10 najlepszych baśni Braci Grimm albo ranking niezwykle subiektywny

Bracia
Grimm są w czołówce moich ulubionych twórców. Sam proces
zbierania i przerabiania ludowych opowieści w literackie narracje
fascynował mnie praktycznie od zawsze, do tego dochodzi specyficzny
klimat grimmowskich baśni i doskonałe wydanie tej książki, którą
dostałam jako dziecko. Dlatego jak tylko zaczęłam planować
pisanie tego bloga wiedziałam, że muszę napisać coś o baśniach
słynnych braci. A żeby zrobić to szybciej, zmotywowała mnie
dyskusja pod tym wpisem Zwierza Popkulturalnego (po takiej dyskusji
człowiek siada i czyta Grimmów po raz kolejny, i nie ma zmiłuj). Dlatego dzisiaj mój
prywatny ranking baśni Braci Grimm.

Miejsce
10.
    Siedmiu
    zuchów ze Szwabii
    Czyli
    siedmiu facetów z długą tyczką wędrujących przez świat. To
    jest jedna z tych bardzo ludowych opowieści. Siedmiu chłopa rodem
    ze Szwabii (oczywiście stereotypowo Szwabi – jako ludzie
    mieszkający w regionie Bawarii o nazwie Szwabia, nie jako
    pejoratywnie określani Niemcy – są głupkowaci i mówią
    praktycznie niezrozumiałym dialektem) postanawia ruszyć w świat.
    Nie wiadomo, jak nazywa się sześciu, siódmy nazywa się w każdym razie Pan Schulz
    (prosty chwyt, który zawsze mnie bawi). Świat jest duży i pełny
    niebezpieczeństw, ale co to dla naszych zuchów. Ruszają zatem i
    wędrują, wędrują, aż dochodzą do niezwykle szerokiej rzeki,
    przez którą postanawiają się przeprawić po kolei. Sęk w tym,
    że rzeka jest aż tak szeroka, że słabo słychać z drugiego
    brzegu i kiepsko widać, co się tam dzieje. A że w rzece siedzi
    wyjątkowo rozmowna żaba, a nasi zuchowie stali w innej kolejce,
    kiedy Bóg rozdawał inteligencję, możecie się domyślić, co
    było dalej.
    Co
    w niej jest takiego?
    Prosty
    humor, rozbudowany żarcik, który jednak w wersjach innych niż
    Grimmów nie jest aż taki zabawny. Do tego postać żaby zasługuje
    na duży plus. Można by też pobawić się w interpretacje bardziej
    freudowskie (tyczka), a wtedy przesłanie jest dość feministyczne
    (bo jednak zuchowie mimo tyczki kończą, powiedzmy, że tak sobie).

    Źródło,
Miejsce
9.
    Jasio-Jeżyk
    Większy
    rozgłos na naszym poletku Hans Mein Igel uzyskał, kiedy stał się
    inspiracją dla postaci Duny’ego Jeża w jednym z opowiadań o
    wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Ale ta baśń ma dużo więcej do
    zaoferowania: bezdzietnemu małżeństwu rodzi się syn, jest jednak
    z wyglądu zupełnie podobny do jeża. Matka go kocha, ojciec nie
    bardzo. Jasio czuje, że nie jest zbyt mile widziany w domu, ma
    jednak dość duże poczucie pewności siebie i niespecjalnie
    przeszkadza mu to, że jest jeżem. Postanawia realizować się
    zawodowo i wypasać trzodę. W lesie. Bo właściwie czemu nie. Przy
    tym z domu bierze tylko koguta, na którym jeździ – kogut umie
    też latać, więc Jasio często wzlatuje na nim na najwyższe sosny
    i tam gra na dudach. Pewnego dnia w jego okolice zabłąka się
    królewski orszak na polowaniu i wtedy Jasio będzie miał okazję
    pokazać, że jest wart dokładnie tyle, na ile się ceni.
    Co
    w niej jest takiego?

