Nie kończ waść albo o polskiej powieści historycznej

Sienkiewicz,
to rzecz jasna, podstawa. Każdemu Kmicic, któremu opalają boki
albo Skrzetuski z trzciną w stawie przychodzą na myśl od razu,
kiedy mówi się o powieści historycznej. To, że autorowi Trylogii
nie raz i nie dwa zarzucano, że niespecjalnie zrobił, jak to
dzisiaj mawiamy, research, to już inna para butów. Bo czy w
powieści historycznej chodzi tak naprawdę o realia czy o sugestywny
opis?

Żeby
nie być gołosłowną, pomyślałam, że najlepiej by było pokazać
te tendencje na przykładach. Z góry uprzedzam, że w żadnym
przypadku nie będzie to zupełnie reprezentatywny artykuł na ten
temat – zainteresowanych tematem głębiej można odesłać do
analiz literaturoznawczych. Dlatego wybór, który tu proponuję,
jest czysto subiektywny i oparty na przykładach, z którymi miałam
przyjemność (bądź nie) obcować osobiście. Jeszcze może jedna rzecz warta zaznaczenia: „polska powieść historyczna” to nie tyle nazwa jakiejś szkoły (powiedzmy jak „polska szkoła plakatu”), ale po prostu mam tu na myśli powieści historyczne napisane w języku polskim. A zatem, po tym
przygnębiająco poważnym wstępie, zobaczmy, co takiego możemy
znaleźć w polskiej powieści historycznej.
Teodor
Parnicki
Dzisiaj wydaje
się być nieco przykurzony i zapomniany – a zupełnie niesłusznie.
Powieści Parnickiego, im dalej tym robią się coraz bardziej zawiłe
i skomplikowane. Parnicki, którego pierwszym językiem był
rosyjski, jeszcze w szkole postanowił zostać największym polskim
pisarzem, i zdaje się, że jeśli chodzi o powieści historyczne, to
można się do dziś niejednego od niego nauczyć – zwłaszcza
tego, jak je pisać. Autor podchodzi do realiów bardzo poważnie,
jednocześnie jednak bywa, że wykorzystuje je po to, żeby
opowiedzieć historię niekoniecznie osadzoną twardo w
rzeczywistości danej epoki, ale żeby snuć paralele między tym a
innym wydarzeniem. Można się (czasami z łatwością, czasami nie)
doszukiwać u niego „drugiego dna”; poza tym jednak pozycje takie
jak „Srebrne Orły” o spotkaniu Ottona III i Bolesława Chrobrego
albo „Aecjusz, ostatni Rzymianin” o Rzymie sprzed upadku z wątkiem
chrześcijańskim w tle są godne polecenia miłośnikom historii na
kartach dzieł prozatorskich. Tyle tylko, że z Parnickim faktycznie
trzeba uważać: ani nie jest to lektura łatwa – zwłaszcza takie
książki jak „Zabij Kleopatrę”, ani miejscami przyjemna.
Parnicki nie popełnia błędu nadmiernego przywiązania do swoich
bohaterów i jeśli trzeba, pokaże ich Wam z jak najmniej przyjemnej
strony. Potem myślenie o jakimś królu czy cesarzu może już nigdy
nie być takie samo.
O,
a tak wyglądał Teodor Parnicki. Właściwie jego życiorys to też
gotowy materiał na powieść historyczną. Źródło.
 Józef
Ignacy Kraszewski
No
jakże by się ten wpis mógł obyć bez króla polskiej powieści w
ogóle? Co prawda we wpisie o pisarzach, przez których twórczość
nie mogę przebrnąć, wymieniłam Kraszewskiego jako jednego z tych
problematycznych dla mnie twórców, ale coś tam jednak przeczytałam
– co przy szalonej liczbie pozycji pióra Kraszewskiego nie jest
takim znowu wielkim sukcesem. Kraszewski przede wszystkim pisze pod
dwa cele: nauczający (niech czytelnik się dowie, jak było) i
pokrzepiający (niech się dowie, jak było, ale bez przesadnych
ekscesów – z historii narodu trzeba być dumnym). Pod tym względem
znajdziemy u niego nieco mniej niż u Parnickiego, w tym sensie, że
jak już mamy Wielkie Wydarzenie, to jeśli się ono nie powiedzie,
to raczej przez niekorzystne warunki zewnętrzne, a nie z powodu wad
charakteru naszej Wielkiej Postaci. Kraszewski czerpał garściami ze
źródeł pisanych różnych epok i choć nie ustrzegł się
mniejszych lub większych pomyłek, to – jak już pisałam – przy
imponującej liczbie ponad 200 powieści można mu to wybaczyć.
Część z jego powieści jakoś w ogólnej świadomości poginęła
– kto kojarzy jeszcze, że „Krzyżacy” Sienkiewicza to nie
jedyna powieść pod tym tytułem? (No, prawie – krzyżacy
Kraszewskiego występują jako „Krzyżacy 1410”; ale też mają
dwa tomy).

