O cytatach albo o zawiłej sztuce zaznaczania

„Szkoda
tracić czasu na głupie książki” – pewnie nie raz i nie dwa
słyszeliście taką opinię. Niekoniecznie wcale wygłaszaną zza
opasłego tomu Tomasza Manna, poznaczonego karteczkami
samoprzylepnymi. Mamy przecież w naszej kulturze takie poczucie, że
książka musi być mądra, w tym sensie zazwyczaj, że musi się nam
do czegoś przydać. Mamy z niej wynieść jakieś prawdy życiowe
albo naukę. Odkładając na bok ten światopogląd, bo przecież
książki mogą nam dostarczać wyłącznie rozrywki albo pomagać
zasnąć, albo cokolwiek innego – chciałam się dzisiaj zastanowić
nad inspirującymi cytatami. Z książek, oczywiście.

Co
to jest ten inspirujący cytat i skąd się bierze?
 
Wydaje
mi się, że w ostatnich latach to pojęcie się mocno zdewaluowało,
głównie za sprawą krążących po internetach obrazków
podpisanych jakimś – no właśnie – mocno inspirującym cytatem.
Część z nich, nawet jeśli była kiedyś inspirująca, stała się
oklepana i kiedy widzimy je po raz kolejny zamiast błogiego
westchnienia tudzież zapalającej się nad głową żaróweczki
otwiera nam się nóż w kieszeni. Chyba najbardziej symptomatycznym
przykładem takiego zjawiska byłyby memy z Kubusiem Puchatkiem
(wiecie, te z cyklu „a jeśli pewnego dnia będę musiał
odejść?”). Tutaj dotykamy chyba sedna problemu: nie przeczę, że
dla kogoś ten cytat może być ważny. Ba, na pewno dla wielu takim
jest. I dobrze. Chodzi raczej o to, że ta inspiracja wyciera się po
drodze, kiedy cytat bombarduje nas z wielu miejsc naraz. 
O, właśnie o tym cytacie mówię. W pewnym momencie był wszędzie. Absolutnie wszędzie. Za pierwszym razem pomyślałam, że to sympatyczne. Za drugim też. Za dziesiątym zaczęłam dostrzegać trend. Potem chyba przestałam liczyć, ale trend zauważyłam zdecydowanie.
 

Co
to znaczy, że cytat jest inspirujący?
 
Czy
to w takim razie oznacza, że inspiracja jest wyłącznie wynikiem
mieszanki: świeżość plus odkrywczość? No cóż, to by było
łatwe wyjście, ale mam poczucie, że wcale tak nie jest. Bo
przecież czasem może do nas dotrzeć coś, co słyszymy wiele razy,
ale dopiero w wyniku zbiegu jakichś okoliczności tak naprawdę
usłyszymy to po raz pierwszy (na pewno w tym miejscu przychodzą Wam
do głowy te wszystkie postacie literackie, którym nagle coś
zaskoczyło w głowie, chociaż czytelnik już dawno zżymał się,
że przecież z dziesięć razy padła ta myśl, więc sorry). Poza
tym czasami potrzebujemy przeczytać coś, co jest oczywiste i nie
nosi żadnych znamion otwartości, a jednak, kurczę, sami byśmy na
to nie wpadli.

Inspirujący cytat (bohater ma nawet odpowiednią książkę, gdzie takie kolekcjonuje – kopalnia, mówię Wam, kopalnia!).
 
Ech,
ci cytatotwórczy twórcy…
 
Problem
z inspirującymi cytatami jest jednak taki, że oprócz tego, że
łatwo się w nich opatrzyć, to często jest on domeną takich
niemal zawodowych producentów inspirujących cytatów. To jedna z
gorszych rzeczy, jakie mogą się czytelnikowi przytrafić – zdać
sobie sprawę, że tak naprawdę wcale nie trzymamy w rękach
powieści, ale zbiór mniej lub bardziej trafnych aforyzmów
przerywanych dialogami (które też często w sumie są
aforyzmami…). Sztandarowym przykładem, wyciąganym tutaj na maszt
wysoko daleko jest oczywiście Paolo Coelho (znalezienie w internecie
tego „poradnika”, jak stworzyć mądry cytat, ilustrowanego
zresztą zdjęciem Brazylijczyka, dostarczyło swego czasu w naszym
domu sporo radości).
W pewnym momencie pojawiły się takie oklepane cytaty, często już po jakichś reklamowych przejściach, z dorzuconą mniej opatrzoną końcówką i zupełnie nie odpowiadającym obrazkiem dla wydobycia kontrastu. Ten jest jednym z moich ulubionych.
 
Po
co nam w ogóle te cytaty?
 
No
dobrze, ale jednak wypisujemy sobie te cytaty albo je chociaż
zaznaczamy. Po co? Mówiąc za siebie: często zaznaczam sobie
fragment, który chcę zachować na później – niekoniecznie po
to, żeby go od razu wieszać nad biurkiem, ale po to, żeby go komuś
przeczytać (bo jest zabawny na przykład), bo przypomina mi o czymś
innym, a zawsze warto wiązać sobie takie fragmentowe supełki, bo
wydaje mi się wyjątkowo trafny. Nie wiem, jak Wy, ale potem często
zdarza mi się zapomnieć o nim zupełnie i trafić na niego po
latach, kiedy przeglądam jakąś książkę jeszcze raz. Czasami
wtedy zastanawiam się, co ja takiego widziałam w tym fragmencie
albo o co mi, kurczę, chodziło? I nie zawsze udaje mi się do tego
dojść. Jakiś czas temu znalazłam w jednej z części
wiedźmińskiej sagi starannie zaznaczony fragment jakiegoś dialogu.
Nie było tam (jak na wiedźmina, oczywiście) specjalnie dużo
złotych myśli i dwa wieczory zajęło mi odgadnięcie, kie licho
mnie podkusiło, żeby ten cytat taki sążnisty zaznaczyć. W końcu
wpadłam na to, że miało to funkcję jak najbardziej użytkową:
uczyłam się go na konkurs recytatorski. No i proszę, chyba nie
było to specjalnie inspirujące, skoro zapomniałam potem nie tylko
cytat, ale i całą okoliczność.
A
Wy? Macie jakieś swoje ulubione cytaty albo na odwrót: takie, że
jak je widzicie, sięgacie po miotacz ognia i obiecujecie sobie, że
nigdy więcej nie sięgnięcie po taką książkę/nie zawitacie w
ten rejon internetu?
___________
A
jutro wpis z gatunku tych lekkich, łatwych i przyjemnych, ale zależy
dla kogo (albo dla czego).

