Gdzie kłaść książki albo odpowiedź na bardzo częste pytanie


Wierzcie lub nie,
ale całkiem spora gromadka osób trafia tutaj wpisując w
wyszukiwarkę hasło „gdzie kłaść książki”. Czasami w pewnym
wariancie tego zapytania, ale na ogół właśnie po takich słowach.
Pomyślałam zatem, że skoro jest zapotrzebowanie na takie
wskazówki, to czemu by się nad takim problemem nie pochylić?

Oczywiście
najprostsza – i w sumie najtrafniejsza – odpowiedź to: wszędzie.
Taki zwyczaj przynajmniej praktykuję od lat, gromiona zań od czasu
do czasu przez innych członków rodziny (ale się nie zrażam). W
każdym jednak razie to nie jest żadna wskazówka, więc przyjrzyjmy
się nieco bardziej konkretnie tym miejscom, gdzie da się położyć
książki. Przykłady, jak zwykle, z życia niżej podpisanej.
Przynajmniej jakaś ich część. 
 Ilustracja odpowiedzi, że książki można kłaść wszędzie. Źródło.
Regał i półka
Wydaje się, że to najprostsze i najodpowiedniejsze miejsce. Tyle że
regały bywają różne: zdarza się nagminnie, że regał się
wygina pod ciężarem książek, kilka półek już spadło mi w nocy
nieopodal łóżka, nie wspominając już o tym, że po prostu nie
zawsze ma się regały i półki na książki (a rzadko kiedy chyba
występuje w przyrodzie stan zwany „mam dokładnie tyle miejsca na
półkach, ile potrzebuję”). Aczkolwiek doskonale dopasowane
regały, idealnie głębokie i wysokie jak trzeba, to niewątpliwie
marzenie każdego, kto w ten czy inny sposób zbiera książki.
Natomiast inną kwestią są regały na tyle głębokie, żeby dało
się tam ustawić dwa (bądź w przypadkach ekstremalnych: trzy)
rzędy książek. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem z tych, co jak już
ustawią książki w drugim rzędzie, to zapominają o nich na lata.
Ale za to potem ile radosnego odkrywania zbiorów zupełnie na nowo!
Biurko i stół
Przyznam się Wam, że uwielbiam duże stoły i biurka. Sama nie mam
jakichś przepotężnych, ale marzą mi się takie duże, duże, żeby
wszystko się na nich mieściło. Stoły są nawet bardziej
praktyczne od biurek, bo – podobnie jak z tymi drugimi rzędami na
półce – jak coś włożę do szuflady biurka, to może tam leżeć
w błogiej niepamięci przez bardzo długi czas. Oczywiście stoły
zdarza się wykorzystywać do tak prozaicznych celów, jak na
przykład jedzenie na nich, więc biurka są tu nieco bardziej
uprzywilejowane. I nawet nie musimy na nich kłaść książek w
malowniczych kupkach i stosach, wystarczą dwie podpórki i możemy
sobie na brzegu biurka zmontować coś jakby miniregalik i paść
oczy zbiorami, pisząc coś albo grając w „Wiedźmina 3”. Bo
czemu by nie, skoro już biurko mamy?
Stolik i półka
przy łóżku
To jest takie miejsce, w którym zawsze warto mieć książkę. W
końcu czytanie w łóżku jest takie przyjemne, a czytanie przed
snem nawet wskazane dla zdrowia, żeby się nam lepiej spało i we
śnie regenerowało siły. Dlatego odpowiednia półeczka albo stolik
nocny przy łóżku to jest to – lampa i książka, i macie
doskonałe miejsce do wypoczynku. To chyba w ogóle jedno z moich
ulubionych miejsc w całym domu, a już do trzymania książek to na
pewno. Dobrze jest tutaj mieć pewne zapasy: żeby po pierwsze
cieszyć nimi oko, a po drugie jak nagle zdacie sobie sprawę, że
to, co czytacie, leży sobie w torbie w przedpokoju, a tu te kilka
metrów wydaje się drogą niemal nie do przebycia, zawsze można się
czymś pocieszyć, zanim się nabędzie sił, żeby do tego
przedpokoju jednak się udać. Plus można wieczorami snuć plany, co
by tu w dalszej kolejności przeczytać i ile jest fajnych książek
na świecie.
Łazienka
W moim domu rodzinnym w łazience nie trzymało się niczego do
czytania i stan taki wydawał mi się dość naturalny, póki nie
zamieszkałam z moim Domownikiem, w którego to domu rodzinnym w
łazience coś do czytania być musi. I tak w naszej łazience nie
trzymamy co prawda zbyt wielu książek (jednak wilgoć je niszczy,
nie ma co ukrywać), za to czasopism ile dusza zapragnie. Książki w
bieżącym, ale niezbyt pilnym czytaniu dobrze jest trzymać w
łazience, jeśli spędza się tam jakąś chwilę (chyba, że
jesteśmy purystami, którzy łazienkę traktują wyłącznie
użytkowo).

