Polecono mi… Albo o korzyściach poznawczych

 
Staram się być systematyczna. Z całkiem prozaicznego powodu: bez systematyczności się gubię i potem trudno jest mi opanować narastający wokoło mnie chaos. Nie jest to niemożliwe, ale jednak dość trudne. Dlatego jakoś już w lutym zdałam sobie sprawę, że powinnam stworzyć zupełnie osobną listę książek, które zostały mi polecone dzięki temu, że założyłam bloga…

…Czego nie
zrobiłam, ciągle sobie jednak obiecując, że którejś wolnej
niedzieli siądę i ją zrobię. Ale wiecie, jak jest, wszystko
człowieka mniej lub bardziej rozprasza. Postanowiłam jednak zebrać
w jednym miejscu te polecone książki, pospisywałam je z list,
zajrzałam starannie do wszystkich komentarzy i z pierwszych stu
postów wybrałam książki, o których istnieniu dowiedziałam się
dzięki blogowi albo które może nawet chciałam przeczytać, ale
jakoś tak nie wiedziałam, czy warto się za nie zabierać. I tak w
ramach podsumowania je tutaj porządkuję. Dzisiaj jedna dziesiątka,
kolejne sobie zostawiam na zaś, bo przyznam szczerze –
postanowiłam się dzisiaj wyspać, w związku z czym nieco mniej
czasu chciałam przeznaczyć na pisanie. Taka się zrobiłam w tym
czerwcu, ech. 
 
 
 Koty przy książkach zawsze są odpowiednią ilustracją każdej
notki, prawda? Źródło.
 

„Ze
wspomnień samowara” B. Hertz
Strasznie jestem
ciekawa tego tytułu, bo ze wspomnieniami szkolnymi z lat dawnych
usiłowałam się zapoznać przez „Wspomnienia niebieskiego
mundurka”, ale mnie nie zachwyciły, a tu się trafia urocza z
opisu i polecenia okazja, żeby z nieco późniejszego czasu wyłowić
kilka szkolnych perełek. Hertz jest na mojej liście do zdobycia
wysoko i pewnie jak się, powiedzmy, oporządzę, to zabiorę się
intensywniej za szukanie.

Seria o Percym
Jacksonie
Bo nie znam zupełnie. Aż mi dziwnie z tym, bo z tych – nazwijmy
je nieco starszymi – serii młodzieżowych starałam się z
większością zapoznać, a ta mi jakoś umknęła. Na początku
myślałam, że chyba nie jest za dobra, potem nie mogłam jej
znaleźć i jakoś zapomniałam, a teraz zdałam sobie sprawę, że z
polecań wnioskując to może być fajna rzecz i do tego z bogami
greckimi w tle. Jak ja to przegapiłam?

„Klub mało
używanych dziewic” M. Szwaja
Mam wrażenie, że coś Szwai czytałam, ale co dokładnie, nadal nie
wiem do końca. Chyba nie zrobiło na mnie to zbyt dużego wrażenia
w takim razie. W każdym razie po tym, jak powieść ta pojawiła się
przy jakiejś okazji w komentarzu, pomyślałam, że właściwie
skoro nic z owej mitycznej Szwai, którą chyba czytałam, nie
pamiętam, trzeba by dać autorce kolejną szansę. A i opis
biblionetkowy brzmi zachęcająco, więc czemu nie.

„Bogaty
książę” N. Rolleczek
Bardzo lubię pisanie Natalii Rolleczek i się z tym nie kryję, ale
z jej późnych książek miałam w rękach chyba tylko „Małego
proboszcza z Iwy”. A tymczasem „Bogaty…” stoi sobie na półce
(antykwariaty są, mam wrażenie, pełne powieści Natalii Rolleczek,
więc nic tylko się spokojnie i systematycznie zaopatrywać) i
czeka. I się, mam nadzieję, za jakiś czas doczeka, bo mój
Domownik już czytał, a ja nadal nie.

„Curriculum
vitae” J. M. Szancer
Nie miałam zielonego pojęcia, że Szancer napisał autobiografię,
więc jak się tylko dowiedziałam uznałam, że to musi być świetna
rzecz, zwłaszcza że ilustracje Szancera uwielbiam i z chęcią
zobaczę, jak mu wyszło słowo pisane.

„Święty
Wrocław” Ł. Orbitowski
Z Orbitowskim mam tak, że chyba przegapiłam ten moment, kiedy
zaczął pisać dużo i dużo się o nim zaczęło mówić. Kojarzę
jak przez mgłę jakieś jego opowiadania horrorowe, które były
okej, ale nie wywarły na mnie większego wrażenia (ale i ze mnie
czytelnik horrorów żaden, prawdę mówiąc) i mam wrażenie, że
dobrze by się było przyjrzeć, o co chodzi z tym, że Orbitowski
znalazł się w pierwszej lidze polskich pisarzy i ciągle zbiera
jeśli nie nagrody, to nominacje do nich.

„Klub Dumas”
A. Perez-Reverte
Jedno z moich największych zaniedbań, jak się okazuje. Co rusz
przy jakiejś okazji się ta książka pojawia i jest bardzo, bardzo
chwalona. Cóż więcej mogę powiedzieć niż to, że obiecałam
sobie w miarę szybko sprawdzić, czy mi z Perezem-Reverte po drodze,
czy nie?

