14 książek prawie o tym samym albo o wzorach i ich wykorzystywaniu

To, że są pewne
wzory czy motywy, które się w narracjach przewijają odkąd w ogóle
mamy literaturę, to oczywiście banał. Ale że jest w banałach coś
kuszącego – że a nuż da się z ich powszedniości i
poliszynelowatości wyciągnąć coś nowego – to pomyślałam,
żeby zrobić pewien eksperyment.

Co gdyby znaleźć
książki traktujące w gruncie rzeczy o tym samym, ale inaczej
napisane? Jako test przy wyborze przyświecała mi zasada, że w
jednozdaniowym streszczeniu musi się zawrzeć jako taka istota
fabuły, która będzie pasowała do dwóch książek. Obie jednak
nie mogą być ze sobą pokojarzone na zasadzie prostego skojarzenia
albo świadomego zabiegu autorskiego (na przykład to, że „Odyseja”
i „Ulisses” wykorzystują ten sam motyw świadomie je w takim
zestawieniu dyskwalifikuje). I w zasadzie tyle. Trochę dla zabawy, a
trochę dla zobaczenia, jak to działa, że można mieć podobny
pomysł i zupełnie inaczej go zrealizować. 
 
 
 A dla ilustracji — pary zwierząt. Nawet czasami do siebie podobnych. Źródło.
 

Niewinna kobieta
spotyka zaprawionego w seksualnych bojach mężczyznę, który chce
ją sprowadzić na „złą drogę”:
Dobrze wychowana panna
marzy o innym życiu, dlatego kiedy poznaje dobrze sytuowanego
mężczyznę, na początku boi się zupełnie zmienić swoje życie –
oraz to, jak będzie postrzegana przez otoczenie – ale decyduje się
w końcu na skok w takie zupełnie nowe życie. Brzmi znajomo,
prawda? W końcu to brzmi jak streszczenie fabuły bestsellera
ostatnich lat, czyli „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Tyle że
dokładnie tak samo można oddać jeden z głównych wątków
„Doktora Żywago”, czyli historię Lary i Komarowa.

Dwoje młodych
ludzi zakochuje się w sobie ponad głębokimi podziałami, które
rozdzielają ich rodziny:
to już trochę trudniejsza sprawa, bo
przecież to bardzo popularny motyw i wykorzystywany często i
chętnie, tyle że z drobnymi modyfikacjami. Ale co jeśli ten
wzorzec rodem z „Romea i Julii” przeniesiemy z dala od
romantycznych klimatów włoskich, dodamy szczęśliwe zakończenie,
ale podział wrogich rodzin zmienimy na podział klasowy, może nawet
silniejszy i wiążący się w tym naszym happy endzie jednak
z pewną społeczną degradacją jednej osoby w parze, przy czym to
miałoby oddawać ducha przemian dziejowych? Jak to co, dostaniemy
„Nad Niemnem”!

Na tle konfliktu
narodowościowego rozgrywa się historia uczucia pary ludzi:

wybucha wojna, co do której nikt nie wierzył, że może doprowadzić
do czystek etnicznych, o jakich się nikomu nie śniło. W tym
wszystkim znajduje się para, poznają się poniekąd przez
przypadek, łączy ich i rozdziela panująca w świecie sytuacja, a
toczący się bardziej może nawet niż w tle na pierwszym planie
konflikt narodowościowy rządzi też dynamiką ich uczuć i
możliwością spotkania się. W gruncie rzeczy, jeśli by zetrzeć z
fabuły patynę, o tym jest „Ogniem i mieczem”. O tym samym, ale
dużo dramatyczniej pisał Jan Otčenášek w
swojej króciuchnej powieści „Romeo, Julia i mrok”, tyle
że rzecz dzieje się w czasie II wojny światowej i ma obrót dużo
bardziej dramatyczny. Głównie dlatego, że jedna strona w związku
jest zagrożona ową czystką etniczną. 
 