Walery Przyborowski

To
taka historia w wydaniu soft,
przeznaczona dla młodszego czytelnika i zgrabnie wplatająca wątki
historyczne w przygodową z natury rzeczy fabułę. Można się przy
lekturze Przyborowskiego co nieco nauczyć – a w każdym razie
pokojarzyć fakty. Język postaci trąci Sienkiewiczem, realia
historyczne raczej pełnią rolę tła, ale ubawić się wciąż
można, mimo że z lekka trąci myszką. Jeśli ominęła Was lektura
„Szwedów w Warszawie” i tęsknicie za jakimś inteligentnym
nastoletnim protagonistą, który trochę by poratował ojczyznę w
potrzebie, a trochę połaził po ciemnych piwnicach dla czystej
radochy łażenia po podziemiach miasta, kiedy ma się naście lat –
właśnie znaleźliście powieść historyczną na dzisiejsze
popołudnie.
Oprócz
tego, że był pisarzem historycznym, to sam uczestniczył w
wydarzeniach bardzo historycznych. Źródło.
 Władysław Jan Grabski
Pisarz
lubujący się w cegłach – nie schodził raczej w swojej
twórczości historycznej poniżej 500 stron (zasadniczo). Typowy przykład
rozmiłowania się w detalu: z jego powieści dowiecie się, jakie
typy sukien były modne w X wieku, co dama dworu w ciąży musiała
robić aż do porodu i o konstrukcji chaty prawdziwego woja. Przy tym
autor zaludnia swoje powieści pełnokrwistymi, starannie
przemyślanymi postaciami i wykorzystuje to, co każdy szanujący się
autor powieści historycznych wykorzystuje: luki w oficjalnej
narracji historycznej. Dobrym przykładem takiej konstrukcji opartej
na faktach i zmyśleniach jest „Saga o jarlu Broniszu”. Pisarz
bierze zatem taki fragment epoki Chrobrego, o którym wiadomo
niewiele, wysyła bohaterów na dwory skandynawskie (siostra
Chrobrego, Sygryda, była żoną króla szwedzkiego, potem duńskiego,
a międzyczasie cały czas przewijał się przez jej życie
pretendent do tronu norweskiego), opisuje wielką bitwę morską,
dworskie intrygi, ożywia papierowe postacie z podręczników i daje
im życie, które śledzi się z napięciem godnym rasowego
thrillera. Z powieściami bardziej współczesnymi jest już nieco
gorzej, ale nadal warto sięgnąć na przykład po trylogię o braciach Nowickich.
Grabski
z tych Grabskich, czyli syn autora reformy, która dała nam
złotówki. Metaforycznie. Źródło.

