9 powodów, dlaczego nudzimy się przy lekturze albo och, nie!

Taki
sążnisty temat dzisiaj wybrałam, żeby zastanowić się, jak to
jest, że czasami wpadamy po uszy w świat przedstawiony, innym razem
ze wstrętem odrzucamy książkę krzycząc „i już nie wracaj!”,
a jeszcze kiedy indziej siedzimy zrozpaczeni, ślipkując strona po
stronie, bo przecież taka ciekawa, ale jednak zasypiam. Oczywiście
nie roszczę sobie pretensji do stwierdzenia, że jest dokładnie tak,
jak piszę, i koniec. Wszystko w końcu przepuszczam przez jakiś
swój subiektywny filtr lub opieram na obserwacjach. No to w takim
razie, ośmielę się zapytać, czemu nudzimy się przy czytaniu?

Powodów
można wyróżnić kilka i pewnie tak najłatwiej będzie się nad
tym zastanowić. Myślałam, myślałam, konsultowałam z czytającymi
domownikami (kot śpiący na książkach zdaje się nimi nigdy nie
nudzić) i oto skutki.
No i skąd taka reakcja? I wszystkie inne? A stąd.

Powód
1: nudzę się, bo książka jest za trudna
Powód
właściwie klasyczny i od razu przychodzący na myśl. Na pewno
każdemu z nas przytrafiła się taka sytuacja. Sięgamy po książkę,
na początku jakoś jeszcze idzie, ale potem… Nie, żeby niedobra,
ale… I nie mam tutaj na myśli tego, że coś jest niezrozumiałe
(chociaż i tak bywa, do niektórych lektur człowiek wraca po latach
albo uzbrojony w słownik), po prostu pewne książki są trudne –
ze względu na temat, ze względu na styl pisania albo podejście
autora. To powód-worek, wiele można w niego wrzucić. Ja łapię
się zazwyczaj na tym, że książka mnie nudzi, bo jest za trudna,
kiedy nie umiem powiedzieć, co właśnie przeczytałam, chociaż
przerzuciłam sobie chwacko pięć stron w normalnym moim
czytelniczym tempie.
Powód
2: nudzę się, bo książka jest za prosta/zbyt przewidywalna
Odwrotnie
niż wyżej – w pewnym momencie można złapać się na tym, że
ani nas bohater nie interesuje, bo wiemy, zwyczajnie wiemy, co się z
nim stanie. Zwykle w takiej sytuacji zaczynam konwersację z
powieścią, mrucząc coś w stylu: „ta, jasne, przecież wiadomo,
że on wejdzie do tej ciemnej piwnicy”. Wtedy, kiedy schemat
fabularny goni schemat albo jesteśmy w stanie przejrzeć zamiary
autora, bo rzuca podpowiedziami na lewo i prawo jednocześnie robiąc
tajemniczą minę, łatwo jest nam utonąć w morzu czytelniczej
nudy. I niespecjalnie pomoże, jeśli poza taką a nie inną fabułą
książka nie dostarcza czegoś jeszcze: ciekawych spostrzeżeń
natury bardziej lub mniej ogólnej, bohaterów, z którymi możemy
się zżyć (albo zżymać na nich), stylu, za którym się podąża
nawet w oczywistą z góry puentę i tak dalej. Osobnym przypadkiem
są książki skierowane do pewnej grupy wiekowej, które
przeczytaliśmy będąc starsi – czasami to przyjemne uczucie,
czasami jednak odkładamy je ze znużeniem i doskwierającym
uczuciem, że gdybyśmy sięgnęli po nie kilkanaście lat wcześniej,
mielibyśmy bardzo przyjemne wspomnienia.

 

