukiwania, bo zazwyczaj kończą się one spektakularnym sukcesem i odkrywam coś zupełnie nowego, o czym wcześniej nie miałam pojęcia – nową księgarnie internetową, nieznanego mi pisarza albo powieść, o której słyszałam, ale którą nie podejrzewałam o bycie tak genialną.

    Miłego urlopu i prawdziwie radosnego odpoczynku życzę!

    1. Nie martwię się, to szalenie miłe, co mówisz :). Bardzo przyjemnie jest się o czymś takim dowiedzieć! Także to przemiłe, dziękuję :).

      O, bardzo dobre dodatki: "nie zniechęcaj się", jest ważne zwłaszcza wtedy, kiedy kusi nas, żeby wydać sąd o pisarzu czy gatunku, które słabo znamy (vide moja z Lemem przygoda — a gdybym się zniechęciła na dobre, nie spędzałabym takiego cudownego czytelniczego lata: także polecam wszystkim i podpisuję się pod tym Twoim przykazaniem :)). A i "Ciągle szukaj" to znakomity sposób na znajdowanie nowych czytelniczych wyzwań i światów, w które można zapaść :). No i świetnie uzupełnia się z tym, żeby szukać nowych gatunków i nie poprzestawać wyłącznie na tym, co się już zna :).

  2. Zgadzam się z przykazaniami pierwsze biorę sobie do serca ☺

    1. Super, cieszę się :).

  3. Twój czytelniczy dekalog wydaje mi się trafny i chyba dosyć wyczerpujący. Skoro są osoby, które szukają u Ciebie np. porad, gdzie trzymać książki, to może zbiór takich porad dotyczących higieny czytelniczej też okaże się potrzebny 😉

    1. Właściwie to powinnam się przyznać, że to też takie egoistyczne pobudki, bo to nieźle też podsumowuje moją filozofię czytania. A jeśli faktycznie się komuś poza mną przyda — jeszcze lepiej ;). A wpis o układaniu książek chyba faktycznie "chodzi", więc zdaje się, że jest popyt na taką wiedzę ;).

  4. Nr 8 jest ciekawe i bardzo trafne. Dzięki nieciekawym książkom jeszcze bardziej docenimy te dobre. Te lekkie pomagają się rozluźnić, więc też się czasami do czegoś w życiu przydają 😉

    1. No jasne :). Przy czym te naprawdę złe książki — nawet nie "lekkie i przyjemne", ale właśnie takie topornie napisane, ukrywające paskudne rzeczy pod powierzchnią z lukru — też mogą nas wiele nauczyć; nie dość, że docenimy te dobre (czy choćby przyjemne), to jeszcze możemy się nauczyć, jak wyczytywać spod spodu te poukrywane rzeczy :).

  5. Dziękuję Ci bardzo za numer 7. Opozycja czytnik-książka to temat samograj i przyczyna wielu wojen na forach i grupach Fb. A przecież wszystko jest dla ludzi :). Z resztą dekalogu się zgadzam, chętnie bym go pożyczyła i powiesiła u siebie :).

    1. Pożyczaj i wieszaj, jeśli masz ochotę (w końcu też trochę po to przetestowałam swoje umiejętności w sporządzaniu ikonografik ;)). Tak, to prawda, że te wojny się toczą — ale tak jak kiedyś już pisałam, nie do końca rozumiem cel takiego antagonizowania sposób czytania, które są — no właśnie — dobrym dopełnianiem siebie nawzajem.

  6. Podobnie jak wyżej – przyczyna wielu wojen na forach i grupach szczególnie na niektórych portalach, stanowi numer 2. Do czytania niektórych autorów oraz niektórych książek, w pewnych miejscach lepiej się nie przyznawać, bo to jest tak niska literatura, że samo napomknięcie o niej, źle o nas świadczy. A co dopiero czytanie, wypowiadanie się, pisanie opinii.

    1. To jest kolejna rzecz, której do końca nie rozumiem, bo przecież, no właśnie, można przeprowadzić wnikliwą analizę nie tylko Prousta, ale i chociażby Meg Cabot i nie uważam, żeby komukolwiek przynosiło to ujmę. Co prawda jest pewien rodzaj naprawdę złych książek (nie tylko pod względem warsztatu), które dobrze jest wnikliwie czytać, ale pod innym kątem: żeby zobaczyć, co też w nich siedzi. I jest to dużo lepsze rozwiązanie, moim zdaniem, niż ostentacyjne nieczytanie.