 
 

Młodzieniec
przybywający na uczelnię w obcym mieście zamieszkuje
w domu kryjącym tajemnice
: nasz młodzieniec dostaje
szansę edukacji w miejscu z dala od domu, ale jest to szansa
wyjątkowa, więc dlaczego miałby nie skorzystać. Wyposażony w
pieniądze rodziców wyrusza na miejsce, zamieszkuje w domu, w którym
nic nie jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka, no i stara się
jakoś rozeznać w dżungli uczniowskich sympatii, antypatii, klubów,
stowarzyszeń oraz poznać zupełnie niemal obcy, fascynujący świat.
W takiej sytuacji stawia swojego bohatera Paweł Huelle w „Castorpie”
– tytułowy Castorp przyjeżdża się edukować do Gdańska i
zderza z kulturą wschodnich terenów niemieckich, która okazuje się
być dość przewrotna, a stancja, na której zamieszkuje – może
nawet jeszcze bardziej. A jak się uważniej przyjrzymy, to przecież
nie o czym innym jest i „Harry Potter i kamień filozoficzny”.

Przejmujące
studium odchodzenia bliskiej osoby:
z trudnymi tematami jest tak,
że często brakuje nam języka do tego, by o nich opowiedzieć.
Dobrymi przykładami na to, że z tym językiem łatwo nie jest, są
„Matka odchodzi” Różewicza i „Zapomniane światło” Demla.
W obu utworach nie zostają nam oszczędzone te ponure opisy
odchodzenia kogoś bardzo bliskiego (w pierwszym przypadku – matki,
w drugim – bliskiej kobiety), w obu autorzy próbują opowiedzieć
przez formalne eksperymenty, zmianę języka i gatunku o tym, jak coś
takiego można właściwie przeżyć. W dodatku oba są oparte o
autobiograficzne doświadczenia autorów.

Żołnierz polski
po klęsce
kampanii wrześniowej usiłuje się
pozbierać:
miałam jakieś szczęście poprzedniego lata, że
trafiłam pod rząd na lektury dziejące się w podobnym czasie i
rozbierające podobne problemy pod różnymi kątami. Oto mamy
bohatera, który walczył na początku wojny, ale Polska
skapitulowała, a on został i musi sobie jakoś radzić. Wcale nie
jest mu łatwo, bo z pochodzeniem ma kłopoty: czuje się Polakiem,
ale to jeszcze nie znaczy, że do końca urzędowo i z każdej
perspektywy tymże Polakiem jest. W dodatku marzą mu się – albo
zostaje wrabiany – w przeróżne inicjatywy antyniemieckie. To jest
przecież temat, który porusza Dygat w „Jeziorze Bodeńskim” i –
ustawiając swojego bohatera w podobnych, ale jednak innych
okolicznościach – Twardoch w „Morfinie”.

Wędrówka z
podziwianym towarzyszem podróży skutkuje rozmyślaniem nad sensem
życia:
spotyka się nasz główny bohater z kimś, kogo od dawna
bardzo podziwia. Razem wyruszają na niebezpieczną wędrówkę, ale
warto, bo cel jest szczytny, a na jej końcu czeka na nich spokój,
bo zrobią to, czego oni sami albo ich bliscy zrobić nie zdołali.
Ale nie sam fakt podróżowania przez obce, fantastyczne krainy jest
tu taki ważny, jak sensy, które ta wędrówka ze sobą niesie. Czy
nie tak się dzieje z Dantem i Wergiliuszem w „Boskiej komedii”?
A podobnie dałoby się streścić przygody Froda i podziwianego
przezeń Gandalfa we „Władcy pierścieni”.

Mężczyzna
błądzi w drodze do domu:
może trafniej by było powiedzieć:
osobnik płci męskiej. Bo wie, że dom jest, ale droga daleka,
trzeba się przedzierać przez odmęty wodne, a wokół czyha mnóstwo
niebezpieczeństw. Na szczęście są kobiety, które bohaterowi
pomogą, chociaż nie zawsze aż tak chętnie i nie od razu. Pierwsza
na myśl przychodzi „Odyseja”. A co dalej? Wzór, jakim są pisma
starożytnych jest oczywiście w kulturze wyraźny i trwały oraz
stanowi taką sieć świadomych nawiązań. Ale jakby tak się
zastanowić, to Tove Jansson w „Małych trollach i dużej powodzi”
pisze właśnie o tym. Tyle że nasz mężczyzna (Muminek) chce
wrócić do domu nie do żony, a do ojca, a kobieca pomoc pochodzi
nie od nimf i czarodziejek, ale od Mamusi.

Macie pomysły,
jakie jeszcze fabuły dałoby się na takiej zasadzie zestawić?

_________________

Zaś jutro znowu
będzie o typach.

17 Replies to “14 książek prawie o tym samym albo o wzorach i ich wykorzystywaniu”

  1. Jaki fajny temat :). Oto moja propozycja:
    Bohater/bohaterka zakochuje się w swoim mistrzu mentorze, kimś starszym, kto pokazuje świat i ma władzę. Mamy ujęcie historyczne, jak w "Madame" Libery, a jak dodać do tego elementy fantastyczne to mamy "Siłę trucizny: Marii Snyder. Dość przewrotnie u Jane Austen w "Emmie", bo Emma nie uważa, że trzeba jej coś pokazywać czy uczyć.

    1. Dobre bardzo przykłady! A "Tajemniczy opiekun" też by pasował, chociaż może ciut pod innym kątem (no bo kto tam komu pokazuje świat — zresztą to jest taka powieść, która dzisiaj sprawia problemy, jak się przemyśli jej fabułę; trochę jak z tymi "Wichrowymi Wzgórzami", muszę o tym kiedyś koniecznie napisać!).

    2. "Tajemniczy opiekun" może być bardzo, bardzo problematyczny, a ja jestem ciekawa Twojej opinii, więc czekam cierpliwie na notkę 🙂

  2. Zabrakło mi jakiegoś tasiemca, czyli sagi rodzinnej, w której obserwujemy perypetie miłosne kolejnych pokoleń na tle zmieniających się warunków historycznych i społecznych. Jakiejś takiej "Sagi rodu Forsyte'ów", "Stu lat samotności", "Opowieści Kairskich" czy nawet poszczególnych części "Ani z Zielonego Wzgórza", bo te następne opierają się na podobnych schemacie, skupiamy się kolejno na dorastających bohaterach.

    Najbardziej rozbawił mnie drugi z wątków (Dwoje młodych ludzi zakochuje się w sobie ponad głębokimi podziałami, które rozdzielają ich rodziny), pasuje do jakichś 90% dram japońskich i koreańskich, a i pewnie sporo telenowel z Ameryki Łacińskiej z niego korzysta. Ale zapomniałaś o perełce gatunku – "Trędowatej". 😉

    1. O tak, saga rodzinna to bardzo dobry trop. Tutaj można by w ogóle dla większego kontrastu zestawić ze sobą taką "Sagę rodu Forsyte'ów" i, bo ja wiem, "Sagę o Ludziach Lodu" może, chociaż chyba rozstrzał czasowy aż tak dobrze nie pasuje. Ale już "Ania…" jest niezłym kontrastem :).

      Tak, no właśnie, jak pisałam: to jest bardzo częsty schemat. I dlatego właśnie ominęłam "Trędowatą" (co było moim pierwszym skojarzeniem, ale uznałam, że to za bardzo wchodzi w buty takiego łatwego wykorzystania "Romea i Julii" ze znacznym uromansowieniem fabuły; stąd to "Nad Niemnem", bo jest bardziej przewrotne ;)).

  3. Tematy sado macho, wampirów i wilkołaków – czasami nowe książki nie wnoszą niczego nowego. Podobne serie SF o kopułach: GONE i Nowa Ziemia, nawet King stworzył "Pod kopułą", ale jeszcze jej nie czytałam.
    Oj, znajdzie się tego pełno 🙂
    Super temat.