Powód
3: nudzę się, bo ktoś kogo „nie lubię” pochlebnie się o
książce wyraża
Innymi
słowy: powód z przekory. Nie wiem, czy zdarzyło Wam się coś
takiego, ale z moich obserwacji wynika, że coś jest na rzeczy.
Bywa, że sięgamy po jakąś książkę, o której było głośno i
natknęliśmy się na niejedną recenzję, w tym Tego Krytyka
(zakładam, że jednak nie czytamy blogów, które nas wkurzają,
więc zostanę przy prasie papierowej, stąd zresztą cudzysłów, bo
raczej jeśli tego kogoś „nie lubimy” to nie jako osoby
przecież), którego wprost nie znosimy. Rozpływał się nad nią
strasznie. Przychodzi co do czego i czytając nie możemy się
nadziwić, jakiego nudnego gniota nam wciśnięto. Coś takiego
potrafi sprawić, że ze znudzeniem kartkujemy książkę, która
może w innych warunkach nawet by się nam spodobała. Zdarzać coś
takiego nie zdarza się pewnie każdemu i dużo zależy od
charakteru. Ja od czasu do czasu przeżywam coś podobnego, zwłaszcza
jeśli wszędzie naokoło trąbi się o książce i zachwala na
wszelkie możliwe sposoby – mam (niestety?) tendencję do takiego
przekornego czytania. Co zresztą nie znaczy, że taka zasada działa
za każdym razem, oczywiście.
Powód
4: nudzę się, bo styl autora jest zawiły
Powód
dość częsty. Autor wpada w nieustanne dygresje, do tego stopnia,
że główny wątek (albo interesujący nas wątek poboczny) dawno
odpłynęły z naszej uwagi w siną dal, a narrator brnie przez
jakieś bezdroża, wlokąc nas za sobą, żeby pokazać stopień
erudycji albo – w ekstremalnych wypadkach – dobić do okrągłej
liczby arkuszy wydawniczych. Zawiłość można zatem stosować
umiejętnie (patrz na przykład sprytne posunięcie Mario Vargasa
Llosy w „Ciotce Julii i skrybie”, gdzie co drugi rozdział to
streszczenie fragmentu radiowej telenoweli, odrywające nas jednak od
głównego strumienia wydarzeń), a można niestety tak, że znudzeni
przerywamy lekturę albo sięgamy po nią, żeby szybciej zasnąć.

Powód
5: nudzę się, bo autor zachowuje się nieładnie i kluczy bez sensu
Trochę
podobnie jest tutaj jak w przypadku, kiedy książka jest za łatwa.
Już dawno rozgryźliśmy intrygę i cały pomysł, a mimo to –
chcąc stłumić nasze ziewanie – autor wyskakuje co i rusz z „i
wtem!”. Jeśli do tego doprawia akcję milionem cliffhangerów,
retardacji i każe nam do ostatniej chwili czekać na rozwiązanie,
na które wpadliśmy tak w okolicach dwudziestej strony – osiąga
zazwyczaj efekt odwrotny do zamierzonego. Ale i tutaj są wyjątki.
„Pieniądze od Hitlera” czeskiej pisarki Radki Denemarkovej
wydawały mi się jedną z takich przewidywalnych fabuł i kiedy
doszłam do ostatniej strony (tak, tak, dosłownie ostatniej) szczęka
opadła mi ze zdumienia, bo autorka obróciła całą fabułę o 180
stopni. Dlatego czasami nawet, jeśli książka nas nuży, warto
dotrwać do końca. Niestety – tylko czasami; w pozostałych
przypadkach często okazuje się, że jednak te dwadzieścia stron by
wystarczyło.
Powód
6: nudzę się, bo książka jest za długa/zbyt rozwlekła i siada w
niej napięcie
A,
to inny problem. Sama struktura książki może wywoływać znudzenie
i pół biedy, jeśli to jest zamierzone (koszmarnie nudny rozdział
„Ulissesa” Joyce’a, w którym bohaterowie się nudzą, a my z
nimi albo obezwładniająca nuda Witkacowskich „Szewców”), ale
jeśli nie jest… Bywa tak, że po świetnym początku akcja nagle
wyparowuje, losy bohaterów skręcają w dywagacje, uzupełnienia i
długie rozmyślania o życiu i aż do końca nic się nie dzieje.
Wtedy zużywamy całe pudełko zapałek, żeby nie zasnąć i dążymy
dalej ku końcówce – świetnie, jeśli końcówka nam to
wynagrodzi, gorzej, jeśli po prostu zmarnowaliśmy całkiem dobre
pudełko zapałek.
Powód
7: nudzę się, bo za bardzo się przywiązałam i przybieram
znudzoną pozę, żeby nie płakać na końcu
Och,
nie udawajmy, każdemu zdarzyło się grać twardziela, nawet przed
wymyślonymi bądź co bądź bohaterami. Miałam taki okres w życiu,
kiedy z podobnym nastawieniem czytywałam powieści historyczne –
było nie było, wiadomo przecież na ogół, jak się sprawy
potoczą, więc nie warto przywiązywać się do jakiegoś króla,
któremu i tak utną głowę za kilka lat albo dzielnego chłopa, co
padnie w powstaniu. Dlatego znudzeni kurzymy cygaro na sofie,
ocierając łzę wierzchem ręki, a kiedy do salonu wkracza małżonka
w dezabilu pytając „jak tam?”, odpowiadamy spiżowym głosem:
„nudy na pudy”.