Parapet
To moje kolejne ulubione miejsce do trzymania książek. Kot jest co
prawda innego zdania i od czasu do czasu, kiedy nie śpi na rządkach
książek rozlokowanych po parapetach w całym domu, zrzuca je
sprawdzając, czy spadną i w jakim układzie. Ja natomiast mam do
parapetów ogromny sentyment, więc jeśli są odpowiednio szerokie,
to siedzę na nich i czytam, a jeśli nie, to przynajmniej trzymam
tam książki. Mam jeden, gdzie układam sobie te do akcji
czytelniczych, inny, gdzie trzymam książki, które dobrze jest mieć
na widoku, a poza tym wychodzę z założenia, że – nie
przytykając ich bezpośrednio do okna, żeby nic się im nie stało
– można tu połączyć przyjemne z pożytecznym: wyjrzeć sobie na
zieleń za oknem albo leżąc na skrawek nieba i uchwycić wzrokiem,
co też ciekawego do przeczytania jeszcze przede mną. I że kot taki
jakiś ładny na nich siedzi. No, sama przyjemność. I działa tak
kojąco.
Przedpokój
Jak już zapewne zauważyliście z powyższych opisów, strasznie
jestem zapominalska, jeśli czegoś nie mam na widoku, więc w
przedpokoju zawsze mam coś wyłożonego do czytania, gdybym
wychodząc zapomniała zabrać to, co akurat czytam. Poza tym w
przedpokoju lądują książki „do przeczytania” kiedyś albo
takie, które gdzieś znalazłam i przyniosłam do domu (albo uczynił
to ktoś inny, ale zasada jest podobna), a akurat w bieżącej chwili
nikt ich nie porwał do czytania albo nie mamy głowy ich ustawiać.
Innymi słowy, książki w przedpokoju mają dla mnie znaczenie
bardzo pragmatyczne. Ale jak się je odpowiednio zaaranżuje, to
wierzę, że mogą też być dekoracyjne.
Kuchnia
Z zazdrością lekką spoglądam na regały w kuchni, więc póki co
książki w kuchni domu mojego lądują na lodówce i są to głównie
książki kucharskie. Takie książki bowiem dobrze jednak mieć w
kuchni, gdzie się z nich korzysta. No, ale i jakąś lekturę do
przegryzienia przy mieszaniu zupy, czekaniu aż herbata się zaparzy,
czy po prostu do melancholijnego wyglądania przez okno, popijania
rankiem kawy i szykowania się do życia. No i chyba każdemu zdarzy
się zabawić w kuchni bez konkretnego celu, ot tak, żeby sobie
usiąść w miłym, ciepłym miejscu. A wtedy taka trzymana tam
książka jest jak znalazł. (Przy czym wychodzi na to, że dobrze jest mieć pod ręką książki tam, gdzie się je, żeby mieć co przy jedzeniu robić, jeśli się nie ma z kim porozmawiać — chociaż to chyba nie jest takie popularne, bo książkę można jednak przy jedzeniu uszkodzić na kilka co najmniej sposobów).
Tematu nie wyczerpałam, ale resztę pomysłów zostawiam sobie na
zaś w rękawie. A tymczasem pozwolę sobie zapytać: a Wy gdzieś
jeszcze trzymacie książki? Macie swoje ulubione miejsca?
_______________
Postanowiłam jutro podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze (i
oglądaniu!) przepięknej książki jednej z moich autorek numer
jeden.

