Przemożna siła skojarzeń albo o pisarkach dla dzieci inaczej

Dzisiaj są urodziny Hanny Januszewskiej. Hanna Januszewska dała światu cykl książek o Pyzie Wędrowniczce, więc dla tego miejsca to data niebanalna. O samych książkach oczywiście mam zamiar kiedyś osobno napisać, ale dzisiaj pomyślałam, że kilka słów poświęcę czytaniu pisarek dziecięco-młodzieżowych tak w ogóle.

A konkretnie temu,
że mamy całkiem sporo prześwietnych pisarek dla dzieci i
młodzieży, które jakoś tak wpadły w taką szufladę i jako takie
są głównie czytane. I to, rzecz jasna, nie jest nic złego, bo są
to pisarki prześwietne. Ale przy okazji czytanych ostatnio recenzji
powieści Ewy Szelburg-Zarembiny dla dorosłych – autorki
kojarzonej przeze mnie, a zapewne nie tylko przeze mnie – głównie
z twórczością dla dzieci. Postanowiłam więc poszperać w
twórczości innych słynnych pisarek i zobaczyć, co też tam
drzemie. Przy okazji jest to też taki wpis wykopkowy: to znaczy sama
przy okazji dowiaduję się, co ciekawego można by przeczytać. A
jeśli coś czytaliście – z chęcią poczytam, co też o tych
„dorosłych” stronach pisarek powiecie. I może jeszcze jedno zastrzeżenie: oczywiście ten podział na literaturę „dorosłą” i „dziecięcą” jest dość umowny i średnio często odpowiada rzeczywistości. Co nie zmienia faktu, że często nie znamy zupełnie innych stron twórcy, którego poznajemy w dzieciństwie jako tworzącego wówczas głównie dla nas jako dzieci.

Seweryna
Szmaglewska:
to autorka w tym
zestawieniu o tyle osobliwa, że debiutowała powieścią
niekoniecznie dla młodzieży, bo opartymi na swoich przeżyciach
„Dymami nad Birkenau”, zaraz po wojnie, jeszcze w 1945. To jest
zresztą książka, która w moim domu rodzinnym była, ale rzadko,
bo ciągle bywała komuś pożyczana. Szmaglewska opisuje pobyt w
obozie bardzo prosto, surowo, nie widać tam stylizacji, to jest po
prostu relacja. Napisana w bardzo dobry warsztatowo sposób, to fakt.
Ale Szmaglewska, chociaż nie była to jej jedyna książka
skierowana raczej do dorosłych, utkwiła w takiej zbiorowej pamięci
raczej jako autorka „Czarnych stóp”, czyli historii harcerzy
rozbijających się po Górach Świętokrzyskich. Swoją drogą, to
strasznie wpływowa książka: ja przynajmniej po jej przeczytaniu
zapragnęłam biwakować, bawić się w Indian i zdobywać kolejne
sprawności, najlepiej ratując kogoś z opresji.

Maria Konopnicka:
mam wrażenie, że jeśli
chodzi o Konopnicką, to obie jej twarze, czyli ta twórczyni dla
dzieci, jak i ta twórczyni dla dorosłych, są dobrze znane –
głównie poprzez kanon lektur. Bo z jednej strony mamy jedyną
powieść Konopnickiej, czyli „O sierotce Marysi”, powieść-baśń
dla dzieci, jak również zbiory umoralniających nowel, gdzie prym
wiedzie „Nasza szkapa”, z drugiej zaś zbiory wierszy
przeznaczonych dla czytelnika raczej dorosłego, z twardą „Rotą”
w tychże zbiorach, trudny do zaklasyfikowania „Mendel Gdański”,
utwór, który zwraca uwagę na schizofreniczne położenie polskich
Żydów, i całą masę innych utworów, które z Konopnickiej
czyniły pisarkę wszechstronną. A utknęła ona jakoś tak na wieki
w kanonie lektur, gdzie poznaje się „Sierotkę…”, kilka nowel,
a potem słuch o niej ginie i zostaje taką „podstawówkową”
pisarką. A że zupełnie niesłusznie, to pokazuje chociażby w
pięknej i sążnistej monografii Konopnickiej Lena Magnone. Warto
zajrzeć.
 

Natalia
Rolleczek:
zachwalałam już tę
pisarkę całkiem niedawno, ale wychodzę z założenia, że
zachwalania ulubionych pisarek nigdy nie za wiele; poza tym to było
tuż przed Wielkanocą, mogliście
nie zauważyć. Natalia Rolleczek jest pisarką doskonałą i bardzo
wszechstronną: ale największą popularność przyniósł
jej prześmieszny, a równocześnie pokazujący absurdy życia –
rodzinnego i w poprzednim ustroju – cykl „Moja rodzinka i ja”.
Tymczasem jednak Rolleczek sprawdzała się i w pisarstwie nie tylko
dla młodszego czytelnika: w jej dorobku znajdziemy powieści
historyczne, wstrząsający (naprawdę! Ten przymiotnik bywa
nadużywany, ale tutaj bez dwóch zdań jest wstrząsająco), oparty
na jej przeżyciach „Drewniany różaniec”, oraz mój absolutny
faworyt, jedna z moich ulubionych powieści w ogóle, czyli „Urocze
wakacje”: historię rodzinnego wyjazdu na wakacje do Bułgarii,
która biegnie szlakiem ucieczek we wrześniu 1939 roku do Rumunii,
gdzie widziadła i majaki z przeszłości mieszają się z sielskimi
opisami zdobywania soczystego arbuza, żeby dzieciaki miały udane
wakacje. Mocna, świetna, zdecydowanie za mało znana!
 