Powód
8: nudzę się, bo chronologia jest taka, że się ciągle gubię
Powód
właściwie komplementarny do powodów 4 i 5, z tym że związany
przede wszystkim ze sztuczkami z chronologią. Właściwie trudno go
zastosować do powieści starszych, ale w nowszych wręcz trzeba się
kijem opędzać. I naprawdę zdarza się, że zabiegi z plątaniem
chronologii są strzałem w dziesiątkę, wciągają w akcję albo
uwznioślają wrażenia estetyczne. Problem w tym, że kiedy bierze
się za nie pisarz o słabszym warsztacie, pozostaje nam tylko
ziewnięcie. Gubienie się, kto to mówi, kiedy i po co jest jedną z
najgorszych rzeczy, jakie mogą przydarzyć się podczas lektury, nie
wspominając już o tym, że jeśli przed zgubieniem się zupełnie
nie wsiąknęliśmy w prezentowaną nam rzeczywistość to już jest,
zazwyczaj, po ptokach.
Powód
9: nudzę się, bo wydanie jest takie, że się męczę, nudzę i
zgrzytam zębami
To
dość specyficzny powód, bo przecież są ludzie, którym nie
przeszkadza nic a nic, jak książka jest wydana. Kiedyś chlubiłam
się przynależnością do tej ginącej rasy, ale niestety z wiekiem
doszłam do wniosku, że muszę się z tego plemienia z przykrością
wypisać. Mały druk mnie koszmarnie męczy, dziwne pomysły
edytorskie przyprawiają o palpitacje, a co najgorsze w takim
przypadku zupełnie nie umiem się skupić na tym, co się dzieje w
książce. Na wydanych przepotwornie małym drukiem „Braciach
Karamazow” zasnęłam co najmniej trzy razy, zanim odkryłam, że
nie mam problemu z Aloszą i spółką, mam problem z wydaniem, które
powoduje u mnie nagłe napady nudy. Dlatego warto sprawdzić, czy
książka nie nudzi nas dlatego, że wydana jest w określony sposób,
a nie z innych – wymienionych wyżej albo nie – powodów.

Rzecz
jasna muszą być jeszcze inne powody, dla których uznajemy, że
jakaś książka jest nudna. Powyższe mają jednak przede wszystkim
pomóc odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ktoś wychwala książkę
jako jedną z najciekawszych, jakie czytał, a my uporczywie
zaziewaliśmy się na niej. W końcu ile ludzi, tyle powodów. Mniej
więcej. A Wy – zastanawialiście się kiedyś, czemu książka Was
nudzi? Na szczęście, jak donoszą naukowcy, nuda potrafi być
twórcza, więc ponudzić się czasami wcale nie jest źle.
_________________
A na jutro zapraszam na refleksje po ostatnim spacerze z prokuratorem Szackim.

16 Replies to “9 powodów, dlaczego nudzimy się przy lekturze albo och, nie!”

  1. Rzadko mnie coś nudzi, wtedy rzucam w kąt. Częściej się wkurzam, i zapytuję czy ktoś w redakcji wcześniej TO czytał? i po raz kolejny rzucam w kąt, nie wspominając ani słowem 🙂
    Ciekawy post 🙂

    1. Dziękuję :). Sposoby radzenia sobie z nudzącą nas książką to pomysł na kolejny wpis (sprowadzający się do zbioru wykrzyknień, w części niekulturalnych ;)).

  2. Jeszcze jeden, może nie dotyczy tak bardzo beletrystyki, ale warto o nim wspomnieć: Nudzę się, bo książka miała być o czym innym. Chcemy poczytać o żyrafach, kupujemy książkę o żyrafach, zaś autor funduje nam 10% tresci o zyrafach 90% o życiu dzikich zwierząt.

    1. No jasne! W dodatku jeszcze usiłuje nam wmówić, że a) bez tych rozdziałów o dzikich zwierzętach nie zrozumielibyśmy tych o żyrafach, b) tak _naprawdę_ to całość jest o żyrafach, tylko my nie umiemy tego dostrzec, c) czepiamy się, bo przecież czytanie jest dobre i nic nam się nie stanie, jak poczytamy o dzikich zwierzętach. Swoją drogą, czasami pewnie to nie tyle wina autora, co wydawnictwa/marketingu ("ej, nazwijmy to >Żyrafy i inne<, bo teraz wszyscy chcą czytać o żyrafach!").