16 Replies to “Gdzie kłaść książki albo odpowiedź na bardzo częste pytanie”

  1. Ja również jestem parapetolubna i marzą mi się duże okna z dużymi parapetami w domu, którego pewnie nigdy nie będę mieć 😉 A książki trzymam wszędzie tam, gdzie Ty, plus jeszcze: podłoga, miejsce pod łóżkiem (mówię serio) i dół szafy 😉

    1. Tak sobie zawsze zakładam, że nie ma na co czekać (w sensie też mi się marzy dokładnie taki dom z takimi oknami i parapetami ;)), trzeba się w miarę urządzać zgodnie z marzeniami tam, gdzie się mieszka akurat ;). Książki na podłodze — no jasne, zdarzają mi się, chociaż kot zdecydowanie za bardzo się nimi interesuje ;). A gdybym je włożyła do szafy i pod łóżko, to już zupełnie bym o nich zapomniała (ale uważam, że to zacny pomysł na przechowywanie!). Niestety w moim przypadku "co z oczu, to z serca" (czy raczej: z pamięci) idealnie się sprawdza ;).

  2. U mnie parapet odpada, bo mam kolekcję dość już przedpotopowych i średnio urodziwych kaktusów (bawiłam się w to w podstawówce, nawet kilka uhodowałam z nasion; minęło 20 lat, a część wciąż żyje i jakoś nie mam serca ich wyrzucić). Półki, stół i podłoga, to chyba tyle.

    1. Nic dziwnego, że książki z takimi kaktusami przegrywają :). U mnie książki stoją czasami obok roślin, ale w bezpiecznej odległości, żeby nie zalać jednych przy podlewaniu drugich ;).

  3. Książki to chyba jedyna rzecz, którą lubię kolekcjonować, ale ich miejsce jest tylko na regałach dla nich przeznaczonych. Mój pedantyzm i minimalizm nie pozwoliłyby inaczej.

    1. W takim przypadku problem pojawia się chyba dopiero w momencie, kiedy kończy się miejsce na regały :),

  4. Ja kładę w biblioteczce, a to co się nie mieści – oddaję. Ale znałam kiedyś osobę, która trzymała na kupce na środku pokoju.

    1. Na pewno wyglądało to malowniczo :). No i lektura była zawsze po drodze!

  5. Schody? Mieszkam w piętrowym domku i ostatnio intensywnie kontempluję pomysł co by zwęzić je o wąskie półki przy ścianą. Tyle niewykorzystanego miejsca 🙂

    1. Schody! Cudna idea. Uwielbiam oglądać zdjęcia schodów-biblioteczek. Sama nigdy nie mieszkałam w mieszkaniu ze schodami (oprócz oczywiście schodów klatki schodowej, ale tam bym raczej książek nie zostawiała — to znaczy jeśli już, to w innym celu), ale myślę, że to nie dość, że pięknie wykorzystuje miejsce, to jeszcze jak wygląda! Coś w tym jest takiego urokliwego i nadającego ciekawy charakter wnętrzu (a książkom tam trzymanym odrobinę tajemniczości ;)).

  6. Zawsze przy łóżku, pod ręką. Ale i tak walają mi się one po całym domu 🙂

    1. Prawda? Mają taką magiczną moc. Ale od czasu do czasu je dyscyplinuję, żeby znajdowały się w tych wszystkich wymienionych miejscach w odpowiedniej konfiguracji ;).

  7. Ksiązki trzymam wszędzie, byleby co najmniej 150 centymetrów nad podłogą. 🙂 Dzieci, to takie małe chochliki, które potrafią narysować obrazek w każdej książce, która takowych nie posiada. 🙂

    1. Oj, wierzę w to :).

  8. W łóżku, obok łóżka, na stoliku za łóżkiem…
    Na biurku, obok biurka.
    Tak właściwie to obok biurka mam regał. 😉
    I tak najlepiej wszędzie.

    1. Regał obok biurka i jeszcze w połączeniu z łóżkiem to jak zaciszny kącik to składania książek ;).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.