„Słoneczniki”
H. Snopkiewicz
Mam słabość do powieści tego typu, a o tej nigdy wcześniej nie
słyszałam. Serio, serio. Nie wiem do końca czemu, ale tak było.
Także z radością sobie wyszukałam, o co chodzi i solennie sobie
obiecałam, że się z fabułą zapoznać muszę.

„Zapałka na
zakręcie” K. Siesicka
Wiecie co, to jest trochę takie moje czytelnicze nemezis. Zaczynałam
tę książkę niezliczoną ilość razy począwszy od podstawówki
po ostatnią próbę podjętą na jesieni. I nic. No, ale ja
przynajmniej mam tak, że przy odrobinie nastawienia bardziej
badawczego jestem w stanie przeczytać może nie wszystko, ale wiele.
I tak sobie w ramach przypominania bądź zapoznawania się z taką
klasyką dla nastolatek postanowiłam zmierzyć z wymienianą właśnie
w gronie takich powieści „Zapałką…”. A co wyjdzie,
zobaczymy.

„Złoto Gór
Czarnych” A. Szklarski
Z Tomkiem też mi
zawsze było nie po drodze, bo nudził mnie szalenie, i już
myślałam, że Alfred Szklarski nie dla mnie, ale po rekomendacji
„Złota…” rozczytałam się w sieci i okazuje się, że może
jednak byłam w błędzie. Nie wiem i tu, jak będzie z lekturą, ale
wyszukać wyszukam i zacząć zacznę, a co dalej – zobaczymy. Ale
na takie narracje jestem zawsze łasa, bo to fascynujące, co można
z nich wyczytać. 
 
 
 

Także dzisiaj mało
problemowo i raczej listowo, ale że długi weekend, to
można sobie pozwolić na chwilę odetchnąć.

________________

Jutro zaś –
zmienimy klimat.

Comments

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
  1. Michał Małysa

    Ja bardzo żałuję, że nie przegapiłem serii "Percy Jackson". Uwielbiam literaturę young adult, a to jest bezprecedensowy przykład dość żałosnego wyzyskiwania szalenie ciekawych przecież motywów (nie wiem jakim cudem udało się autorowi tak interesującą mitologię zmienić w temat do bólu bezpłciowy), uzupełniony na dodatek o rażące na każdym kroku niezborności stylistyczne. Chociaż i tak najgorsze były momenty, w których Riordan próbował podlizywać się młodemu czytelnikowi. Kompletnie bezsensowne krytykowanie szkoły (u takiego polskiego Pilipiuka, króla populistów, także obecne często-gęsto, ale chociaż jakoś uargumentowywane) i nazwanie opery czy tam muzyki klasycznej "chórkiem facetów zawodzących po włosku". Sztuczne do bólu, przypominające płaszczenie się, czołganie przed czytelnikiem i skomlenie o uwagę.

    Pewnie i tak przeczytasz, ja doskonale rozumiem to pragnienie poznania wszystkiego, ale i tak zaproponuję w to miejsce cykl młodzieżowy nieporównywalnie lepszy i niestety znacznie mniej popularny – "Morze Trolli" Nancy Farmer. Spodoba ci się, gwarantuję, a jest też Pangur-Ban 😉

    1. Post
      Author
      admin

      No, toś mnie z lekka zniechęcił — ale z lekka, bo i tak zobaczę, z czym tego Percy'ego się da zjeść i czy faktycznie taki niestrawny (a niezborności stylistyczne to może kwestia tłumaczeń?). Natomiast "Morze Trolli" już sobie dopisuję do wydłużającej się ciągle listy, wychodzi na to, że przegapiłam niejeden cykl młodzieżowy. A jeszcze mam "Zwiadowców" do nadrobienia!

  2. Prowincjonalna nauczycielka

    Od razu, gdy zobaczyłam, że będzie lista, otworzyłam katalog biblioteczny, żeby zamawiać;-) Na razie zamówiłam Hertza. Szancera czytałam, ale jakoś mnie nie zafascynował – może miałam kiepski czas na wspomnienia. Perez-Reverteza ukochałam po "Terytorium Komanczów", ale po te nowsze boję się sięgnąć;-) Muszę jeszcze sprawdzić Rolleczek, bo znam jej tylko rodzinę Szkaradków.

    1. Post
      Author
      admin

      Koniecznie, Rolleczek jest świetną pisarką! Bardzo polecam moje ukochane "Urocze wakacje", mało znane, a doskonale mieszające fikcję z rzeczywistością na kilku poziomach — niejednoznaczne, niepokojące, a równocześnie zabawne i nostalgiczne. Świetne, po prostu :).

  3. zacofany.w.lekturze

    Yyyy, nie zaczytaj czytać Szwai od Klubu dziewic, miej litość nad sobą. Przeczytasz, autorkę inwektywami obrzucisz, a szkoda, bo napisała parę dużo lepszych książek. Taka Artystka wędrowna, moja faworytka, na przykład 😀

    1. Post
      Author
      admin

      No ja właśnie coś Szwai musiałam czytać, ale co to było…? Więc "Klub…" byłby drugi. Ale to może za tą "Artystką…" się wtedy rozejrzę do kompletu, dla równowagi, jakbym miała rzucać ;).

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
      admin

      Koty nie moje, dlatego podaję źródła zdjęć :). Jak nie podaję, to zwykle piszę, że sama robiłam. A mam w planach wreszcie ozdobić któryś wpis moim własnym kotem, ale to jeszcze pieśń przyszłości (ale tak w ogóle to on się lubi fotografować, więc podejrzewam, że to kwestia charakteru kota ;)).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.