    2. ;D idealna diagnoza zjawiska 😀

  3. Powód numer dwa występuje u mnie często i ma dużo wspólnego z ilością przeczytanych książek. Autorzy często wykorzystują schematy fabularne, zwłaszcza w kryminałach. A ja przeczytałam chyba wszystko A.Christie i niestety, nawet hektolitry wódki i powiewające kobiece biusty we współczesnych kryminałach nie są w stanie odwrócić mojej uwagi na tyle, bym nie wypatrzyła schematu.

    1. Tak, to faktycznie bolesne w przypadku kryminałów. Większość autorów ma zresztą tego świadomość i dlatego kombinuje i dostarcza minimalnej informacji o tym, co się dzieje, a co stanowi klucz do rozwiązania śledztwa. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

    2. Zatajanie informacji to oszukiwanie, moim zdaniem. Christie jednak dawała czytelnikowi wszystkie informacje, dlatego tak fajnie się ją czytało.
      Jeśli kryminał poza zagadką oferuje ciekawe tło obyczajowe albo sympatycznych bohaterów, to fajnie się go czyta. Ale jeśli autor/autorka chce mnie zszokować, to czytam przekornie znudzona, bo przecież w kryminałach nie o to chodzi- "Ach, flaki owinięte wokół żyrandola, drogi autorze? I co jeszcze?".

    3. Chyba stąd się bierze ta popularność skandynawskich kryminałów, że tło obyczajowe jest takie bogate i że w zasadzie w większości bardziej chodzi o zwrócenie uwagi na to tło, niż o samo wyjaśnienie zagadki kryminalnej. Swoją drogą to szokowanie, o którym piszesz, strasznie łatwo, mam wrażenie, zmienia się w kicz – i czasami maskuje niedostatki tła właśnie.

  4. Jeśli się nudzę podczas lektury to najczęściej kończy się to jej odłożeniem i pożegnaniem się z jej autorem na dłuższy czas, ale analiza przyjemna 😉

    1. Dziękuję :). Wiesz, w sumie jak sobie człowiek przemyśli, czemu się nudzi, to o ile nie jest to przyczyna z góry skazująca książkę na wieczystą banicję z naszej półki, to jest szansa na szybsze ponownie spotkanie z takim odłożonym autorem :).

  5. Co do sposobu wydania – bardzo racja. Mały albo zbyt gęsty druk może wykończyć, zwłaszcza jeśli np. czytamy w telepiącym się pociągu. W tej chwili wydawnictwa bardzo starają się dogodzić czytelnikowi stosując lepsze w czytaniu czcionki, odpowiednie odstępy między literami, wyrazami i wierszami – nie bez znaczenia jest też znienawidzony przez niektórych pompowany papier, dzięki któremu mamy wrażenie że przeczytaliśmy taaaaaaaaaaką grubą książkę i jesteśmy z siebie dumni widząc jak szybko rośnie ilość przeczytanych stron. Dzięki takiemu pompowaniu bodajże 400 stronicowe powieści Trudi Canavan są "grubsze" niż ostatnie tomy Harry'ego Pottera liczące po 700-800 stron 😀 Dopiero waga zdradza wszystko 😉

    1. Właśnie, właśnie, ale ta waga wtedy też może stać się pewną przeszkodą w czytaniu (bo jednak ciężkie książki sprawiają, że trzeba się odpowiednio umościć, a ten telepiący się pociąg często nie sprzyja i później kontuzje nadgarstków, kręgosłupa szyjnego, jakiś ten czytelnik powykręcany taki na wszystkie strony… ;)).

    2. Ach, no i właśnie – jeśli wydanie jest takie sprzyjające czytaniu (w sensie, że tak szybko nam przyrasta przeczytane, a maleje nieprzeczytane) to też nudzimy się, siłą rzeczy, nieco wolniej. Przynajmniej w teorii :).

  6. Ja się często nudzę przy książkach, w których nie ma ani jednego bohatera, z którym mogłabym nawiązać jakąś pozytywną emocjonalną relację. Tzn. albo go polubić, współczuć mu, albo wręcz się z nim do pewnego stopnia identyfikować. To, że bohater irytuje lub wywołuje niechęć – co się zdarza niestety dużo częściej – nie zawsze wystarcza. Oczywiście najgorsze są książki, których bohaterowie nic a nic nas nie obchodzą.

    1. No tak, to zupełne przeciwieństwo powodu "jestem twardzielem", ale to prawda, zdarza się i wtedy faktycznie nie bardzo wiadomo, co z taką lekturą począć. Dobrze, jeśli przynajmniej w tle coś się dzieje.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.