Co pić przy czytaniu albo książka plus napój

Usiłowałam
sobie ostatnio przypomnieć, czego potrzebowałam, żeby wygodnie się
umościć do czytania książki, kiedy byłam mała. Doszłam do
wniosku, że tak właściwie, to niczego. Może oprócz, rzecz jasna,
odpowiedniego miejsca. Natomiast teraz, żeby zabrać się do
lektury, lubię sobie zrobić herbatę, posprawdzać wiadomości,
dobrać kolor koca pod odcień okładki… No dobrze, ale żarty na
bok. Zajmijmy się sprawą śmiertelnie poważną, czyli: co pić
przy czytaniu, żeby robić to w sposób jak najbardziej efektywny
(albo efektowny)?


Oczywiście
możemy dopasować sobie napój do gatunku czytanej książki.

 

Ilustracja dzisiaj tylko jedna, ale za to jaka ładna. To obraz zatytułowany „Drinking Coffee and 
Reading in the Garden” Edwarda Kilingswortha Johnsona. A gdybyście
chcieli więcej sztuki, na której ktoś czyta (choć niekoniecznie pije), to na cudownym
blogu Tarniny jest cała seria nawet!
Kryminał
– jeśli w stylu noir,
to tylko czysta whisky, jeśli skandynawski, to wypadałoby coś
rozgrzewającego, ale można spróbować w bardziej rodzimych
klimatach. Dla ludzi, którzy nie lubią, kiedy litery nagle
zaczynają im skakać przed oczami, a fabuła okazuje się
skręcać w rejony wcale niezamierzone przez pisarza, wypada polecić
przestudzoną herbatę (świetnie udającą whisky na niezliczonych
planach filmowych świata) albo wodę dla ochłody, kiedy śledztwo
przybiera coraz gorętszy obrót.
Romans
– woda zawsze jest dobra, zwłaszcza wtedy, kiedy akcja toczy się
na pustyni wśród plemienia szejków-porywaczy. Wtedy można też
sięgnąć po shake’a, który jednak wymaga posiadania w domu
odpowiednio dużej porcji lodów i braku uczulenia na produkty
mleczne. Co z romansami dziejącymi się w zwykłej – z perspektywy
pustyni – przestrzeni? Wybór jest duży: od wysmakowanych koktajli
po ciepłą herbatkę z cytryną. Wszystko zależy też od powodu,
dla którego czytamy romans: z powodu bycia fanem tegoż gatunku
(herbata), czy raczej bycia tzw. podłym romansowym hejterem (mniej
wysmakowane koktajle).
Powieść
historyczna

– najlepiej jest się zawczasu na jarmarku zaopatrzyć w stosowny
napój. Trójniak, czwórniak, piwo warzone w maleńkim browarze na
Podkarpaciu, ewentualnie prasłowiańskie wino albo starożytna
ambrozja. Wszystko zależy od epoki. Trzeba zwrócić staranną uwagę
na to, co się pije, zwłaszcza przy czytaniu powieści historycznych
o Sokratesie.
Powieść
Young
Adult