9 Replies to “O cytatach albo o zawiłej sztuce zaznaczania”

  1. Najbardziej irytującą cechą internetowych cytatów inspirujących jest przypisywanie ich autorstwa znanym filozofom (Cyceronowi, Arystotelesowi et consortes), podczas gdy oni w życiu nie wypowiedzieliby takich słów. Nie jest to oczywiście cecha tylko i wyłącznie internetu, bo większość tych cytatów była mylnie przypisana jeszcze w czasach druku, ale jednak dzięki sieci błąd ten powielany jest i kolportowany do znacznie szerszego grona.
    Sam lubię cytować i przytaczać sytuacje z Harry'ego Pottera (bo to taki współczesny odpowiednik Iliady jest pod względem wartości edukacyjnych i skarbnicowości archetypicznej), jednak staram się to czynić bardzo rzadko, gdyż epatowanie cytatami uważam za oznakę biedy umysłowej, nic nie dobija mnie bardziej niż człowiek ilustrujący każdą sytuację wyuczoną dykteryjką. A już kompletnie skrajnym przykładem jest powtarzanie do znudzenia pewnych słów w kontekście określonych tematów. Można być pewnym, że kiedy poruszona zostanie kwestia lektur szkolnych, banda szczeniaczków pawłowa niezwykle błyskotliwie rzuci "jak mnie zachwyca, skoro mnie nie zachwyca" tudzież "Słowacki wielkim poetą był". Brzydzę się wręcz tymi dwoma cytatami z Gombrowicza 🙂

    1. Mam takie wrażenie, że każdy udany cytat na wiele okazji ma mnóstwo ojców i matek – Arystoteles i Cyceron to w sumie tacy cytatowi przodownicy. Dogania ich jeszcze często Einstein :). Można zresztą przyjąć chyba nieśmiało, że to taka ładnie przejęta przez internet tradycja przypisywania cytatów różnym osobom – w sumie, klasykom grecko-rzymskim nie zaszkodzi, jeszcze im splendoru doda! 😉

      I nie zgodzę się co do Gombrowicza – ja uwielbiam i te dwa cytaty (nic na to nie poradzę), i to że tak weszły nam pod strzechy, bo to tak cudnie Gombrowiczowskie samo w sobie jest! A ten schemat powtarzania pewnych sformułowań w określonym kontekście fajnie wyzyskał literacko Nesser w "Kim Novak…" (pisałam o tej książce w styczniu) – tam kiedy dorastający chłopcy chcą wydać się bardziej dorośli, w rozmowach używają takich oklepanych zwrotów typu "jest jak jest", "życie jest ciężkie", i nikt nie zauważa, że rzucają komunałami, nic właściwie nie mówiąc ;).

  2. Mamy z Mężem, ale nie z literatury, a z gry komputerowej. Tak jakoś wyszło, że zacieśnialiśmy znajomość nad Guild Wars Nightfall. Znajomy pracujący w firmie wydającej tę grę na rynku polskim w prezencie z okazji zaręczyn dał nam dwie kopie kolejnego dodatku… i tak małżeństwo upływa nam pod cytatem "You never fight alone" :).

    1. Ojej, jak fajnie :). I jaki stosowny bardzo cytat!

  3. "Na pierwszy rzut oka miał trzydzieści lat. Na drugi rzut oka nie zasługiwał" – mój ulubiony cytat z Pratchetta stosowany zwłaszcza, gdy ktoś zadaje mi pytanie typu jak wyglądał pan młody na ślubie 🙂

    1. Ha, kontekst jest wszystkim :). A cytaty z Pratchetta w większości są na tyle zacne, że można ich używać w wieeeelu sytuacjach – miałam napisać o moim ulubionym, ale w sumie trudno mi się zdecydować… Może pozostając w klimatach ślubnych: "małżeństwo to związek dwóch ludzi, z których każde gotowe jest przysiąc, że tylko to drugie chrapie" ;).

  4. Ja mam specjalny notesik do wypisywania cytatów. Nawet kiedyś zrobiłam notkę z dziesięcioma starannie wybranymi ulubionymi. Choć akurat moje cytaty nie są szczególnie inspirujące – zauważyłam, ze wolęraczej zaskakujące, błyskotliwe albo zabawne. A z Lubym mamy zwyczaj odczytywania sobie co bardziej interesujących fragmentów z właśnie czytanych książek.;)

    1. O to, to! Ale u nas czasem ta druga osoba odpowiada gniewnie: "nie czytaj na głos, bo też chcę przeczytać, nie zabieraj mi radości!" – także to dozwolone albo w wypadku, kiedy któreś z nas nie chce czytać tej książki, albo kiedy wyjątkowo mocno człowiek się skręca ze śmiechu (albo ze złości) i po prostu nie da rady wytrzymać, no i trzeba ;).

    2. My tylko dbamy o to, żeby sobie nie spoilerować.;)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.