    Charyzmatyczny główny bohater, doskonałe pomysły (jeż na
    kogucie siedzący na sośnie gra na dudach, hello), przesłanie o znaniu własnej wartości,
    które da się dzisiaj doskonale zrozumieć.
Miejsce
8.
    Szczęśliwy
    Jaś
    Kolejna
    z baśni z rzędu tych zabawniejszych. Jasio podobnie jak jego
    imiennik z pozycji dziewiątej, jest zadowolony z siebie i jego
    poziom samoakceptacji jest wyższy niż u większości członków
    społeczeństwa (ułatwia mu to fakt, że nie jest jeżem), mimo to
    rodzice uważają, że raczej sobie w życiu nie poradzi. Jasio
    wyrusza więc z domu, żeby sobie jednak poradzić. Wyposażony
    zostaje w dobre słowo, które ma mu pomóc zjednywać sobie ludzi.
    Problem polega na tym, że Jasio zupełnie nie umie odróżnić, w
    jakim kontekście owo dobre słowo się nadaje do wypowiedzenia, a w
    jakim nie. Wymienia je więc na inne po spotkaniu różnych ludzi na
    swojej drodze, którzy zajmują się głównie spuszczaniem mu lania
    za pozdrawianie ich tym słowem, które zebrał ostatnio. Jako
    dziecko zaśmiewałam się z tej baśni do łez i chociaż znowu
    humor jest tu prosty, a koncept oczywisty, to dostarcza sporej
    radości, zwłaszcza za pierwszym razem.
    Co
    w niej jest takiego?
    Humor;
    nieco aspołeczny, ale w gruncie rzeczy dający się lubić bohater
    i doskonała komedia sytuacyjna oparta na splocie nieoczekiwanych
    wydarzeń. W dodatku przegląd postaci, które można spotkać na
    niemieckiej drodze przed kilkoma setkami lat robi wrażenie.
Miejsce
7.
    Dwaj
    wędrowcy
    Jedna
    z tych straszniejszych i krwawszych baśni. Ale straszniejszych nie
    dlatego, że występują w nich potwory, ale dlatego, że aż za
    dobrze umie pokazać, w jaką stronę mogą skręcić relacje
    międzyludzkie. Szewc i krawiec idą sobie w poszukiwaniu
    zatrudnienia. Krawiec jest optymistą, szewc, no, raczej nie.
    Szukają zatrudnienia, więc idą sobie przez kraj, ale zatrudnienia jakoś nie widać. W końcu dochodzą do ciemnego lasu. Szewc trochę
    marudzi, chce zebrać jakieś zapasy, krawiec uważa, że las nie
    jest ani zbyt ciemny, ani za duży. Wchodzą. Idą, idą, las
    oczywiście okazuje się wyjątkowo ciemny i bardzo duży, więc
    krawiec szybko pozbywa się zapasów. Szewc w końcu widzi okazję,
    żeby zemścić się za ten optymizm, którym buchał krawiec i
    który go doprowadzał do, no cóż, szewskiej pasji, więc oferuje
    łyk wody krawcowi za jedno jego oko. Krawiec już na granicy
    omdlenia zgadza się. Jak się domyślacie, las jest naprawdę duży
    i bardzo ciemny, więc zanim z niego wyjdą, krawiec oddaje jeszcze
    jedno oko. Tak dochodzą do wyjścia z lasu, szewc zostawia krawca
    pod szubienicą tuż za murami miasta, a sam idzie robić karierę.
    Na szczęście na szubienicy siedzą kruki, które tak się składa,
    że nie zauważają krawca i postanawiają uciąć sobie pogawędkę
    o magicznych sposobach przywracania wzroku. A dalej już
    księżniczki, wesela, zamówienia na sukienki i oczywiście
    nieodzowna długa i krwawa ręka sprawiedliwości.
    Co
    w niej jest takiego?
    Świetnie
    pokazuje relacje międzyludzkie w trudnej sytuacji i potencjał
    dramatu o wypadku w Andach, tyle że gdzieś na heskiej prowincji. W
    dodatku motywacje postaci nie są aż tak jednoznaczne jak się
    wydaje. Plus mówiące kruki i inspiracja średniowieczną balladą,
    co zawsze podnosi ocenę co najmniej o oczko w górę.
Miejsce
6.
    Biedny
    chłopczyna w grobie
    Makabryczna komedia o chłopcu, który jest trochę wypadkową Szczęśliwego
    Jasia i Pana Schulza. Sznur bardzo nietrafionych świetnych pomysłów