– wszystko zależy od tego, jakim czytelnikiem YA jesteście. Jeśli
czytacie, bo lubicie, zapewne wciągacie się zazwyczaj tak, że
wszystko Wam jedno, co pijecie, a wtedy wybór jest zasadniczo
prosty. Jeśli natomiast czytacie, żeby pokazać swoją moralną
wyższość nad innymi czytelnikami („czytałem, nic szczególnego,
lepiej sięgnij po Manna”), wtedy sączcie coś drogiego, żeby
wyższość moralna przekładała się jeszcze na tzw. wyrafinowany
gust. Zielony oolong będzie jak ulał.
Horror
– czerwone wino, sok z buraków i woda z sokiem malinowym pozwoli
Wam się odnaleźć w nastroju. Podobne napoje wyzwolą w Was radość,
jeśli lubicie wczuwać się w paranormalne romanse. Jeśli lubicie
horrory, ale jednak niektóre autorskie chwyty powodują u Was lekkie
mdłości, wtedy lepiej zaparzcie sobie herbatę, porządnie ją
osłodźcie, a w pobliżu trzymajcie amol, gdyby jednak mdłości za
bardzo przeszkadzały w lekturze (niewskazane przy czytaniu powieści
egzystencjalnych).
Sensacja
– wszystko oczywiście jak zwykle rozbija się o to, gdzie toczy
się akcja. Klasyczna sensacja, trącąca momentami kryminałem,
sprzyja spożywaniu trunków pozwalających wczuć się w nastrój.
Kiedy indziej jednak potrzebujemy ochłody dla ochłonięcia od
ekscytującej akcji i w sukurs przyjdzie nam woda. Co, jeśli mamy
słabe serce? Może wtedy najlepiej robić sobie przerwy, żeby dać
nerwom odpocząć, i powędrować do kuchni, żeby nastawić wodę. I
chyba lepiej nie pić kawy, może raczej herbatę. Ewentualnie, jeśli
jesteśmy bardzo słabej konstytucji – ziółka.
Fantasy
– no i teraz powstaje kwestia, jakim czytelnikiem fanasy jesteśmy?
Ale nie wnikajmy w te odwieczne dywagacje fandomów, zajmijmy się
hipotetycznym czytelnikiem, który właśnie dotarł w swoim życiu
do momentu, w którym sięga po „Władcę pierścieni”. Z jakim
napojem powinien zasiąść do lektury? Może herbata, bo jednak
nobliwe angielskie początki fantasy temu sprzyjają? A co, jeśli
jednak właśnie odkrył, że fantasy to nie jego gatunek i dręczony
wyrzutami sumienia podsypia? Może herbata zielona, może kawa?
Byleby nie za dużo. Wydaje się, że można by mu podsunąć yerba
mate. A temu, któremu się podoba? Też. Pozwoli nadążać za akcją
nawet najszybszego fantasy, a przy okazji wyróżniać się z tłumu.
Science
fiction

– wypadałoby sączyć coś futurystycznego albo – jeśli akcja
dzieje się w kosmosie, to dla podkręcenia realizmu chociaż mleko
zagęszczone z tubki. No, ale co w przypadku, kiedy czytamy s-f, ale
unikamy słodyczy? Można pić wodę, bo wody w postapokaliptycznych
wizjach zawsze brakuje, więc dobrze się wyposażyć wcześniej,
żeby potem nie cierpieć razem z bohaterami. W ostateczności można
pić cokolwiek, jeśli sprawimy sobie odpowiednio dopasowany do
gatunku literackiego kubek. Z nadrukiem, na przykład.
Powieść
obyczajowa

– częściowo traktowana jako synonim książki na miły jesienny
wieczór. Wtedy herbata, najlepiej fikuśna, z dodatkami, z
fantazyjną nazwą („zielona żyrafa”, „koszenilowy wieczór”
albo „rumiankowa nostalgia”, rozumiecie zasadę) i w pięknej
filiżance. Z drugiej strony to właśnie może być ta powieść, z
którą poczujecie się na tyle miło i swojsko, żeby ułożyć się
na kanapie z piwem w ręku. Ale jako że nie każdy lubi pić alkohol
i czytać, jak również czytać wyłącznie wieczorem, równie
fikuśna co kawa: frappuccino, cappuccino, z dodatkiem syropu
waniliowego i posypane trzema rodzajami posypek. A co sobie będziemy
żałować.
Poezja
– jako że tomiki poezji nie są specjalnie grube, nie ma co się
nastawiać na długie godziny z jedną książką, chyba że jesteśmy
naturami kontemplującymi od razu, wiersz po wierszu. W innym
przypadku nie ma co się szykować z jakimś długo parzonym i
przygotowywanym napojem. Lepiej więcej sił skierować na czytanie i
rozmyślanie, w których wspomoże nas na przykład sok. Możemy
sobie sprawić odrobinę luksusu i na ten przykład niech to będzie
sok z czarnego bzu. Przy okazji będziemy zdrowi nie tylko na duchu,
ale i na ciele, a przeziębienia pokonamy mocą wiersza i roślinnych
soków.
A
Wy co najczęściej pijecie przy czytaniu? Bo ja się przyznam, że
najczęściej jednak sięgam po herbatę, bo starcza na dość długo,
zanim wystygnie albo zostanie wypita i trzeba będzie albo zrobić
sobie nową, albo namówić któregoś domownika, żeby zrobił nam
następną.
____________
Porzucimy
jutro te niepoważne refleksje! Zajmiemy się tym, co jest esencją
blogów książkowych. Innymi słowy, recenzja będzie.