  7. Zgodzę się: czasem warto przeczytać złą książkę, chociażby po to, by później odpowiednio docenić te dobre 🙂

    1. A czasami po prostu potrzeba mało skomplikowanych emocji i braku konieczności myślenia. Czytelnik zgadza się na daleko idące uproszczenia i daje się wciągnąć w opowieść, podobnie jak w niezobowiązujące pogaduszki przy kawie 🙂

    2. @Wiedźma i @Pani_Wu, tak i tak, zgadzam się :). Przy czym wydaje mi się, że książki lekkie i przyjemne niekoniecznie są złe i odwrotnie: złe książki nie zawsze są lekkie i przyjemne. Ale sama bardzo lubię dobrze napisane czytadła (przy czym, no właśnie, dla mnie czytadła to niekoniecznie są "złe książki"). Muszę chyba o tym napisać, bo to problem nurtujący mnie od pewnego czasu — czym jest "zła książka", bo nie sądzę, że chodzi tylko o kategorię "wagową" czy tematykę, ale raz, że o sam warsztat pisarski, a dwa o to, co też w tych książkach siedzi pod samą powierzchnią fabuły, o czym tak naprawdę mówią, jaki świat pokazują i tym podobne.

  8. Szukaj inspiracji u innych. I słuchaj książek. To moje dodatki do Twojej listy. Pozdrawiam:-)

    1. Bardzo zacne dodatki :). Chociaż ze słuchaniem książek — to nadal w moim przypadku faza eksperymentów ("Zły" nadal siedzi jeszcze nieruszony, ale zbieram się, zbieram :)).

  9. Bardzo słuszny dekalog czytelniczy. Staram się go stosować. Ważne, moim zdaniem są podpunkty o płodozmianie i sięganiu po starsze książki. Jednego punktu nie mogę spełnić: denerwuję się, że książki nie skończyłam, a jednocześnie męczę się czytając.
    Mam pytanie: znacie jakieś dobre, uczciwe biblioteki ebooków?

    1. Może najpierw odpowiem na pytanie, bo napisałam o tym cały wpis, może w którymś z tych miejsc znajdziesz coś dla siebie? To nie wszystko są e-booki, ale jeśli twój czytnik odtwarza format PDF, to znajdziesz i tam spore bogactwo przeróżnych lektur :).

      Mnie się wydaje, że to też trochę kwestia charakteru: doskonale pamiętam moment, w którym męczyłam się okropnie czytaną książką, mając lat bodajże dziewięć, i dopiero Mama mi uzmysłowiła, że wcale nie muszę jej kończyć. I jak mi po tym ulżyło :)!

  10. Wypada sie zgodzić ze wszystkim zwłaszcza z punktami 8, 9 i 10

    1. Cieszę się :).

  11. Trafne uwagi, najbardziej spodobał mi się numer cztery. Pozdrawiam:)

    1. Dziękuję, no i oczywiście też pozdrawiam :).

  12. Popieram X. Moja mała gminna biblioteka ma więcej nowości niż niejedna "wielkomiastowa". Pozdrawiam:)

    1. Poza tym biblioteki bywają świetnie zaopatrzone w nieco starsze rzeczy, trochę zapomniane, a nieraz znakomite! W końcu to nie jest tak, że warte czytania są tylko nowości i klasyka, jak czasem może się wydawać przy przeglądaniu blogów. Jest jeszcze cały wielki obszar "pomiędzy", w eksploracji którego pomagają właśnie biblioteki.

    2. @Mrs Bee, no ba, dobra biblioteka to skarb :). I tak jak pisze @Procella, nawet jak nie ma samych nowości, to jest cała masa fascynujących książek, które może się nie przebiły do głównego nurtu, może się przebiły, ale bardzo dawno temu i nikt o nich nie pamięta albo jakieś kameralne historie szalenie warte poznania, a stojące sobie zakurzone gdzieś w kąciku i czekające, żeby je odkryć!

  13. Bardziej mi się podoba to, jak sformułowałaś siódemkę w poście niż na obrazku. Wiem, że to kwestia zwięzłości i przejrzystości grafiki, ale IMHO brzmi to trochę tak, jakby czytelnik miał obowiązek czytać na oba sposoby, żeby być "dobrym" i spełnionym czytelnikiem, a z tym się zgodzić nie mogę.

    1. Tak sobie pomyślałam, że w sumie chyba ikonografika i post powinny iść razem ze sobą w parze i się dopełniać, ale może masz rację, że to, co chcę dokładnie powiedzieć, powinno być celniej sformułowane w tym jednym zdaniu na obrazku. Bo jasne, nie chodzi o to, żeby czytać i tak, i tak z przymusu, a o to, że nie warto się kłócić, który sposób jest lepszy :).

  14. Ja bym dodała jeszcze, że warto przeczytać już znaną sobie książkę po raz wtóry – i to wcale nie jest marnowanie czasu. Sprawdziłam 🙂

    1. Zdecydowanie bardzo dobry dodatek (napisałam nawet o tym cały wpis, a tu zapomniałam dodać odpowiedniego punktu — muszę pomyśleć, jak to naprawić :)). Dziękuję!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.