Problemy pierwszego świata albo o „Wieku niewinności” E. Wharton

Trochę może przesadziłam z tym tytułem wpisu. Ale od razu się przyznaję: powieść Edith Wharton zmęczyła mnie jak już dawno żadna powieść nie zdołała mnie zmęczyć. Poświęciłam więc trochę czasu na szukanie odpowiedzi, na czym polega „klasyczność” tego dzieła (nagrodzonego nagrodą Pulitzera w 1921 roku, Wharton była pierwszą pisarką, którą nagrodzono) i przyznam, że nie znalazłam satysfakcjonującej odpowiedzi. Może wyłoni się ona w trakcie naszej dyskusji? A tymczasem przenieśmy się znowu w lata 70. XIX wieku do amerykańskich metropolii. Bo akurat tak się składa, że „Wiek niewinności” ma to samo tło i bohaterów zbliżonych pochodzeniem, co dyskutowani przez nas przed miesiącem „Bostończycy” Henry’ego Jamesa.

Czytać Jane Austen w Kalifornii albo o „Klubie miłośników Jane Austen” K. J. Fowler

  Najpierw, przyznaję się, obejrzałam film. Był bardzo przyjemny, choć zakończenie okazało się nieco zbyt cukierkowe jak na mój gust. Postanowiłam więc sprawdzić, jak jest w książce. Akurat moja biblioteka dysponowała wolnym egzemplarzem, a ja potrzebowałam lekkiej lektury. Tak więc wpadliśmy na siebie ponownie, ja i kalifornijski klub czytelniczy, którego zadaniem było przeczytać sześć powieści Jane Austen.

Duch rodzinny albo o „At Chrighton Abbey” M. E. Braddon

  Niedzielne poranki bywają czasami równie skomplikowane jak poranki poniedziałkowe. Człowiek budzi się nad ranem, za oknem jest wciąż ciemno, a zasnąć już nie może. Co wtedy robić? Jak to, co: sięgnąć po klasyczną historię o duchach! W moim przypadku padło na leżakujące już od jakiegoś czasu na czytniku „At Chrighton Abbey” Mary Elizabeth Braddon. Czy było strasznie? Zaraz postaram się Wam wszystko opowiedzieć.

Stracone złudzenia albo o „Great Expectations” Ch. Dickensa

Nie, żebym teraz nagle zaczęła wszystkie książki przywoływać z tytułu oryginalnego, nie jestem takim hipsterem książkowym. Od razu na wstępie zaznaczam, żeby mieć czyste intencje. Po prostu tę akurat książkę Dickensa dostałam w ślicznym podchoinkowym pakiecie od Domownika. A że wydanie jest zacne, to i o nim słówko – lub dwa – napiszę. Poza tym akurat tak się złożyło, że wczoraj skończyłam czytać, a były to 206 urodziny Dickensa, więc jakże by tu nie napisać o wrażeniach z lektury przy takim, niemal Dickensowskim, zbiegu okoliczności?