Comments

    1. Post
      Author
    2. Altti Anonim

      Do całej XIX wiecznej literatury, nie ważne, czy to "Ozymandias" Shelleya, "Żmija" Słowackiego, czy "Mokradła" Gide'a, absynt jest akuratny 🙂 Ale ja bym raczej określił jego wpływa jako * +100 do lansu *

  1. Tarnina

    Do "Gry w klasy" yerba mate, do "Ani z Zielonego Wzgórza" wino porzeczkowe, a gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć "Balladynę", polecam sok malinowy. A ogólnie – oczywiście herbata, nieodłączny atrybut mola książkowego. (No i dziękuję za reklamę, dziś oczywiście kolejny odcinek "Sztuki czytania" :))

    1. Post
      Author
      admin

      O, cudnie by było dopasowywać napój do konkretnej książki :). Z tym że wtedy trzeba by albo posiłkować się podpowiedziami znajomych albo czytać książki, które już znamy i wiemy, co się tam pija. A wino porzeczkowe może być, jak uczy przykład, niebezpiecznie :). (Co do "Sztuki czytania" – super, jestem wierną czytelniczką! :))

  2. Anjani

    😀 Ja piję yerbę 🙂
    Ogólnie to jestem fanatykiem picia herbaty i kawy 😉
    Bardzo przyjemnie czyta się te twoje wpisy 😉 Pozdrawiam 😉

    1. Post
      Author
      admin

      Ja yerbę próbowałam kilka razy, ale nie mam jeszcze całego "osprzętu" :).
      Dziękuję, staram się :). Również pozdrawiam!

  3. Beata P.

    Do skandynawskich kryminałów pasuje mi grzaniec;)
    Właściwie nigdy nie myślałam o tym, żeby dopasować napój do konkretnej lektury… Za to napój do kubka (kawa w dużym, czerwonym w białe kropki; herbata w filiżance z zielonym wzorkiem…) już tak;)
    Właśnie, kawa. Kawa jest dobra do wszystkiego. Przy dobrej książce nawet lepiej smakuje;) A kiedy książka jest zła, można się pocieszyć dobrym napojem;)

    1. Post
      Author
  4. Altti Anonim

    Do sensacji to pewnikiem dobre będzie martini, wstrząśnięte, nie zmieszane.
    Do "Diuny" – kwa po turecku parzona ze szczyptą cynamonu.
    A swego czasu miałem przyjęte piątkowe seanse czytania, z których najlepiej zapamiętałem S. Rushdiego ("Dzieci północy", "Wstyd", Śalimar Klaun"). Elementem tych seansów były naleśniki z dżemem brzoskwiniowym i – uwaga – gorąca mięta.
    Dziwne, nieprawdaż? ;-P

    1. Post
      Author
      admin

      Zależy, czy chodzi o dziwność książkową, czy kulinarną ;).
      A co do sensacji – nawet Bond już teraz pija piwo, więc faktycznie dobrze podtrzymywać pewne standardy i pijać martini przy lekturze!

    1. Post
      Author
      admin

      Tylko żeby syrop nie był za słodki, bo wtedy może oderwać od lektury :). Dobrze też do czytania powieści dziejących się w tropikalnych klimatach! 🙂

    2. Post
      Author
    1. Post
      Author
    2. bezszmer

      przy poemacie: jeśli autorstwa angielskiego poety, to proponuję sherry, a jeśli autor wywodzi się z krajowych kręgów, to może domowa naleweczka? 🙂

    3. Post
      Author
    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.