Mieliśmy
sporą reprezentację panów, ale przecież nie jest tak, że
sążniste historyczne epopeje tworzą wyłącznie pisarze. Pisarki
im w tym wcale nie ustępują.
Zofia
Kossak-Szczucka
Pisarka,
z którą wielu ma problem, bo nie da się powiedzieć, że była
osobą kryształową, a zatem ci, dla których moralne wybory autora
mają znaczenie większe od tego, jak pisze, czytają jej książki z
wahaniem. Odłożmy to jednak na stronę. Kossak-Szczucka w powieści
historycznej wypuściła się na mało eksplorowany przez rodzimych
pisarzy grunt i zamiast rozgrzebywać dzieje ojczyste, zabrała się
za pisanie trylogii z czasów wojen krzyżowych. Niesamowita to
wyprawa, podążać za bohaterami, których autorka zupełnie nie
oszczędza, na morderczą ekspedycję – przy czym większość
postaci wcześniej czy później, niezależnie od tego, jakimi są
idealistami, zda sobie sprawę, że co najmniej część ich wysiłków
i celów jest bez sensu. Ofiarowuje nam więc Kossak-Szczucka
opowieść o rozczarowaniu, nadziei i wierze, która albo jest zdolna
góry przenosić, albo jest tylko pretekstem do realizowania własnych
celów. Autorka nie przywiązuje przesadnej wagi do szczegółowych
opisów stricte specjalistycznych
– choć na przykład o zbrojach co nieco się dowiemy – ale umie
wykreować taką rzeczywistość, w którą bez większego trudu
uwierzymy.
Z
tych, rzecz jasna, Kossaków, bo jakżeby inaczej. Źródło.

 Antonina
Domańska
Przypadek
trochę podobny do Wacława Gąsiorowskiego, tyle że Domańska
upodobała sobie pisanie o epoce jagiellońskiej. Rzecz jasna wszyscy
kojarzymy „Historię żółtej ciżemki”, gdzie losy uzdolnionego
artystycznie pastuszka przecinają się z historią tworzenia ołtarza
w Kościele Mariackim – dobrze tutaj widać główną tendencję u
Domańskiej: jednostki, często fikcyjnej, ale prawdopodobnej,
wplecionej w wielkie historyczne wydarzenia, do których dokłada
swój kamyczek, ale w ostatecznym rozrachunku zostaje zapomniana, jak
się to często dzieje. Autorka operuje znowu na tym skrzyżowaniu
prawdy i zmyślenia, a że adresuje swoje powieści do czytelnika
młodszego, nie epatuje niezrozumiałym detalem tła. Co wcale nie
oznacza, że niczego się z jej książek dowiedzieć nie da – a i
owszem, da, w bardzo przystępnej formie. „Paziowie króla
Zygmunta” to też dobry przykład – gdzie głównym motorem
działań bohaterów jest co prawda zabawa, ale przy okazji autorka
przemyci to i owo na temat życia dworskiego za ostatnich
Jagiellonów.
                                        
Źródło.

 Elżbieta
Cherezińska
Sięgnimy teraz
nieco bliżej, do czasów nam współczesnych. Cherezińską
okrzyknięto już co prawda nową największą powieściopisarką
historyczną i przyczyną odrodzenia zainteresowania się w naszym
kraju tym gatunkiem. Tymczasem jednak, chociaż autorka czerpie
garściami z dostępnych materiałów o epokach, w których osadza
akcję swoich książek – oraz chętnie konsultuje się ze
specjalistami, jak wynika z posłowi do jej powieści – to głównym
ośrodkiem jej zainteresowania są postaci historyczne (jak w serii
„Odrodzone królestwo”). Albo mniej historyczne (jak w cyklu
„Północna droga”). Żeby przybliżyć je czytelnikowi wybiera
jednak sposób zupełnie inny niż pisarze dotychczas wspominani,
czyli uwspółcześnia ich mentalność, sposób bycia, a także
język. I chociaż wielu czytelnikom może się to nie podobać
(anegdota zupełnie na marginesie – do dzisiaj pamiętam, jak
Janusz Tazbir w „Nowych książkach” oburzał się w recenzji
„Narrenturmu” Sapkowskiego, że stwór spotkany przez bohaterów
na sabacie użył słowa „parking”), dla innych to powieści
otwierające bramy do poznania całego gatunku. Niekiedy Cherezińska
potyka się na tak obranej drodze (nie sposób nie odczuć, że
historyczny sztafaż w „Niewidzialnej koronie” jest, no cóż,
sztafażem), ale póki co można zaryzykować stwierdzenie, że taka
strategia pisarska przynosi ciekawe rezultaty. Nie wspominając już o tym, że Cherezińska to trzecia w tym zestawieniu autorka, która napisała coś o czasach Chrobrego.
O, to mniej
więcej wszystko, co chciałam napisać. Zabrakło w tym zestawieniu
Karola Bunscha, co jest oczywiście karygodne, ale wynika z prostego
faktu, że jeszcze nie miałam przyjemności powieści tego pisarza
przeczytać. Podobnie ma się rzecz z Wacławem Gąsiorowskim. Poza marginalnym napomknieniem nie brałam też pod
uwagę pozycji z nurtu historycznego fantasy, bo zasługuje on na
zupełnie osobną notkę. Macie jeszcze jakieś pomysły, kto i jak
korzysta z historii, żeby opowiadać o dawnych – lub obecnych –
czasach? A może znacie jakąś polską powieść historyczną godną
polecenia?
__________________
A jutro będzie
jeszcze bardziej współcześnie – postaram się napisać co nieco
o wynikach najnowszego raportu Biblioteki Narodowej na temat
czytelnictwa i co nieco o reakcjach na ten raport.

Comments

    1. Post
      Author
      admin

      Z "Dagome iudex" Nienackiego mam taki problem, że nigdzie nie mogę znaleźć trzeciego tomu! A nie udało mi się znaleźć informacji, czy było inne wydanie niż to trzytomowe z koszmarnie małym drukiem, marginesami jak szpileczki i formatem większym od przeciętnego :). Ale fakt – nie dorzuciłam Nienackiego głównie dlatego, że eksperymentował z różnymi gatunkami. Co do Wollnego – nie znam, z chęcią przeczytam. Dziękuję!

  1. aHa

    Ja się przyznaję że moją guilty pleasure są powieści Haliny Popławskiej – zarówno te przez nią napisane, jak i te przetłumaczone. Takie niby romansidła ale obudowane ogromną wiedzą historyczną i na podstawie takiego "Kwiatu lilii we krwi" można napisać kronikę rewolucji francuskiej – ja przynajmniej swego czasu w liceum dostałam piątkę z historii tylko dzięki tej książce 😉 I niby wiem że są przegadane, że może nazbyt szczegółowe, że bohaterowie naiwni, ale ja to tak strasznie lubię…

    1. Post
      Author
      admin

      E, nie ma się czego wstydzić w takim wypadku :-). Poza tym brzmi kusząco (opis "Klawikordu i róży" mnie zauroczył) – dopisuję sobie do listy, jak przeczytam na pewno podzielę się wrażeniami!

  2. Tarnina

    Dzięki za tę notkę, bo Władysław Grabski nie był mi znany, a marzę o tym, żeby poczytać o sukniach z X w. No i z książkami sprzed kilkudziesięciu lat nie ma w naszej bibliotece problemu 😉

    1. Post
      Author
      admin

      Nie ma sprawy :-). Grabski swego czasu mocno mnie wciągnął – "Saga o jarlu Broniszu" jest moim zdaniem zupełnie niesłusznie zapomniana (nie wspominając o tym, że co tam główny bohater, jak świetnie napisany jest Olaf Trygvasson! Bardzo jestem ciekawa, co powiesz po lekturze (i jak się sprawiły opisy sukien z X wieku ;)).

    2. Tarnina

      Niestety w XXI w. Bronisz się nie broni. Pierwsze 30 str. przeczytałam z zaciekawieniem: ok, klimat jest, ciekawe, co będzie dalej. Do 70 doszłam z rosnącą niecierpliwością, a potem już tylko wyłuskiwałam fragmenty z dialogami i w ten sposób bardzo szybko doszłam do str. 160, na której skończyłam tę przygodę 😉 No i ten świętoszkowaty Bronisz! Chyba on mi najbardziej przeszkadzał. I jednak wolę Cherezińską 😉 Która też zresztą kiedyś obiecywała książkę o Świętosławie.

    3. Post
      Author
      admin

      Ojej, może powinnam była uprzedzić: Bronisz jest faktycznie mocno świętoszkowaty, w sumie po akcji z pożarem dość długo nic ciekawego się z tą postacią nie dzieje. Dużo bardziej interesujący jest wątek Olafa Trygvassona, bo widać, że to jest zupełnie nieuładzona postać – no i Sigrida, która jak już się wydostaje ze Szwecji po całej akcji z Erykiem, jest intrygującą postacią kobiecą (taką trochę poza schematem).

    4. Tarnina

      Ona chyba w ogóle (tak historycznie) jest intrygującą postacią, Olaf też do mnie bardziej przemawia. Niestety, sądząc po tytule, Bronisza będzie najwięcej ;).

    5. Post
      Author
      admin

      Hm, musiałabym sobie sama zrobić powtórkę, bo jak sięgam pamięcią do lektury, to Bronisza z tymi osmalonymi brwiami zupełnie prawie nie pamiętam (co innego jego żonę), za to Olafa, Sigridę, Ottona i Bolesława jak najbardziej – może zostało mi w pamięci to, co najciekawsze ;-). A swoją drogą, bo zapomniałam: książkę Cherezińskiej o Sigridzie przeczytałabym z miłą chęcią!

  3. Rbit

    "Macie jeszcze jakieś pomysły"
    Jasne! Antoni Gołubiew z "Bolesławem Chrobrym"? Malewska – wszystko, szczególnie "Przemija postać świata". Ewa Nowacka np. "Heliogabal wnuk Mezy", Jerzy Piechowski "Czas minął Imperatorze"… Wymieniać dalej? 🙂

    Wielkie dzięki za propagowanie Teodora Parnickiego. To Mistrz przez wielkie "M" 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      Zupełnie zapomniałam o Gołubiewie (ale też fakt, że czytałam go straszliwie dawno). O Malewskiej sporo słyszałam, ale nigdy nie zajrzałam do żadnej jej powieści. Pozostałych nie znam, już sobie zapisuję (no i oczywiście, że wymieniać, to nie pytanie retoryczne ;-)!). Chociaż tak ten tytuł powieści Nowackiej coś mi mówi, może książka nawet stoi, o zgrozo, gdzieś w domu i czeka na przeczytanie?!

      Och, Parnicki jest świetny, zupełnie niesłusznie jakoś tak został umieszczony w przegródce "zapomniany pisarz historyczny" (i tak jak pisałam – sama powieść o nim byłaby, podejrzewam, fantastyczna :-)).

  4. Rbit

    No to dodam jeszcze:
    Teodor Jeske-Choiński "Ostatni Rzymianie", "Tiara i korona", "Gasnące słońce"
    Jadwiga Żylińska – znana jest "Złota włócznia", ale mnie dużo bardziej podobała się "Gwiazda spadająca"
    Halina Auderska "Smok w herbie: Królowa Bona" – rewelacyjna powieść autorki scenariusza do świetnego serialu z niezapomnianą Aleksandrą Śląską w roli tytułowej
    Jeszcze na myśl przychodzi mi Władysław Terlecki, ale nie znam go zbyt dobrze (tylko "Zwierzęta zostały opłacone" tematycznie związane z tzw. sprawą Stanisława Brzozowskiego).

    1. Post
      Author
      admin

      Wszystko sobie zanotowałam (nie wiedziałam, że "Królowa Bona" – swoją drogą jeden z moich absolutnie ulubionych seriali – powstał na podstawie książki… wstyd! Ale tym lepiej właściwie, że lektura jeszcze przede mną!). Sprawa Brzozowskiego, mówisz? Brzmi świetnie (czy chodzi o tę defraudację? Nie wiedziałam, że ktoś napisał powieść o Brzozowskim, muszę koniecznie upolować!). Dzięki wielkie! 🙂

  5. Graf zero

    Zofia Kossak nie była kryształowa? Rozumiem, że miała poglądy dość kontrowersyjne, ale jej czyny to były raczej kryształowe właśnie 🙂

    1. Post
      Author
      admin

      Jasne — zresztą ten rozdźwięk między poglądami a tym, co faktycznie robiła, budzi do dzisiaj kontrowersje różnego, mam wrażenie, rodzaju. Ale tak, oczywiście skrót myślowy :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.