Jadwiga
Korczakowska:
to jedna z tych
pisarek, które się kojarzy, chociaż niekoniecznie z nazwiska, a z
fabuły. To ona stworzyła lubianą „Bułeczkę”, ją się
czytało, kiedy sięgnęliście po „Spotkanie nad morzem”. Moim
osobistym faworytem są „Szpaki z Muranowa”, które znalazłam
kiedyś w biblioteczce moich Dziadków. Strasznie mnie wtedy
wciągnęły i w czasie wakacji przeczytałam je dwukrotnie. A nie
wiedziałam wtedy za bardzo, co to za Muranów, no i dydaktyzm aż
tam bije po oczach, ale jakoś wizja głównego bohatera, bardzo
poukładanego młodzieńca, który stara się nowym kolegom z
podwórka pokazać, że można się dobrze bawić nawet niekoniecznie
będąc najlepszym sportowcem świata, miała dla mnie jakiś powiew
świeżości (poza tym jakoś się odnajduję w tych opisach
dzieciństwa – ale o tym będzie kiedy indziej obszerniej).
Znalazłam jednak wiadomość, że w latach 30. Korczakowska wydała
szkic powieści, przeznaczonej dla dorosłego odbiorcy. Nazywało się
to „Za białą ścianą” i…
I nic więcej nie wiem. Ale jeśli ktoś słyszał i wie, niech się
podzieli!

Joanna Kulmowa:
poetka, którą jakoś tak
przez podręczniki do klas I-III kojarzyłam zawsze z poezją dla
dzieci, tymczasem jakoś w zeszłym roku latem odkryłam wywiad z nią
w „Wysokich Obcasach” i otworzył się przede mną cały nowy
świat, czyli poezje Kulmowej dla dorosłych. To fascynujące, że w
obu widać tę wrażliwość, ale wyrażoną nieco inaczej, czasami
dosadniej, czasami bardziej słodko; i
to nawet tam, gdzie tematy bywają podobne. Bo Kulmowa nie stroni od
tematów trudnych i niejednoznacznych, pochyla się nad cierpieniem,
nad kwestiami wiary, w końcu też ma takie przyjemne dla ucha
neologizmy, że aż się człowiek czasem autentycznie zachwyci.

Zapewne
jest jeszcze więcej takich pisarek, które nie przyszły mi na myśl
– kojarzycie? A może sami odkryliście kiedyś, że twórczyni,
którą sobie w dzieciństwie ulubiliście, tworzyła też dla
dorosłych?

______________

A
jutro będzie trochę przewrotnie, z punktem wyjścia w
starożytności.

Comments

  1. koczowniczka

    Z pisarek lubianych przeze mnie w dzieciństwie, tworzących także dla dorosłych, wymieniłabym Marię Kruger. Większość osób kojarzy ją tylko jako autorkę "Karolci", "Daru rzeki Fly" i "Godziny pąsowej róży", tymczasem ona też pisała dla dorosłych. Bardzo podobało mi się jej "Gorzkie wino" oraz – nieco mniej – "Brygida".
    PS. Rozpoczynam poszukiwania "Drewnianego różańca" 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      O "Gorzkim winie" nawet już gdzieś czytałam, a wypadło mi zupełnie z pamięci, więc dobrze sobie taką informację odświeżyć :). A "Drewniany różaniec" koniecznie! I "Urocze wakacje", jeśli nie znasz :).

  2. Eire

    Ja do pisarza, który wpadł w szufladkę dopisałabym Szklarskiego- wiecznie przywołuje się jego nudzący cykl o Tomku, a zapomina a absolutnie cudownym Złocie Gór Czarnych. W czasach, kiedy Indianie pokazywani byli jako bezładna masa w zajmującej formie pokazał, że było to wiele bardzo różniących się narodów nie definiowanych przez wojnę z białym człowiekiem. Niektóre informacje są nieco przestarzałe, ale nadal może służyć za solidny start w temacie.

    1. Post
      Author
      admin

      Nie miałam przyjemności ze "Złotym…", bo mnie pokonał kiedyś Tomek i to myślałam już, że na dobre, ale z tego, co piszesz, warto po "Złoto…" sięgnąć, więc popróbuję przy którejś okazji. Bardzo jestem ciekawa, jak wyszło Szklarskiemu takie pozakolonialne spojrzenie!