    doprowadza tytułowego chłopca do takiego momentu w życiu, w
    którym uważa on, że nic, tylko się otruć. Niestety ma on nieco
    wypaczony obraz rzeczywistości, więc postanawia się otruć
    najlepszym winem z piwnicy swojego pracodawcy. Kiedy jest już w
    stanie, w którym wszystko według niego wskazuje, że umiera,
    postanawia wybrać się na cmentarz, żeby nie robić pracodawcy
    kłopotu ze swoim pogrzebem.
    Co
    w niej jest takiego?
    Śmiech
    przez łzy i trafny obraz społeczeństwa, które niespecjalnie dba
    o powierzone sobie jednostki.
Miejsce
5.
    Grobowa
    górka
    Mądry
    stary wiarus i zły bogacz zawierają umowę. Po czym bogacz umiera,
    a wiarus – posiadający słuszny rozmiar buta – ma czuwać przy jego grobie przez
    trzy noce, żeby dusza zmarłego nie została porwana przez diabła.
    Który się zresztą zjawia we własnej osobie i stara się za
    wszelką cenę starego żołnierza przechytrzyć. Ten jednak staje
    na wysokości zadania, postawionego mu przez kanon kulturowy i jest
    na tyle sprytny, że daje sobie jakoś radę. Z pomocą swojego buta.
    Co
    w niej jest takiego?
    Właściwie
    to samo, co we wszystkich zasłyszanych w dzieciństwie opowieściach
    o spędzaniu nocy na cmentarzu, żeby coś udowodnić. Plus stary
    wiarus, który sprawia wrażenie dobrego kompana na każdą
    okoliczność.
Miejsce
4.
    Zbójecki
    narzeczony/Ptak straszydło
    Tutaj
    ex aequo dwie baśnie, bo obie oparte są na bardzo podobnym
    schemacie i obie bardzo lubię z podobnych powodów. „Zbójecki
    narzeczony” to opowieść o dziewczynie, do której zaczyna
    zalecać się nieznany mężczyzna. Jest przystojny, miły i bogaty,
    więc dość szybko rodzice dziewczyny postanawiają wepchnąć ją
    w jego ramiona. Problem pojawia się, kiedy w dość makabrycznych
    okolicznościach dziewczyna odkrywa, czym naprawdę trudni się jej przyszły
    mąż. Uwikłane są w to beczki, grupa pijanych mężczyzn i damski
    palec. „Ptak straszydło” z kolei to trochę daleki pogłos
    Sinobrodego, a trochę „Piękna i bestia” na opak. Trzy siostry,
    zły czarnoksiężnik, najmłodsza poświęca się dla reszty i
    obiecuje wyjść za czarny charakter. Kiedy ten wędruje po okolicy
    i sprasza na wesele swoich podejrzanych kamratów, siostra ucieka,
    zostawiając mu w domu niespodziankę. Przebiera się przy tym za
    dziwaczne stworzenie, ni to ptaka, ni hominida, stąd tytuł.
    Co
    w nich jest takiego?
    Obie to
    opowieści o silnych postaciach kobiecych, które są w stanie
    przeciwstawić się mężczyznom i nie dać zrobić z siebie ich
    ofiar. Może nie do końca są to narracje wymierzone w patriarchat,
    ale można by je i tak interpretować.
Miejsce
3.
    Krzak
    jałowca
    I tak
    dochodzimy do ścisłego podium. Konkurencja była ogromna, ale
    ostatecznie na trzecim miejscu uplasował się „Krzak jałowca”,
    opowieść o toksycznej rodzince: macocha postanawia pozbyć się
    pasierba, nie bierze jednak pod uwagę, że jej rodzona córka
    zasadniczo go lubi. Pasierb, zdekapitowany skrzynią, zostaje
    ugotowany i podany ojcu na obiad, córka tymczasem to, co z niego
    zostaje, grzebie pod tytułowym krzakiem jałowca. Intryga macochy i
    jej zacieranie śladów ma jednak jeden zasadniczy feler: metafizykę
    świata baśni. Pasierb powraca w postaci ptaszka, który knuje
    podłą zemstę, przy okazji wyśpiewując na całe gardło znaną
    piosenkę: Matula obcięła mi główkę,
    / Tatulo w potrawce mnie zjadł, / A siostrzyczka Marylka zebrała
    kosteczki w węzełek chusteczki / i pod jałowcem złożyła. /
    Ćwir, ćwir, piękny ze mnie ptaszek, ćwir, ćwir
    .
    Co
    w niej jest takiego?