    1. No, ale zobacz, jak one są różnie wykorzystywane. Do tego stopnia, że czasem możemy mieć opowieść o wampirach, która zamiast o wampirach jest w gruncie rzeczy o rozwoju kapitalizmu albo kryzysie kultury, a czasami jest romansem dziejącym się w liceum — i tak dalej. Potęga literatury ;).

    1. Chyba się nie wstawił do końca właściwie link: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Library_Walk_3.JPG. Ale tak, to jest dokładnie to, co chciałam oddać ;). A powieści nie znam, muszę sobie dopisać do listy, żeby zobaczyć, co zacz. Opis brzmi zachęcająco!

  4. super temat 🙂 to zestawienie to chyba tylko wierzchołek góry, bo takich powtarzających się motywów jest mnóstwo. co nie zmienia faktu, że twoje wpisy są zawsze bardzo inspirujące :>

    1. To prawda, wybrałam kilka, do których miałam najlepszą zabawę znajdując przykłady. A za komplement dziękuję, miło się czyta takie rzeczy ;).

  5. Schematów w książkach jest wiele i zgadzam się z Twoim wpisem.
    Wędrówka ,niewinna kobieta ,dwoje młodych ludzi..to chyba najczęściej powielane schematy 🙂

    1. Podejrzewam, że są już naukowe zestawienia na ten temat — Propp na pewno zrobił coś takiego dla bajek magicznych, jest katalog motywów baśniowych Aarnego i Thompsona, a podejrzewam, że wszyscy ci strukturaliści-literaturoznawcy lubujący się w takich klasyfikacjach zrobili ich mnóstwo. Także pewnie można sprawdzić, które schematy wykorzystuje/wykorzystywało się najczęściej :).

  6. Bardzo ciekawy temat.
    Idąc tym tropem można by podążać trybem rozważań postmodernistów i stwierdzić, że w zasadzie wszystko już było.
    Jeden z moich rozmówców stwierdził ostatnio w moim blogu, że w zasadzie tym różni się wyrobnik od artysty, iż artysta nie powiela wątków. Ja uzupełnię to stwierdzeniem, że artysta przekształca je po swojemu.

    1. No właśnie, cała zabawa polega na tym przekształcaniu tego, co już było. Ale w sumie nie wiem, czy artysta nie powiela wątków (to znaczy w moim przypadku tak jak ze wszystkimi tego typu przeciwstawieniami, tak i z tą opozycją artysta-rzemieślnik, są problemy, bo uważam, że ona sztucznie zawęża i wprowadza pewne fikcje tam, gdzie potrzeba by raczej pochylić się uważnie nad każdym przypadkiem, ale to w sumie osobny temat), bo są przecież pisarze piszący non stop o tym samym, tyle że z różnych punktów próbujący się do tego samego tematu dobrać. A nie sposób im odmówić artyzmu, arcydzielności, czy jakby to jeszcze nazwać. Z drugiej strony rozumiem, co masz na myśli: że powielanie cały czas tych samych schematów (on ją kocha, ona go nie, wielka tragedia zbliża ich do siebie i tak dalej, na tej zasadzie) sprawia, że powstają rzeczy schematyczne i nieoryginalne. A często — i tu właśnie widzę, że ta opozycja artysta-rzemieślnik się nie sprawdza — po prostu warsztatowo źle napisane.

  7. I tym sposobem "Doktor Żywago" ląduje na mojej liście książek do przeczytania;)
    Znajdowanie książek wykorzystujących te same motywy to świetna zabawa na deszczowy wieczór, czyż nie?;)

    1. Ja nadal mam wątpliwości, czy to jest taka książka, którą "trzeba przeczytać", no ale skonstruowana to ona jest doskonale :). A zajęcie równie dobre, co wymyślanie alternatywnych fabuł ;).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.