  3. Mojra

    Ja bym dodała niesamowitą Dorotę Gellner. Nawet jak po latach czytam jej wiersze to się rozpływam, one są wspaniałe 🙂

    1. Post
      Author
  4. Małetoto

    "Na jagody" umiałam na pamięć, "Sierotki Marysi" nienawidziłam całym swoim siedmioletnim sercem ale Konopnicka jest naprawdę ciekawa i warto po nią sięgnąć. Bardzo lubię te jej dorosłe nowelki.

    1. Post
      Author
      admin

      "Sierotka…" zyskuje przy powtórkach, serio, serio. Sama miałam z nią bardzo niewdzięczne wspomnienia, póki nie sięgnęłam po nią raz jeszcze, już nie będąc dzieckiem, i od sceny z nietoperzem mnie kupiła. Także można popróbować, czy po odstępie czasowym nie zyska też w Twoich oczach nowego czaru :).

    2. aHa

      To może też muszę spróbować, bo "Sierotka" była dla mnie jakąś straszliwą traumą z dzieciństwa – tak mnie znudziła. A jako dziecko pochłaniałam znacznie grubsze książki jak odkurzacz, więc to naprawdę osiągnięcie. Ciekawa jestem ile wyniosłabym z lektury dzisiaj 🙂

    3. Post
      Author
      admin

      Spróbuj — jako dziecko odbiłam się jakoś i od historii, i od języka, i od samej konstrukcji (tam się nagle narrator straszliwie dystansuje, zaczyna nagle opowiadać o czym innym, a gdzie Marysia, a gdzie krasnoludki?), a potem się okazało, że się to jednak czytać da :).

  5. Barbara P.

    Konopnicka to rzeczywiście zagwozdka. Ostatnio odkrywam ją na nowo z moją córką i rzec trzeba, że obok tych umoralniających i łzawych wierszyków i historyjek, jest mnóstwo naprawdę zabawnych, w których widać, że Konopnicka dzieci znała bardzo dobrze (np. Pimpuś Sadełko). Poza tym wpis bardzo ciekawy, poznałam kilka nowych pisarek. Sama dodałabym Danutę Wawiłow, która ubarwiała moje dzieciństwo, a teraz bawi moją córkę. Nie jestem pewna, czy pisała też dla dorosłych, podejrzewam, że tak, ale pamiętam ją również jako felietonistkę "Filipinki" i animatorkę KLAN-u (nie mylić z serialem), który pewnie uformował niejedną poetycką młodą duszę…
    Bardzo fajny ten Twój blog, tak przy okazji, chyba się już uzależniłam 😉

    1. Post
      Author
      admin

      Danuta Wawiłow! Wiesz, że zupełnie wypadła mi z głowy przy tym wpisie, także nawet jej nie sprawdzałam. Ale dobrze, że ją przypomniałaś.
      A to się cieszę, to chyba nieszkodliwe uzależnienie :).

  6. Agnieszka

    To ja dodam jeszcze Helene Bechlerowa, która odkrylam na nowo dzieki rekopilacji "Poczytaj mi mamo" Naszej Ksiegarni. Nie wiem, czy pisala dla doroslych, ale Wiki podaje, ze byla tez tlumaczka z rosyjskiego. I nie zapominajmy o Irenie Jurgielewicz- "Ten obcy" nadal jest na liscie lektur szkolnych. Dla dzieci pisala tez Zofia Chadzynska, tlumaczka Cortazara i autorka swietnej autobiografii "Nie wszystko o moim zyciu". A moze przygotujesz tez taki wpis o literaturze dla nastolatek – ach, te "Sloneczniki" Snopkiewicz, "Zapalka na zakrecie" i inne Siesickie, o Musierowicz juz nie mówiac…

    1. Post
      Author
      admin

      Wiele spośród tych pisarek równocześnie tłumaczyło, często utwory "dla dorosłych". Bechlerowej chyba niczego w całości nie znam, podobnie jak Chadzyńskiej — koniecznie do nadrobienia. A podobny wpis mam w planach od założenia bloga, także na pewno się pojawi (chociaż nie wiem, czy będzie tam Siesicka, bo mam z jej książkami, przyznam, pewien problem, ale zobaczymy). Także będzie taki wpis :).

  7. Galene

    To ja jeszcze wymienię Halinę Górską. Autorkę cudownej baśni "O Księciu Gotfrydzie Rycerzu Gwiazdy Wigilijnej", której powieść pod tytułem "Druga brama", chociaż o dzieciach, jest raczej dla dorosłych.

    1. Post
      Author
    1. Post
      Author
  8. Agnes

    Pani Natalii (nawiasem mówiąc jestem z nią daleko spokrewniona) polecam jeszcze gorąco "Bogatego księcia". To dla dorosłych. Trochę rozmowy w niebie, trochę podróże na ziemi, do tego intrygująco poprowadzona postać Judasza. Bardzo mi się to podoba.

    1. Post
      Author
      admin

      Tak, tak, stoi sobie na regale i czeka na dogodną chwilę (ojej, jak przyjemnie mieć za krewną taką świetną pisarkę :)!).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.