    Zbiór makabrycznych motywów z baśni Grimmów w jednej, do tego
    piosenka, którą zapewne nie tylko ja lubiłam
    podśpiewywać w wieku przedszkolnym.
Miejsce
2.
    Trzej
    cyrulicy
    Nie
    zdziwicie się zapewne, że na drugim miejscu baśń w odmalowaniu
    turpistycznych detali równie niezrównana, co „Krzak jałowca”.
    Tym razem mowa o trzech znachorach, którzy przechwalają się, że
    transplantacja nie jest dla nich żadną sztuką. Potrafią odjąć
    sobie jakąś część ciała i wszczepić z powrotem po upływie
    dłuższego czasu. W pojedynku nie ma jednak wygranych, bo części
    ciała złożone w spiżarni gospody, w której nocują cyrulicy,
    spotyka marny los, a ersatze, które wkłada na ich miejsce zaradna
    karczmarka, nie dają efektu, o który chodziło.
    Co
    w niej jest takiego?

    Trochę Frankenstein dla dzieci, a trochę buda z objazdowymi
    dziwactwami, ubrana w medyczny pozór. Wartość dodana: na
    ilustracjach Ewy Salamon cyrulicy byli niebiescy i mieli kocie oczy,
    które prześladowały czytelnika jeszcze długo po skończeniu
    lektury.

    Il. Hermann Vogel.

Miejsce
1.
    Bajka
    o jednym takim, co wyruszył w świat by strach poznać 
     
    To
    była baśń, której pozycji w tym rankingu byłam pewna.
    Doskonała opowieść drogi o – jak zwykle niedocenianym –
    najmłodszym bracie, którego życiowym pragnieniem jest dowiedzieć
    się, co to znaczy bać się. Grimmowie wytaczają przeciwko niemu
    cały arsenał strasznych sztuczek, od przebranego za ducha
    kościelnego po martwego kuzyna, który nagle zmartwychwstaje („a
    teraz cię uduszę!”), ale nasz bohater do wszystkiego podchodzi
    nad wyraz racjonalnie. Dzięki temu zdobywa rękę księżniczki i
    szacunek innych, a w końcu udaje mu się poznać, co to strach,
    dzięki podstępowi żony, znudzonej jego ciągłym marudzeniem.
    Co
    w niej jest takiego?
    Zbiór
    doskonałych przygód – niektórych strasznych, niektórych
    śmiesznych, połączenie makabreski z humorem i przede wszystkim
    pokazanie dziecku, czego nie warto się bać i że pokonanie strachu
    może mieć dobre konsekwencje.

    A jakie są Wasze ulubione baśnie Braci Grimm?

    _______________________

    Jutro przy niedzieli kilka słów o Scarlett O’Hara i 52 książkach w 2015 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *