Lektury z grilla albo mały poradnik praktyczny na sezon wiosenno-letni

Pogoda co prawda nadal nie dopisuje, ale czym byłby maj w naszej ojczyźnie bez aromatów węgla drzewnego unoszących się z każdej płaskiej przestrzeni, na której da się ustawić grill? Dlatego tak sobie spacerując i wąchając nadlatujące z różnych stron smugi zapachów pomyślałam, że w sumie czemu by nie napisać mini przewodnika po grillowych lekturach?

Innymi słowy,
dzisiaj będzie takie małe BHP grillowania i czytania jednocześnie.
Do zastosowania w
sytuacji, gdy:
posiadamy grill wmurowany w jednym miejscu, a dość
oddalony od pozycji konwersacyjnych zresztą zgromadzonych i
czekających; posiadamy grill przenośny, ale uważamy, że osobie
odpowiedzialnej za przygotowanie potraw należy się chwila spokoju i
odosobnienia; jest to grill czytelniczy i przynajmniej co druga osoba
czekając na posiłek podczytuje coś pod stołem; robimy sobie grill
w pojedynkę albo z dobrze znaną osobą i po prostu mamy ochotę
wykorzystać tę sytuację do czytania.
Możemy wyróżnić
zasadniczo kilka strategii, które dadzą się zastosować w
przypadku grillowania. Możemy bowiem dobierać lektury przez wzgląd
na nietypową jednak sytuację, w jakiej przyszło nam czytać, w
sposób praktyczny przekładając realia na oczekiwany efekt. Możemy
też jednak próbować wciągnąć otoczenie (grożąc, że
przypalimy ich wyczekiwane potrawy albo po prostu wspinając się na
szczyty naszych kaowskich umiejętności) do wspólnego czytania.
Albo dać się ponieść nastrojowi chwili. We wszystkich tych
sytuacjach możemy się zastanowić, co byłoby najodpowiedniejszą
lekturą.

 I jeszcze dla nastroju odpowiednie ilustracje, czyli
garden party w wydaniach sprzed wieków. Wszystkie
z nieocenionych zasobów wikipedii.
Jeśli chodzi o
czas:
wiadomo, że grillowanie bywa kapryśne i potrzeba pewnego
wyczucia, żeby wiedzieć, kiedy nasz produkt właśnie opiekany
należy przerzucić na drugą stronę albo zdjąć znad ognia. A cóż
lepiej wyznaczy nam rytm owego przerzucania i zdejmowania niż
naturalnie zrytmizowane wypowiedzi literackie, czyli wiersze? Zaleca
się dobór poezji bardziej klasycznej, gdzie do rytmu przykładano
nieco większą wagę. Doskonale sprawdzą się poezje pisane
ośmiozgłoskowcem i pojemniejszą stopą metryczną, przy czym
wszystko można metodą prób i błędów dopasować do aktualnie
opiekanej żywności. W przypadku nieco twardszych i oporniejszych
produktów można umilać sobie czas i wyznaczać tempo czytaniem
różnego rodzaju miniatur (gatunek zasadniczo dowolny), a nie od
parady będą również bajki (można połączyć przyjemne z
pożytecznym i wybrać bajki wierszowane, przy okazji wracając do
przykurzonych klasyków).

Jeśli chodzi o
społeczność:
przypuśćmy jednak, że samotne czytanie u stóp
grilla nas nudzi albo powoduje wyrzuty sumienia. Może w takim razie
dobrać lekturę w taki sposób, by móc dzielić się nią z
wyczekującym na jedzenie otoczeniem w postaci przyjaciół i rodziny
(ewentualnie domowych pupili)? Idealnie sprawdzą się książki jak
stworzone do czytania na głosy. Jeśli mamy ochotę na powiew pewnej
klasyki, sięgnijmy po dramaty: klasykę zapewni nam forma, ale już
niekoniecznie treść, więc nawet seria utworów młodych
dramaturgów się nada (tylko uważajmy, żeby nie wybrać przez
przypadek monodramu, bo innym pozostanie czytanie didaskaliów!).
Możemy tu dopasować dramat do nastroju, przy czym taka piknikowość
grillowania idealnie pasuje do lektury komedii. Jeśli jednak
uważamy, że jak dramaty, to tylko w teatrze, to może wybierzymy
powieści z dużą ilością bohaterów – w takich znajdzie się
materiał na obdzielenie rolami kilku osób, a może nawet zwierząt,
bo przecież bohaterowie literaccy od czasu do czasu też słyszą
szczeknięcia, miauknięcia i popiskiwania swoich psów, kotów i
gryzoni. Trzeba tylko dopasować moment, zawiesić wyczekująco głos
i spojrzeć wymownie na naszego wpatrzonego w grill zwierzaka.

Jeśli chodzi o
atmosferę
: możemy pójść po najmniejszej (lub
największej, w zależności od spojrzenia) linii oporu i wybrać coś
z motywem grillowania (na przykład zajrzeć, co też w czasie grilla
u znajomych wyprawia prokurator Szacki w „Ziarnie prawdy”).
Możemy też dać się unieść chwili i skojarzeniom, i na przykład
uwiedzeni dymem znad naszego niemal ogniska sięgnąć po opowieści
o Indianach – bardziej realistyczne lub mniej, za to kojarzące się
nam z dzieciństwem. Jeśli nie Indianie, to dobrze będą się
czytali także harcerze, zwłaszcza na obozach wśród gór i lasów.
Można też podążając tropem ognisk wyprawić się na literackie
Kresy, gdzie przy stanicach zawsze płonęły ognie i przy okazji
dekonstruować narodowe mity albo wzdychać za starymi czasami, kiedy
słowo grillowanie z niczym się nie kojarzyło (przynajmniej w
dzisiejszym jego rozumieniu).

Jeśli chodzi o
e
kologię: może jednak wcale nie przepadamy
za klasycznym grillowaniem? Wtedy dobrze jest się w tym upewniać
czytaniem powieści o zwierzętach – które zamiast nad ogniem na
naszym grillu hasają wesoło (lub mrocznie) po fabule. Tu znowu
możliwości jest kilka, bo możemy skręcić w ponury realizm,
baśniowe przygody albo powspominać naszą dziecięcą wrażliwość.
I przy obracaniu cukinii na drugą stronę przerzucić kolejną
stronę książki.
Tutaj urywam tenże
poradnik, aby pozostał on faktycznie w wersji mini. Ale czujcie się
zaproszeni, żeby dorzucać własne pomysły!
__________________
Poniedziałek
zaczniemy od tematu takich nie do końca ortodoksyjnych źródeł
inspiracji lekturowych, ale za to coraz powszechniejszych i jakich
zazwyczaj przyjemnych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.