Podróże z autorem albo Wpis na początek wakacji

Słuchajcie, toż to
dzisiaj koniec roku szkolnego! Dla dużej części populacji
zaczynają się wakacje, czyli dwa miesiące wolności od szkolnych
obowiązków, który to czas sama wspominam błogo i radośnie (aż
żal, że wakacji nie ma się przez całe życie!). Dlatego jak tylko
zerknęłam w kalendarz pomyślałam, że to idealna okazja, żeby
napisać wpis na temat, który został mi kiedyś podsunięty przez
Timid w dyskusji pod wpisem aHa.
Zatem, jeśli macie ochotę – nawet jeśli dla Was, tak jak i dla
mnie, nie zaczynają się wakacje – zachęcam do hipotetycznych
podróży z autorem!

Wybrałam kilku
autorów, przy czym stwierdziłam, że odrobina absurdu jeszcze
nikomu nie zaszkodziła, więc klucz i zestawianie są raczej z
gatunku tych humorystycznych. Nie do końca zatem wpisuje się w same
założenia marketingowego pomysłu „podróży z autorem”, ale za
to, sami wiecie, można po prostu w taką podróż wziąć książkę
danego autora i bawić się podobnie przy odrobinie wyobraźni. O ile
są ku temu możliwości. No to w drogę!

Wersja oszczędna:
z Josephem
Conradem po województwie łódzkim
W
sam środek Polski, można by powiedzieć, że w samo jądro
polskości, czyli do Piątku – skierowanie
się tam w towarzystwie Conrada wydaje się być pomysłem idealnym.
Oczywiście teorie na temat tego, gdzie tak naprawdę jest środek
Polski (nie wspominając już o środku Europy), mnożą się
szybciej niż grzyby po deszczu, ale w ramach naszej wersji
oszczędnej nie wychodźmy poza Łódzkie. Ale jeśli myślicie, że
na geograficznych zagadkach się skończy, to się mylicie. Przecież
temat zła w naturze człowieka gdzież można zgłębiać lepiej niż
w pobliskiej Łęczycy, siedzibie
projekcji ludzkich złości, diabła Boruty? A rzut
kamieniem dalej jest Łowicz, tak żeby kolorowe pasiaki i wieś
sielska anielska tradycyjna przypomniały Conradowi, że jednak w
ojczyźnie się o nim z uporem maniaka mówi per „Conrad
Korzeniowski”, niech ma. Podróż kończymy w Kutnie, za którym
miłość nasza do pisarza może wysiąść z pociągu, ale wcale
niekoniecznie, może będziemy chcieli podróż kontynuować – a
skąd lepiej, niż z Kutna, wielkiego węzła kolejowego?

Wersja
przewrotna:
z Zofią
Nałkowską na Antypody
Pisarka wydaje się być idealną towarzyszką podróży: elegancka,
obyta, kulturalna, a do tego córka geografa. Gdzie się z nią zatem
wyprawić, jeśli nie w daleką podróż? A jak daleką, to już
sobie nie folgujmy, jedźmy najdalej, jak się da, to znaczy do
Australii. Ale niech Was nie zwiedzie owa elegancja i kultura –
musicie uważać, bo Nałkowska pierwsze, co zrobi, to podąży w
głuszę szukać tutejszej fauny i wróci zapewne z oswojoną
kolczatką. Musicie też być przygotowani na to, że każdy
napotkany dziobak wywoła wspomnienia o pani Dziobakowej, gospodyni
uwiecznionej w „Domu nad łąkami”. Ale przy okazji na pewno
Nałkowska okaże się znać tamtejsze kręgi pisarsko-aktorskie, a
nawet jak nie, to pewnie pozna, więc jeśli liczycie na spotkanie z
Hugh Jackmanem w jego ojczyźnie, to może być najlepszy sposób.

Wersja
awanturniczo-przygodowa:
z Zofią Kossak-Szczucką w pampę
Zapakujecie się z szanowną pisarką na statek, przepłyniecie
Atlantyk i już Was powita Argentyna, już podadzą Wam konie, już
ruszycie zażywać kowbojskiego życia w pampie! W końcu gdzie
indziej jechać z potomkinią tych Kossaków i na czym innym się
poruszać? Jeśli macie ochotę na przygodę niepozbawioną
refleksji, to jest idealna oferta dla Was. Przy okazji można
eksplorować maryjną pobożność Argentyńczyków i prześledzić
zawiłe, i nie zawsze jasne i klarowne, losy polskiej emigracji w
Argentynie. Znajdzie się i wątek kobiecy, i martyrologiczny, i
oczywiście patriotyczny ze wszech miar. Wycieczka nadaje się
doskonale także i dla tych, którzy nie jeżdżą konno, bo jeśli
jeszcze nie jeżdżą, to pod czujnym i groźnym okiem pisarki na
pewno się zaczną.

Wersja
długodystansowa:
z Władysławem Reymontem do Chin
Jak wiadomo Reymont pracował na kolei – nie był może najlepszym
zawiadowcą stacji, bo potrafił się tak zaczytać, że przegapiał
pociągi – ale tutaj te umiejętności nie będą mu potrzebne.
Wsiadamy z nim zatem do wagonu, a pisarz bawi nas barwnymi
opowieściami, a czas nam płynie niepostrzeżenie, gdy tak
mkniemy… Rzecz jasna koleją transsyberyjską! Słuchamy opowieści
o podstępnej industrializacji, wzruszamy się losami zsyłanych na
Syberię rewolucjonistów, a jak już się nasłuchamy do syta, to i
my, i Reymont rozsiadamy się na siedzeniach, i czytamy, czytamy, a
krajobrazy przemykają za oknem. Aż w końcu docieramy do Chin, a
tam – rzecz jasna – na chińską prowincję. Trudno sobie
wyobrazić baczniejszego obserwatora niż Reymont, więc spędzamy
miłe chwile wkręcając się wraz z nim na co większe miejscowe
uroczystości.
 
 
 Władysław Reymont już nasłuchuje z dala, czy nasz pociąg się zbliża. Zdjęcie zrobione ok. 1920 roku ze zbiorów Biblioteki Narodowej. Wszystkie zdjęcia z nieocenionej Polony, wszystkie w domenie publicznej.
 

Wersja
zorganizowana (pozornie):
ze Stefanem Żeromskim last
minute
Dlaczego pozornie? Oj, naczytawszy
się Żeromskiego można odnieść (całkiem, moim zdaniem,
uzasadnione) wrażenie, że od
czasu do czasu autor potrzebuje przejść ze sceny do sceny, więc
pakuje bohatera bez sensu w jakąś kabałę, każąc mu jechać
gdzieś dowolnym środkiem transportu (w tym samolotem) do jakiejś
fantastycznej lokacji, z czego średnio coś wynika. Mało
jest bohaterów Żeromskiego, którzy sobie tak nie pojeździli. No
to co, i nam czas w drogę? To byłby chyba właśnie odpowiednik
takiego last minute
im dalej i egzotyczniej, tym lepiej – tyle że na miejscu okazałoby
się, że nasz trzygwiazdkowy hotel to budka nieopodal plaży,
oczywiście zamkniętej z uwagi na inwazję sinic, a po mieście
chodzą za nami podejrzane typy. 
 
 
Stefan Żeromski znowu myśli, co też tu poszło nie tak z tym hotelem. Zdjęcie z okolic 1918.

 

Wersja
w dwupaku:
z Juliuszem
Słowackim na Słowację
Dlaczego w dwupaku? Już tłumaczę: jedziemy na dwa tygodnie. Przez
pierwszy tydzień jeździmy z Juliuszem na nartach, a on niczym
rasowy hipster ubiera się oryginalnie, wzdycha po nocach, rysuje
przed nami poetyckie krajobrazy, tu i tam rzuci anegdotę o
miejscowej legendzie, no i oczywiście stanie się obiektem
uwielbienia wszystkich w pensjonacie, w którym się zatrzymamy. Ale
że jest słabego zdrowia, to drugi tydzień spędzimy opiekując się
poetą w chorobie i służąc jako sekretarze, spisując dyktowane
nam listy do matki chorego. Ale przynajmniej pieniędzy na żadną
okazję nam nie zabraknie.
 
 
 

 Nasz Słowacki taki właśnie bardziej na modłę góralsko-zbójniczą
 tylko czeka, żeby wyjść na narty. 
 

Wersja
przyszłościowa:
z Adamem Mickiewiczem na Księżyc
A jak już będzie można, to z kim
lepiej wypadłaby podróż międzygwiezdna? Ruszymy na Księżyc z
wieszczem, który jak wiadomo wysłał już swojego bohatera, pana
Twardowskiego, w te same rejony, więc pewne rozeznanie ma. Jest
idealnie daleko, żeby siedzieć, wpatrywać się w Ziemię i tęsknić
(Ziemio! Ojczyzno moja!), no i słowa „wypłynąłem na
suchego przestwór oceanu” nabrałyby nagle bardzo dosłownej i
niepoetycznej barwy. Miałby nasz wieszcz zagwozdkę, jak sobie
poradzić z księżycowymi metaforami!

Skusilibyście się na takie wojaże? A może macie własne pomysły,
z kim i dokąd, no i z jakimi korzyściami, byście się wybrali!

________________________

Wszystkim, którzy zaczynają wakacje oczywiście zazdroszczę, ale
też życzę udanego wypoczynku (także z książką!). A jutro
będzie tutaj o przyrodzie, ale nie tylko, więc utrzymamy się w
klimacie – poniekąd.

Comments

    1. Post
      Author
      admin

      Myślę, że podróż z nimi w takie miejsca mogłaby jeszcze tę sympatię pogłębić ;). Chociaż kto wie, może byłoby dokładnie odwrotnie? W końcu jak za długo z kimś się przebywa, można dostrzec nie do końca te cechy, które by się chciało ;). A na Księżycu to już by było mnóstwo czasu na takie dostrzeganie!

    1. Post
      Author
      admin

      Tudzież z Julesem Vernem :). W ogóle jak konstruowałam wpis, to całkiem spora liczba pisarzy nadawałaby się do podróży dookoła świata, ale że nie mogłam się zdecydować, to stwierdziłam, że zostawię to do dalszych domniemywań :).

    1. Post
      Author
      admin

      Ba ;). W ogóle wielu australijskich aktorów (o pisarzach nie wspominając — ale to chyba kuszące z innych względów ;)) na pewno dałby się w takim towarzystwie spotkać ;).

  1. Anonimowy

    Ha. Zestawienie z humorystycznym kluczem. Ale zadziwilo mnie ralizmem. Wyobraz sobie: ja, ubiegle wakacje, last minute w hotelu przy plazy, a na tej plazy czytalam Przedwiosnie 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      No to faktycznie udało mi się ;). Ale mam nadzieję, że warunki były lepsze niż w przypadku większości podróżujących bohaterów Żeromskiego!

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.